Nowelizacja prawa upadłościowego miała rozstrzygnąć doktrynalne spory. Zdaniem prawników jednak kłopoty dopiero się zaczną. I mogą spowodować mniejsze zainteresowanie inwestorów nabywaniem przedsiębiorstw w finansowych tarapatach.
Reklama
Chodzi o pre-pack, czyli procedurę przygotowanej likwidacji w upadłości. W największym uproszczeniu polega ona na sprzedaży przedsiębiorstwa w toku postępowania upadłościowego. To procedura, z którą rynek wiązał ogromne nadzieje. Działa jednak średnio. Zdaniem Ministerstwa Sprawiedliwości, które opracowało projekt nowelizacji prawa upadłościowego (ustawa została uchwalona przez Sejm 19 lipca 2019 r.), dzieje się tak m.in. dlatego, że pojawiały się wątpliwości co do odpowiedzialności finansowej nabywców za istniejące długi. Problem rozwiązano jednak w sposób, który w ocenie ekspertów skomplikuje sytuację jeszcze bardziej.

(Nie)odpowiedni przepis

Do art. 317 prawa upadłościowego postanowiono dodać ust. 2a w brzmieniu: „przepis art. 231 ustawy z dnia 26 czerwca 1974 r. – Kodeks pracy stosuje się odpowiednio”. Czyli regulacje o przejściu zakładu pracy należy stosować w przypadku pre-packu „odpowiednio”. Co zastosowanie art. 231 kodeksu pracy oznaczałoby zatem w praktyce?
‒ Przede wszystkim to, że nabywca przedsiębiorstwa nie tylko przejmuje umowy o pracę, lecz także bierze na siebie odpowiedzialność za wszelkie zobowiązania wynikające ze stosunku pracy, w tym zaległe pensje czy odprawy. Tak się dzieje, gdy do nabycia przedsiębiorstwa dochodzi poza ramami procedury upadłościowej ‒ wyjaśnia Bartosz Sierakowski, radca prawny, wspólnik w kancelarii Zimmerman i Wspólnicy. Ale zaznacza zarazem, że nie budziło do tej pory większych wątpliwości, iż zakupy u syndyka są pozbawione ryzyka w postaci odpowiedzialności za długi pracodawcy z przeszłości. Sierakowski dodaje również, że w doktrynie i orzecznictwie, także Sądu Najwyższego, panowała zgoda, iż nabywca nie ponosi odpowiedzialności za zobowiązania względem pracowników sprzed ogłoszenia upadłości. Zakład pracy jest wówczas przejmowany razem z pracownikami (o ile na dzień nabycia są w nim zatrudnieni), a więc z poszanowaniem praw pracowniczych, ale zaspokajanie zaległych zobowiązań pracowniczych reguluje wyłącznie prawo upadłościowe, czyli zaspakaja je syndyk z funduszów masy upadłości. Inwestor zaś ponosi odpowiedzialność za zobowiązania bieżące i przyszłe.
‒ Założenie to wydaje mi się słuszne. Istotą pre-packu, czyli instytucji prawa upadłościowego, jest przede wszystkim zachęta do nabywania przedsiębiorstw, a nie ochrona praw pracowniczych ‒ wskazuje Jerzy Kozdroń, radca prawny, były wiceminister sprawiedliwości, który odpowiadał za przygotowanie podwalin pod obecnie obowiązujące w Polsce prawo upadłościowe. Zdaniem Kozdronia absolutnie kluczową kwestią jest to, by ustawodawca możliwie najbardziej ułatwiał przeprowadzanie transakcji. ‒ A konieczność zaspokojenia zaległych zobowiązań pracowniczych stanowiłoby balast dla potencjalnych nabywców. Mogłoby to skutkować mniejszą liczbą pre-packów, a co się z tym wiąże, gorszą sytuacją także pracowników, którzy nie mogliby liczyć na stabilne zatrudnienie ‒ spostrzega były wiceminister.
Sęk w tym, że przepisy o przejściu zakładu pracy będzie należało stosować „odpowiednio”. I to już po 14 dniach od dnia ogłoszenia ustawy. Tymczasem zgodnie z art. 231 par. 2 kodeksu pracy za zobowiązania wynikające ze stosunku pracy, powstałe przed przejściem części zakładu pracy na innego pracodawcę, dotychczasowy i nowy pracodawca odpowiadają solidarnie. Czy będziemy zatem mieli do czynienia z rewolucją w pre-packu i zobowiązaniu inwestorów do zaspokajania starych roszczeń pracowniczych?
