Aż 85 proc. firm, które w latach 2008 – 2011 zostały założone przez bezrobotnych przy wsparciu środków przyznanych im przez urzędy pracy, nadal funkcjonowało pod koniec ubiegłego roku – wynika z badań przeprowadzonych przez spółkę EU-Consult na zlecenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.

To doskonały rezultat, szczególnie gdy zestawi się go z danymi dotyczącymi okresu działalności wszystkich firm. Już po pierwszym roku upada około 23 proc. przedsiębiorstw, a jubileusz pięciolecia działalności ma szansę obchodzić zaledwie jedna trzecia z nich – pokazują dane GUS.

Firmy bezrobotnych funkcjonują dłużej

– To taki piękny rezultat, że aż trudno uwierzyć – cieszy się Jerzy Bartnicki, dyrektor PUP w Kwidzynie. Ale zwraca uwagę, że w wyliczeniach EU-Consult uwzględnione zostały też firmy utworzone w 2011 roku, spośród których praktycznie 100 proc. nadal prowadzi działalność. Bo muszą. Zgodnie z przepisami bezrobotny, który stworzył własny biznes z publiczną dotacją, musiałby ją zwrócić, gdyby zawiesił działalność przed upływem dwunastu miesięcy. A rzecz dotyczy niemałych pieniędzy – maksymalne jednorazowe wsparcie na podjęcie działalności gospodarczej jest równe sześciu przeciętnym pensjom, a więc w ubiegłym roku wynosiło ok. 20 tys. zł.

Firmy bezrobotnych

Firmy bezrobotnych

źródło: DGP

Ale firmy bezrobotnych funkcjonują dłużej także z innych powodów. Są po prostu lepiej przemyślane i solidniej przygotowane. – Zainteresowani otrzymaniem dotacji muszą między innymi przygotować biznesplan, który jest weryfikowany przez specjalistów – zwraca uwagę Irena Lebiedzińska, wicedyrektor PUP w Opolu. Oprócz tego bezrobotni są oceniani przez specjalistów pod kątem predyspozycji do prowadzenia działalności gospodarczej. Bierze się pod uwagę ich wykształcenie, kwalifikacje i doświadczenie zawodowe. – Ponadto, zanim przyznamy dotację, bezrobotny kończy kurs, na którym uczy się abc przedsiębiorcy – wyjaśnia Lebiedzińska. Uzyskuje więc informacje na temat formalności związanych z prowadzeniem działalności, w tym przepisów dotyczących ZUS i urzędów skarbowych.

Niestety, choć firmy zakładane przez bezrobotnych radzą sobie na wolnym rynku lepiej, to jest ich coraz mniej, bo rząd przeznacza na dotacje dla nich coraz mniej pieniędzy. W tym roku jest to 360,7 mln zł, co wystarczy na stworzenie około 22 tys. firm. Tymczasem w 2010 roku bezrobotni założyli aż 77 tys. przedsiębiorstw.

Potrzeba więcej wsparcia

Topniejące wsparcie trudno zrozumieć, tym bardziej że Fundusz Pracy, z którego pochodzą pieniądze na dotacje, jest w bardzo dobrej kondycji. – Na jego kontach jest około 6 mld zł, a do końca roku może być nawet 7 mld zł – mówi prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. Choć są to pieniądze zebrane ze składek pracodawców, to resort finansów zablokował ich wydawanie, tłumacząc swoją decyzję trudnościami finansów publicznych. – A gdyby wsparcie było przynajmniej takie, jak w 2010 roku, czyli o 1 mld zł większe, to dodatkowo mogłoby powstać 55 tys. firm – ocenia prof. Kabaj. I zwraca uwagę, że budżet też by na tym skorzystał – w końcu nowi przedsiębiorcy zaczęliby płacić podatki.

W Funduszu Pracy jest ok. 6 mld zł – te pieniądze można by lepiej wykorzystać

W I kwartale tego roku bezrobotni założyli 1658 firm z dotacją. To o 44 proc. więcej niż przed rokiem, ale aż o 77 proc. mniej niż w rekordowym I kwartale roku 2010 – wynika z danych resortu pracy.

Spadek to efekt ograniczenia środków na aktywne formy walki z bezrobociem. Jeszcze w 2010 r. na tworzenie przedsiębiorstw przez bezrobotnych przeznaczono 1,4 mld zł z Funduszu Pracy. W tym roku – tylko 360,7 mln zł. Środki drastycznie obcięto, choć dotacje na rozpoczęcie działalności okazały się najbardziej skuteczną metodą walki z bezrobociem. Jest bardziej efektywna niż prace interwencyjne, szkolenia, staże czy roboty publiczne. Widać to po statystykach – aż 85 proc. firm założonych w ten sposób w latach 2008 – 2011 nadal funkcjonuje.

Dziś tylko co trzeci bezrobotny deklaruje, że założy firmę mimo braku wsparcia finansowego. – Z naszych badań wynika, że dwie trzecie nie ma szans na rozpoczęcie własnej działalności bez publicznej dotacji – mówi prof. Zenon Wiśniewski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Symptomatyczne jest też to, że bezrobotni zwykle dowiadują się o możliwości uzyskania dotacji na założenie firmy od rodziny i znajomych. Dopiero na drugim miejscu wśród źródeł informacji wymieniają powiatowe urzędy pracy oraz ich strony internetowe, a na trzecim samych pracowników PUP – wynika z badań firmy EU-Consult.

Wnioski o rozpoczęcie działalności gospodarczej najczęściej składają osoby w wieku 25 – 34 lat. Na tę grupę przypada 48 proc. pozytywnie rozpatrzonych wniosków. Osób po 54. roku życia, które złożyły wniosek o dotację na firmę, jest zaledwie 4 proc.

W ostatnich czterech latach więcej wniosków o przyznanie dofinansowania złożyli mężczyźni – 56,6 proc. Jeszcze wyższy jest odsetek przedstawicieli płci brzydkiej, którym przydzielono środki – wynosi on 62,5 proc.

Inny wynik badań przeprowadzonych przez EU-Consult mówi, że wśród osób składających wnioski o dofinansowanie najwięcej jest tych, którzy pozostają bez pracy dłużej niż rok – stanowią oni aż 57,2 proc. ogółu ubiegających się o dotację. Po prostu stracili wiarę w znalezienie etatu i postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Szkoda, że państwo nie chce im tego ułatwić.