Sektor rośnie, ale firmom trudno o wzrost zysków. Kumulacja inwestycji infrastrukturalnych może przynieść nowe problemy.
Rynek budowlany w Polsce / DGP
Rosnące żądania płacowe, wysokie koszty materiałów, a także wciąż widoczny brak rąk do pracy. To główne problemy, z którymi musi wciąż mierzyć się budowlanka. Mimo poprawy sytuacji w branży firmy wciąż z dużą rezerwą spoglądają w przyszłość. Obawiają się m.in. wzrostu cen mieszkań i spadku popytu na nie. Branża z uwagą słuchała obietnic przedwyborczych. Podwyżka płacy minimalnej odbije się wyższymi kosztami, które odczują zwłaszcza najmniejsi podwykonawcy.

Ciężkie czasy dla branży

Rok 2018 był dla branży budowlanej trudny. Zwłaszcza dla tej części, która zajmuje się budową mieszkań. Ubiegły rok przyniósł bowiem 11-proc. spadek sprzedaży lokali (choć ceny wzrosły o ok. 10 proc.). Mimo to z danych GUS wynika, że produkcja budowlano-montażowa sięgnęła 206 mld zł. Była o prawie 17 proc. większa niż rok wcześniej. Dynamikę poprawiały przede wszystkim projekty infrastrukturalne.
Przedstawiciele firm budowlanych nie ukrywają, że w najbliższym czasie wynik branży będą ciągnęły właśnie inwestycje infrastrukturalne. Ma to jednak również minusy. Ich kumulacja powoduje problem z pozyskaniem pracowników i wpływa na rosnące koszty materiałów. Z danych firmy doradczej Deloitte wynika, że 49 proc. branży wskazuje na niedobór wykwalifikowanych pracowników jako barierę wzrostu.
– W Polsce podstawowym wyzwaniem dla branży jest brak dostępu do pracowników. Koszty zatrudnienia i niedobór osób z kwalifikacjami to numer jeden, jeśli chodzi o czynniki hamujące rozwój branży. To, czego oczekiwaliśmy od władz, robimy już sami. Sami budujemy systemy szkoleniowe dla przyszłych fachowców – mówi Jakub Chojnacki, członek zarządu i dyrektor finansowy firmy PORR.

Trudno o ręce do pracy

Zatrudnienie w branży zwiększyło się w ub.r. o 5,3 proc., do 410 tys. – Po przemyśle, budownictwo jest drugą branżą, w której zatrudnia się najwięcej cudzoziemców. Do konkurowania o ukraińskich pracowników w ostatnim czasie włączyli się Czesi i Słowacy, a z początkiem 2020 r. planowane jest szersze otwarcie rynku niemieckiego. To może postawić polskie firmy w trudnej sytuacji i zmusić je do znacznego podniesienia wynagrodzeń, a także szukania nowych kierunków rekrutacji – wskazuje Maciej Krasoń z firmy Deloitte, współautor opublikowanego w środę raportu „Polskie spółki budowlane 2019”.
Zbigniew Okoński, prezes deweloperskiej spółki Robyg, potwierdza, że podwykonawcy i wykonawcy obawiali się eksodusu pracowników ukraińskich do Niemiec. Problem ogranicza jednak napływ nowych ludzi na rynek. Mirosław Józefczak, członek zarządu Warbudu, mówi z kolei, że pracowników w budowlance zatrzymywała stosunkowo wysoka średnia płaca. Urosła ona w minionym roku o 8,1 proc. do 4,9 tys. zł.

Niejasna przyszłość

Zdania na temat przyszłości branży są podzielone. Zbigniew Okoński wskazuje długoterminowe czynniki ryzyka, związane głównie z makroekonomią.
– Cały biznes ma obawy dotyczące przede wszystkim możliwego wzrostu inflacji i zmniejszenia tempa wzrostu gospodarczego. Może to zmniejszyć chęć kupna mieszkań przez klientów indywidualnych. Drugim ryzykiem są drożejące działki. Panujące obecnie poczucie, że ceny mogą rosnąć w nieskończoność, prowadzi to do tego, że w branży zdarzają się spadki sprzedaży mieszkań. Wynikają one w dużej mierze z kłopotów z pozyskaniem działek pod budownictwo w rozsądnej cenie – wyjaśnia Okoński.
Branża stoi na progu kumulacji projektów infrastrukturalnych. We wrześniu 2019 r. budżet Programu Budowy Dróg Krajowych został podniesiony do 142,2 mld zł. Wcześniej program był aktualizowany już w 2017 r. Do tego dochodzi również Krajowy Program Kolejowy, który również został podniesiony do 70 mld zł.
– Perspektywa na lata 2020–2021 jest dobra. Pewne spowolnienie na rynku budowlanym być może będziemy widzieć pod koniec 2021 r. – wskazuje Mirosław Józefczak z Warbudu.
Spółki budowlane nadal mają w portfelu „trudne kontrakty” z lat 2016–2017, o niskiej lub ujemnej rentowności.
Jak wynika z danych Deloitte dla największych spółek budowlanych, średnia marża operacyjna (jaka część przychodów przekłada się na wynik operacyjny) spadła w ub.r. do 3,7 proc. z 7,2 proc. w 2017 r. To w znacznej mierze konsekwencja braku możliwości reakcji na rosnące koszty przy realizacji długoterminowych umów. Dlatego Sławomir Kiszycki, wiceprezes Unibepu, opowiada się za zmianami prawa zamówień publicznych, ale też przepisów kodeksu cywilnego.
– Dziś ryzyka są przeniesione niemalże w 100 proc. na generalnego wykonawcę. Negocjacje dotyczące dopłat do kontraktów są bardzo trudne. Czasami trzeba udowadniać zamawiającemu pewne oczywistości na temat zmian zachodzących na rynku. Unibepowi udało się w niedalekiej przeszłości wynegocjować dopłaty. Ale łatwiej nam szło z inwestorami prywatnymi, gorzej z publicznymi – wskazuje Kiszycki. W najbliższych dwóch latach spodziewa się on boomu budowlanego, który będzie skutkował m.in. powtórką presji płacowej ze strony pracowników. – A ryzyko musi być podzielone na dwie strony: zamawiającego i wykonawcę – zaznacza rozmówca DGP.
Dziś w przypadku sektora budowlanego cena jest ustalana przed podpisaniem kontraktu. Oznacza to, że wykonawca powinien wcześniej przewidzieć i wycenić wszystkie czynniki ryzyka. Z drugiej strony musi też walczyć o jak najniższą cenę po to, by to właśnie jego wybrał zamawiający. W efekcie np. nagły wzrost cen materiałów budowlanych może doprowadzić do tego, że z punktu widzenia wykonawcy budowa przestanie być opłacalna. Tak było niedawno na budowie odcinka autostrady A1. Włoska firma Salini zeszła z budowy. Powołując się na wzrost cen i kosztów pracy, domagała się od Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad większej kwoty.
Zatrudnienie w branży zwiększyło się w ub.r. o 5,3 proc., do 410 tys.