‒ Nie wiadomo. Przepis nowelizacji mówiący o odpowiednim stosowaniu przepisów o przejściu zakładu pracy jest enigmatyczny, mało klarowny. I to największy kłopot, bo przy takich transakcjach jak nabycie przedsiębiorstwa jeszcze gorsze od złych dla nabywców regulacji są te niejasne ‒ uważa Jerzy Kozdroń. W przypadku braku wątpliwości co do rozszerzonej odpowiedzialności kupca miałoby to przecież wpływ na niższą cenę, za jaką można by sprzedać przedsiębiorstwo. W razie niejasności trudno zaś dokonać wyceny.
Karol Tatara, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny z Kancelarii Prawa Restrukturyzacyjnego i Upadłościowego Tatara i Współpracownicy oraz wiceprzewodniczący sekcji prawa upadłościowego Instytutu Allerhanda, mówi jasno: stosowanie wprost par. 2 art. 231 kodeksu pracy uśmierciłoby w praktyce transakcje nabycia przedsiębiorstwa w postępowaniu upadłościowym. ‒ Przeczyłoby dodatkowo zasadzie nabycia przedsiębiorstwa ze skutkiem egzekucyjnym, to jest bez ponoszenia odpowiedzialności za długi związane z tym przedsiębiorstwem ‒ uważa Tatara. Jego zdaniem zatem za najbardziej racjonalną należy uznać wykładnię, zgodnie z którą nabywca może co najwyżej odpowiadać za zobowiązania powstałe po ogłoszeniu upadłości, związane wyłącznie z tymi pracownikami, którzy przechodzą do nabywcy wraz z transakcją. I to tylko wtedy, jeśli syndyk z jakichś powodów nie zaspokoi tych zobowiązań. A wtedy i tak pozostanie kwestia rozliczeń nabywcy z masą upadłości.
Za korzystną wykładnią dla nabywców optuje również Bartosz Sierakowski. Jego zdaniem ustawodawca nie bez powodu posłużył się stwierdzeniem, że przepisy o przejściu zakładu pracy stosuje się odpowiednio, a nie wprost. ‒ Odpowiednie stosowanie przepisów oznacza ich stosowanie z niezbędnymi modyfikacjami. Tymi modyfikacjami zaś są przepisy prawa upadłościowego regulujące w sposób kompleksowy i wyłączny zasady zaspakajania roszczeń powstałych przed ogłoszeniem upadłości, w tym także roszczeń pracowniczych ‒ wyjaśnia Sierakowski. I tłumaczy, że zasada ta jest prosta – roszczenia pracownicze zaspakaja się z pieniędzy uzyskanych w drodze upłynnienia składników masy upadłości. Upłynnienie masy upadłości zaś następuje w drodze sprzedaży o skutkach egzekucyjnych (nabycie pierwotne). W efekcie nabywca, mimo przejścia na niego zakładu pracy, nie będzie ponosił odpowiedzialności względem pracowników za wypłatę zaległych, czyli powstałych przed ogłoszeniem upadłości, wynagrodzeń i innych świadczeń pieniężnych wynikających ze stosunku pracy. Te roszczenia ‒ jak tłumaczy mec. Sierakowski ‒ nadal powinny obciążać wyłącznie masę upadłości, czyli syndyka, nabywca partycypuje zaś w ich regulowaniu w ten sposób, że uiszcza cenę nabycia za przedsiębiorstwo, które to środki syndyk przekazuje wierzycielom, w tym pracownikom, w ramach planów podziału. Mówiąc prościej: nabywca przedsiębiorstwa pośrednio reguluje dawne zobowiązania pracownicze. Po prostu dokonuje transakcji, a z pozyskanych z niej pieniędzy syndyk ma z czego zaspokoić pracowników.
Projekt zmian przewiduje, że nabywca przedsiębiorstwa nie tylko przejmuje umowy o pracę, lecz także bierze na siebie odpowiedzialność za wszelkie zobowiązania wynikające ze stosunku pracy.

