Dotychczas w całym kraju przyjęto około 20 specuchwał – czyli uchwał na podstawie tzw. specustawy pozwalających na realizację inwestycji mieszkaniowych niezależnie od ustaleń planu miejscowego. Co znamienne – podjęto je głównie w mniejszych miastach. – Aglomeracje takie jak Warszawa czy Gdańsk w zasadzie z góry przyjęły, że nie będzie zgody na tego rodzaju projekty i to w zasadzie niezależnie od tego, co i gdzie oraz na jakiej podstawie ma powstać – wynika z analizy Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Liczby te w ocenie związku i innych przedstawicieli branży budowlanej potwierdzają, że wprowadzona 22 sierpnia ub.r. specustwa (czyli ustawa z 7 lipca 2018 r. o ułatwieniach w przygotowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych oraz inwestycji towarzyszących; Dz.U. poz. 1496 ze zm.) nie działa jak powinna. A więc wcale nie przyspieszyła budowy mieszkań, co było głównym jej założeniem. Bo czy można mówić o sukcesie w zestawieniu jej wyników z 60 tysiącami pozwoleń wydawanych rocznie na budowę? – Udział specuchwał w realizacji nowych inwestycji jest marginalny. Zaledwie 20 projektów w skali Polski to niewiele, biorąc pod uwagę, jak wiele gruntów jest zaniedbanych urbanistycznie z powodu braku planów miejscowych lub przestarzałych zapisów planistycznych. Choćby nawet w samej Warszawie, gdzie nawet w lokalizacjach z pełną infrastrukturą techniczną i społeczną jest olbrzymia liczba terenów niezagospodarowanych. Przykładem są działki po FSO czy w rejonie ul. Bieżuńskiej i Radzymińskiej – mówi Justyna Cymerman, dyrektor działu urbanistyki w firmie Greenfields, która działa w branży nieruchomości. Wtóruje jej Artur Pietraszewski, dyrektor sprzedaży i marketingu Polnordu. – Skala inwestycji realizowanych na podstawie przepisów specustawy faktycznie nie jest duża. To jednak może wynikać też z tego, że regulacja jest nowa i wszystkie strony muszą do niej przywyknąć i nauczyć się poruszania w obrębie jej przepisów – dodaje.

Biurokracja utrudnia inicjatywy

Co sprawia, że specustawa nie działa? Przypomnijmy, że kiedy w sierpniu ub.r. przepisy wchodziły w życie, okrzyknięto je jako lex deweloper, co miało wskazywać, że zostały napisane wyłącznie pod deweloperów. A więc, jak twierdził rząd, miały ułatwiać przedsiębiorcom inwestycje, a zdaniem krytyków: mieli oni od tej pory budować „co chcą, gdzie chcą i jak chcą”.

Tygodnik Gazeta Prawna z 9 sierpnia 2019

Tygodnik Gazeta Prawna z 9 sierpnia 2019

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Tymczasem rzeczywistość okazała się zgoła inna. Zdaniem deweloperów nowych przepisów nie można postrzegać w kategorii ułatwień. Wręcz przeciwnie – są przykładem przerostu biurokracji. Dementują tym samym wysuwane przez opozycję opinie, że za sprawą specustawy inwestorzy mogą realizować projekty bez jakichkolwiek ograniczeń i kontroli urzędu miasta czy opinii publicznej. – Po pierwsze, taki projekt musi być zgodny ze studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego; wyjątkiem są jedynie przedsięwzięcia na gruntach należących do Skarbu Państwa, kolejowych czy wojskowych. Po drugie, o realizacji tego typu inwestycji decyduje rada gminy po uprzednim złożeniu przez dewelopera kompletnego wniosku. A ten musi być bardziej szczegółowy niż w przypadku ubiegania się o decyzję o warunkach zabudowy. Po trzecie, jednym z elementów wniosku jest wskazanie przez wnioskodawcę, że inwestycja spełnia standardy urbanistyczne przewidziane w ustawie lub te, które gmina przyjęła. Dotyczą one zarówno parametrów inwestycji, jak również jej odległości od przystanków komunikacji czy szkół podstawowych. Przy czym gmina ma prawo je zaostrzyć o 50 proc. – wskazują.

TO TYLKO FRAGMENT TEKSTU. CAŁY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ W TYGODNIKU GAZETA PRAWNA >>