Po ubiegłorocznych rekordowych zyskach ten rok w sektorze finansowym zapowiada się chudo. Mówi się o kilkuprocentowym spadku zysku. Z planów finansowych zebranych przez urząd Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że w całym roku same zarządy banków oczekują mniej więcej 10-proc. pogorszenia w finansach. Siłą rzeczy niezbyt wyśrubowane są też oczekiwania analityków.

Tymczasem Bank Millennium, który otworzył sezon publikacji wyników, podał, że w I kw. miał niemal 163 mln zł zysku netto. Zamiast spodziewanego przez specjalistów z domów maklerskich spadku, zanotował 4-proc. wzrost. Analitycy mówią o pozytywnym zaskoczeniu, ale nie widzą go w kategoriach dobrego prognostyku dla wyników całego sektora.

Zdaniem Dariusza Górskiego, analityka DM BZ WBK, I kw. nie będzie najgorszy. – Spodziewamy się ok. 10-proc. spadku zysków, jednak wyniki części banków będą poprawiać zdarzenia jednorazowe – zaznacza. Takie jak sprzedaż spółki ubezpieczeniowej przez mBank czy zyski z przeprowadzonej na początku roku sprzedaży obligacji. – Najtrudniejszy będzie II kw. Wtedy zyski banków będą spadać w tempie nawet 20-proc. – przewiduje Górski.

W wynikach trwającego właśnie kwartału z pełną siłą dadzą o sobie znać wszystkie czynniki negatywne dla banków: do ustawowego cięcia prowizji od transakcji kartowych (interchange) i wyższej składki na Bankowy Fundusz Gwarancyjny dochodzi efekt obniżek stóp procentowych. Ostatnie ich cięcie miało miejsce na początku marca. Na obniżki stóp banki nie mogą zareagować równie dużymi obniżkami oprocentowania, bo stawki depozytowe są już na niskim poziomie. A odsetki od kredytów spadają automatycznie – część dlatego, że obniża się stopa WIBOR, do której indeksowane jest oprocentowanie np. kredytów hipotecznych, a część ze względu na spadek stopy lombardowej, a wraz z nią limitu wynikającego z ustawy antylichwiarskiej.

Obecnie oprocentowanie nie może wynosić więcej niż 10 proc. w skali roku. Bankowcy nie ukrywają niezadowolenia. – Ten limit jest zły dla całego rynku, bo wypycha wielu klientów do parabanków z obowiązującymi tam wysokimi prowizjami – uważa Joao Bras Jorge, prezes Banku Millennium.

Tymczasem właśnie pożyczki gotówkowe to dla banków jeden z najważniejszych sposobów na poprawę wyników. Chodzi nie tylko o to, że oprocentowanie takich pożyczek jest wyższe niż hipotek czy kredytów dla firm, lecz także o prowizje – za samo udzielenie kredytu, ale i sprzedaż dołączanych do nich ubezpieczeń. W Millennium wynik z tytułu prowizji był w I kw. o niemal 1 proc. wyższy niż rok wcześniej. W porównaniu z IV kw. 2014 r. urósł o ponad 10 proc.

Najprostszym sposobem na poprawienie dochodów prowizyjnych jest zmiana taryfy opłat i prowizji. Decydują się na to niemal wszyscy. Jak podkreślają analitycy, zwykle w górę idą limity aktywności, co powoduje, że więcej klientów ponosi opłaty za prowadzenie rachunków, z których dotąd byli zwolnieni. Bankowcy nie obawiają się nawet, że spowoduje to falę zamykania rachunków. – W średnim terminie, czyli w ciągu dwóch-trzech lat, to możliwe, ale w najbliższym czasie raczej tak się nie stanie. Wśród klientów jest duża inercja, jeśli chodzi o reagowanie na podwyżki – zaznacza jeden z analityków z TFI.

Starania o lepsze wyniki nastąpią jednak nie tylko kosztem klientów. Ich ofiarą mogą być również pracownicy. – Jedna z metod na poprawę wyników to kontrola kosztów. Banki coraz śmielej mówią np. o ograniczaniu liczby oddziałów – mówi Dariusz Górski z DM BZ WBK. – Baza kosztowa w ujęciu realnym spada od 2011 r. Kolejnymi cięciami da się przykryć wzrost w innym miejscu, np. podwyżkę opłat na BFG, ale nie spadek dochodów odsetkowych – twierdzi Tomasz Bursa z Opti TFI.

Menedżerom instytucji finansowych sprzyjać powinna dobra koniunktura w gospodarce. Zdaniem Górskiego bankowcy liczą np. na poprawę zysków dzięki zwiększaniu skali działania. – Wolumeny kredytów powinny rosnąć. Startuje nowa unijna perspektywa finansowa, która powinna powodować wzrost akcji kredytowej, szczególnie jeśli chodzi o środki na inwestycyjne – wskazuje specjalista z DM BZ WBK. Optymizmu w tej kwestii nie brakuje. Z planów finansowych wynika, że w całym sektorze spodziewany jest niemal 15-proc. wzrost kredytów dla przedsiębiorstw. Takiej dynamiki nie udało się osiągnąć od 2011 r.

Poprawa w gospodarce powinna także oznaczać brak problemów klientów ze spłatą kredytów. Choć tu jest element niepewności. Część ekspertów obawia się, że rynek pożyczek konsumpcyjnych, na który nastawiła się większość banków, jest już dość mocno rozgrzany, a to może zacząć rodzić problemy.