Wykładnia projektodawcy

Ministerstwo Sprawiedliwości poproszone przez nas o komentarz wychodzi z podobnego założenia. Słyszymy, że bynajmniej nikt nie chce wprowadzać rewolucji. Chodzi raczej o podkreślenie, że ogólnie przepisy prawa pracy należy stosować także w sferze prawa upadłościowego. Jednak nie jest tak, że to nabywca przedsiębiorstwa będzie musiał płacić za wieloletnie opóźnienia przy wypłacie wynagrodzeń.
Prawnicy podkreślają jednak, że stanowisko Ministerstwa Sprawiedliwości nie będzie wiążące dla sądów, którym przyjdzie oceniać, czy nabywca przedsiębiorstwa w ramach przygotowanej likwidacji odpowiada za stare długi pracownicze. W ocenie Jerzego Kozdronia można sobie wyobrazić sytuację, w której sąd pracy wyżej postawi dobro pracownika niż dobro systemu prawa upadłościowego. Samo to ryzyko zaś będzie oznaczało większy strach inwestorów.
‒ Niezależnie od kierunku interpretacji dodanego przepisu zmianę należy ocenić jednoznacznie negatywnie. Wprowadza niepotrzebny chaos prawny ‒ stwierdza Bartosz Sierakowski. I wtóruje Kozdroniowi, że przy nierozsądnej interpretacji stosowanej przez sądy pracy może dojść do wielu niekorzystnych zdarzeń. Po pierwsze, wpłynęłoby to na obniżenie zaspokojenia wierzycieli, gdyż syndycy zamiast sprzedawać przedsiębiorstwo w całości będą zmuszeni sprzedawać poszczególne aktywa – z uwagi na brak zainteresowanych nabyciem zakładu pracy. Po drugie, nawet jeśli znajdzie się nabywca na całe przedsiębiorstwo, to syndyk przy szacowaniu jego wartości będzie musiał odjąć koszty związane z ryzykiem odpowiedzialności tegoż nabywcy za długi pracodawcy z przeszłości, a tym samym poziom zaspokojenia wierzycieli będzie niższy. I po trzecie wreszcie ‒ trudno byłoby mówić o jakimkolwiek wzmocnieniu pozycji pracowników, gdyż co z tego, że formalnie mogliby żądać od nabywcy pieniędzy, skoro by go najczęściej w ogóle nie było. A syndyk zapewne ‒ w przeciwieństwie do przeciętnego kupca ‒ nie myślałby o rozwijaniu biznesu, lecz o zwolnieniu załogi.
!Ministerstwo Sprawiedliwości nie chce wprowadzać rewolucji, a tylko podkreślić, że ogólnie przepisy prawa pracy należy stosować także w sferze prawa upadłościowego.

opinia eksperta

Pracownik ma być chroniony, ale nie podwójni

dr hab. Marcin Warchoł wiceminister sprawiedliwości
Projektodawcy chodziło o to, że jeśli przed ogłoszeniem upadłości były zaległe roszczenia pracownicze z tytułu umów, które przejmie nabywca wraz z pracownikami, to nabywca nie będzie odpowiadał z tytułu tych zobowiązań. Te zobowiązania ma pokryć syndyk w postępowaniu upadłościowym. Dopuszczamy jednak możliwość umownych modyfikacji tego podejścia w praktyce, np. nabywca przejmie całość zobowiązań, a syndyk nie umieści ich na liście. Stąd woleliśmy wskazać w projekcie ustawy, że art. 231 kodeksu pracy stosuje się „odpowiednio”.
Założeniem jest to, by pracownik był chroniony, ale bynajmniej nie powinien być chroniony podwójnie. Jednocześnie część doktryny uważała, że w przypadku pre-packu przejście zakładu pracy w ogóle nie następowało. Ten pogląd ustawa eliminuje.