Kilka lat temu wydawało się, że budownictwo indywidualne wyszło z mody. Ale miniony rok przyniósł mocną poprawę w tym segmencie.
Indywidualne budownictwo mieszkaniowe w ciągu dwóch ostatnich lat dźwignęło się z zapaści. W 2013 r. liczba rozpoczętych samodzielnie domów i mieszkań spadła do niecałych 73 tys., najniższego poziomu w tej dekadzie, a w 2016 r. Polacy ruszyli już z ponad 83 tys. samodzielnych inwestycji. I nie zwalniają tempa. W styczniu nowych budów było o 20 proc. więcej niż przed rokiem.
Jeszcze lepiej sytuacja wygląda w pozwoleniach. W 2016 r. było ich niemal 99 tys., o 30 proc. więcej niż w najgorszym ostatnio 2014 r. Mocny był też styczeń, kiedy domów i mieszkań, które dostały pozwolenia lub zostały zgłoszone do budowy, było niemal 7 tys., o 29 proc. więcej niż przed rokiem.
Reklama
Budownictwo indywidualne to jeden z najtrudniejszych do zbadania segmentów w nieruchomościach. Specjaliści powiązani z tą branżą są jednak zgodni co do głównych powodów odbicia. To m.in. bardzo dobra sytuacja na rynku pracy, która pomaga w podjęciu decyzji o rozpoczęciu inwestycji. Ale powodów jest więcej.
– Na budowę domu decydują się najczęściej osoby w wieku 30–40 lat. Obecnie w tym wieku są roczniki wyżu z początku lat 80. Gdy do rekordowo niskiego poziomu spadły stopy procentowe, a później zaczęła się poprawiać sytuacja na rynku pracy, wielu z nich zapewne zdecydowało, że teraz jest ten właściwy moment – ocenia Jarosław Sadowski z Expandera. Ożywienie związane z samodzielnymi budowami widać także u tego pośrednika finansowego. Obecnie kredyty na budowę mają 11–12 proc. udziału w kredytach hipotecznych udzielanych z pomocą tej firmy. W 2014 r. było to ok. 8–9 proc.

Reklama
Pojawiła się też nowa kategoria inwestorów. To ludzie, którzy nieźle zarabiają, ale mogą pracować zdalnie, bez pojawiania się w biurze. – W Krakowie jest wielu takich klientów. Szukają lokalizacji pod miastem, nawet w odległości 25 km. To często dobrze zarabiający informatycy, którzy muszą być online, ale mogą siedzieć przy własnym biurku w domu – mówi Piotr Krochmal z krakowskiej Agencji Doradczo-Usługowej Krospekt.
W ostatnich latach budowom sprzyjały w miarę stabilne koszty, szczególnie jeśli chodzi o ceny materiałów. Roman Tarnowski, prezes Polskiej Federacji Budownictwa, wskazuje, że np. w okolicach Lublina, gdzie prowadzi własną firmę budowlaną, budynek jednorodzinny w stanie surowym otwartym i z garażem można postawić za 1,1–1,15 tys. zł netto za mkw. (licząc materiały i wykonawstwo).
– Pytań od zainteresowanych budową domu mamy teraz faktycznie dużo. Liczymy, że wkrótce przełożą się na więcej zamówień – dodaje. Zaznacza jednak, że dla nowych budujących sytuacja pod względem kosztów może być mniej korzystna. Producenci i dostawcy wielu materiałów zapowiadają na wiosnę 5–6 proc. podwyżki.
Z danych GUS wynika, że w 2016 r. na miasta wojewódzkie, gdzie w budownictwie królują deweloperzy, przypadło według naszych wyliczeń 8 proc. z wszystkich rozpoczętych indywidualnie budów i 9 proc. pozwoleń. W liczącej 2 mln mieszkańców stolicy pozwoleń i zgłoszeń budów było nieco ponad 1,2 tys., o ok. 200 więcej niż w powiecie kartuskim na Kaszubach.
W większych miastach budownictwo indywidualne blokują przede wszystkim koszty. Ceny gruntów mogą być w nich kilkakrotnie większe niż w sąsiednich rejonach. Na dodatek chętni na domy muszą zdać się tu na rynek wtórny, bo deweloperzy w aglomeracjach budowę domów ograniczyli do minimum. W Echo Investment, które w 2016 r. sprzedało ponad 900 lokali, na początku lutego było w ofercie osiem domów szeregowych. U Ronsona, który sprzedał ponad 800 lokali, domów w ofercie było ponad 30. Atal, który znalazł chętnych na 2,4 tys. mieszkań, klasycznych domów obecnie nie sprzedaje.
– Koncentrujemy się aktualnie na sprzedaży lokali w budynkach wielorodzinnych, gdyż takie projekty generują wyższą marżę – tłumaczy Mateusz Juroszek, wiceprezes Atalu.
Deweloperzy wskazują, że zabudowa wielorodzinna bardziej się opłaca, bo dzięki temu z metra gruntu można uzyskać większy zwrot, niż budując domy. Trwająca od kilku lat sprzedażowa hossa u deweloperów generowana jest m.in. przez zakupy inwestycyjne, czyli nieduże mieszkania na wynajem, i na domy popytu po prostu nie ma.
Blisko rekordów z poprzedniej dekady / Dziennik Gazeta Prawna