Dobra koniunktura gospodarcza sprzyja wzrostowi rynku na całym świecie. Ale w Polsce rozwija się on znacznie wolniej niż cała gospodarka i jest to anomalia na skalę europejską.

Nasz rynek reklamy nie jest odporny na globalne problemy gospodarcze i reaguje na zmieniające się otoczenie szybciej niż krajowa gospodarka. Z raportu KPMG na temat reklamy telewizyjnej w Polsce (a telewizja jest u nas wciąż najważniejszym medium promowania, skupiającym ponad 50 proc. wydatków) wynika też, że jesteśmy jedynym krajem w Europie, w którym wartość rynku reklam nie jest silnie skorelowana z PKB. W latach 2008–2014, pomimo skumulowanego wzrostu gospodarczego rzędu 35 proc., wartość rynku spadła o 16 proc. Największy spadek, bo o ponad 900 mln zł, odnotowano w 2009 r. (a wzrost PKB wyniósł wtedy 6,6 proc.).

– Księgowy w Wielkiej Brytanii nie musiał słyszeć o zielonej wyspie w Polsce. Choć nasza gospodarka radziła sobie świetnie, to zapłaciliśmy rachunek za kryzys w całym regionie – tłumaczył Jakub Bierzyński, prezes domu mediowego OMD, w czasie debaty pod tytułem „Silny rynek reklamowy warunkiem silnych mediów w Polsce”. Ta dysproporcja jest konsekwencją radykalnego obniżenia budżetów reklamowych przez międzynarodowe korporacje, co było odpowiedzią na globalny kryzys. Polska jest największym rynkiem w regionie, i to u nas korporacjom było najłatwiej szukać oszczędności.