Szacunkowy przebieg, rodzaj paliwa, koszty przeglądów – wszystko to decyduje o wyborze auta do firmy.

Nie tylko cena

 Obliczając miesięczne czy roczne koszty użytkowania auta, pod uwagę, oprócz raty leasingowej, należy wziąć również inne kwestie: koszty paliwa, ubezpieczenia, ewentualnych napraw pogwarancyjnych oraz serwisu. Gdy się je wszystkie uwzględni, korzystniejsze finansowo może się okazać kupienie... droższego samochodu. Tak jest między innymi w przypadku niektórych samochodów hybrydowych.

Nie dawaj wiary wszystkim zapewnieniom producenta

Producenci aut z napędem spalinowo-elektrycznym przekonują, że spalają one znacznie mniej paliwa. Nie ma co jednak liczyć na to, że spełnią się ich obietnice o średnim zużyciu na poziomie 3–4 litrów. Z naszych doświadczeń wynika, że do tych liczb zazwyczaj należy doliczyć jeszcze 20–30 proc., ale to samo dotyczy wersji z tradycyjnym napędem, tak benzynowym, jak i diesla. W końcu nie da się zmusić pracowników firmy do tego, aby jeżdżąc służbowymi autem, stosowali się do zasad ecodrivingu.

Hybryda opłacalna przy dużych dystansach

Tak czy inaczej, hybrydy rzeczywiście palą mniej. Rzecz w tym, że jednocześnie więcej kosztują. Aby ocenić, czy inwestycja dodatkowych kilku czy kilkunastu tysięcy złotych się opłaci, należy wziąć pod uwagę różnicę w cenie podobnych pod względem mocy i wyposażenia modeli (hybrydowego i np. benzynowego), oraz różnice w ich średnim spalaniu. I tak np. nowa 136-konna hybrydowa toyota auris kosztuje 84,9 tys. zł, czyli dokładnie o 10 tys. zł więcej niż wersja benzynowa 1,6 o mocy 132 koni. Obie mają automatyczne skrzynie biegów, przy czym ta druga spala – według producenta – o 1,9 litra benzyny więcej. Zatem przy cenie bezołowiówki wynoszącej 5,5 zł za litr oszczędności w używaniu hybrydy powinny wynosić – w zaokrągleniu – 10 zł na każde sto przejechanych kilometrów. Czyli inwestycja w auto spalinowo-elektryczne zwróci się po przejechaniu 100 tys. km. W przypadku firm, których auta pokonują krótkie dystanse, to za dużo, by móc mówić o szybkim zwrocie z inwestycji. Ale jeżeli przeciętne auto w naszej firmie przejeżdża rocznie około 40 tys. kilometrów i służy dłużej niż trzy lata, zakup hybrydy może okazać się opłacalny.

Ciut wyższe koszty ubezpieczenia

Ale oprócz kosztów paliwa pod uwagę wziąć trzeba również koszty ubezpieczenia. Stawka za hybrydę może być nieco wyższa, ponieważ auto ma nieco większy silnik (1,8 zamiast 1,6 litra), co wpłynie na stawkę OC, a także jest droższe (to ma wpływ na AC). W tym przypadku jednak różnica będzie niewielka (najwyżej 200–300 zł), a może się zdarzyć, że nie będzie jej wcale.

Żadnych różnic nie ma zaś w przypadku obowiązkowych przeglądów technicznych auta. Trzymając się przykładu aurisa: zarówno wersję benzynową jak i hybrydową trzeba poddawać przeglądom co 15 tys. km. W obu modelach jest to koszt 500–550 zł. – Mimo że hybryda jest bardziej skomplikowana technicznie, to materiały eksploatacyjne jak filtry czy oleje są w niej takie same, więc nie ma mowy o wyższych kosztach serwisu – zastrzega Artur Wasilewski z Toyota Motor Poland.

Dodaje, że po paru latach hybryda może się okazać wręcz tańsza w serwisie niż model benzynowy, ponieważ nie ma w niej np. tradycyjnego rozrusznika, a ponadto ma mniejszy akumulator, który jest tańszy, a w dodatku rzadziej się go wymienia (nie służy bowiem do uruchamiania auta, a tylko do obsługi urządzeń pokładowych). Ponadto sam napęd hybrydowy objęty jest pięcioletnią gwarancją producenta.

Reasumując, pomimo wyższej ceny zakupu, samochód hybrydowy może być interesującą alternatywą dla tradycyjnych benzyniaków czy diesli. Wszystko jednak zależy od tego, ile zamierzamy rocznie jeździć autami, jak szybko w przyszłości będziemy chcieli je wymienić oraz... jak wiele szkód powodują firmowi kierowcy. Można bowiem być pewnym, że naprawienie auta hybrydowego po wypadku może być bardzo trudne, a co za tym idzie – kosztowne. I nawet jeżeli firma nie odczuje tego w swoim budżecie, to na cenie polisy ubezpieczeniowej – na pewno.