Tradycyjnie największy popyt na finansowanie bankowe tworzą małe i średnie firmy, zatrudniające od 10 do 250 osób. Powód? Jest ich zdecydowanie więcej niż wielkich korporacji. Jednak w tym roku pod względem zapotrzebowania na kredyt ich przewaga nad dużymi przedsiębiorstwami (zatrudniającymi powyżej 250 osób) jest zdecydowanie mniejsza niż w 2011 r. Wtedy do kwietnia sektor MSP zdążył wziąć ponad dwa razy więcej kredytów niż największe firmy. Teraz różnica nie przekraczała 100 mln zł.

– Rynek rośnie w kilkuprocentowym tempie, jednak nie jest ono tak wysokie jak w ubiegłym roku. Wśród przedsiębiorców, z którymi mamy kontakt, nie widać oznak nerwowości, ale w związku ze spowolnieniem w gospodarce wykazują pewną ostrożność – komentuje Cezary Raczyński, dyrektor departamentu analiz bankowości korporacyjnej w BRE Banku.

Zarówno w kredytach dla sektora MSP, jak i dla największych firm wyraźny jest spadek zainteresowania finansowaniem inwestycji. Zapowiedź ograniczenia zapotrzebowania na tego typu wsparcie przyniosła już niedawna publikacja ankiety NBP dotyczącej polityki kredytowej banków. „Po pięciu kwartałach wzrostu banki odczuły spadek zapotrzebowania na finansowanie środków trwałych” – informował bank centralny.

Potwierdzają to dane nadzoru. Małe i średnie firmy na początku ubiegłego roku wzięły kredyty inwestycyjne o wartości blisko 1,9 mld zł. W porównywalnym okresie 2012 r. były to niespełna 74 mln zł. W największych firmach nastąpił spadek nowych kredytów inwestycyjnych z 0,9 mld zł do prawie 0,3 mld zł.

O wzroście zainteresowania kredytem inwestycyjnym można mówić w odniesieniu do mikrofirm – zatrudniających mniej niż 10 osób. Wzrost z 19 mln zł w okresie styczeń – kwiecień 2011 r. do 26,6 mln zł w tym roku to jednak z punktu widzenia gospodarki kwota nic nieznacząca.

Jakie kredyty chcą brać przedsiębiorstwa? Obrotowe. W przypadku największych firm i w tej kategorii widać wyraźny spadek, ale w sektorze MSP jest on już niewielki, a mikrofirmy zaciągnęły do kwietnia dwa razy więcej takich kredytów niż rok wcześniej.

– To oznaka pogarszania się sytuacji. Mówi się o zatorach płatniczych i widać, że firmy starają się poprawić płynność kredytem – ocenia Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.

Specjaliści zwracają uwagę na jeszcze jeden czynnik sprzyjający popytowi na kredyty operacyjne kosztem inwestycyjnych. Cena krótkoterminowych kredytów obrotowych nie wzrosła tak znacząco jak finansowania środków trwałych, gdzie okres spłaty wynosi co najmniej pięć, a czasami sięga 10 lat.