Europejski Bank Centralny od ubiegłego tygodnia ma ujemną stopę depozytową (-0,1 proc.). Stopa depozytowa określała do tej pory wielkość odsetek, jakie EBC wypłacał bankom za lokowane u siebie pieniądze. Teraz formalnie to jemu trzeba będzie płacić za prowadzenie takich lokat. EBC zrobił to po to, by zmusić banki komercyjne do inwestowania pieniędzy w gospodarkę zamiast bezużytecznego – z punktu widzenia gospodarczego wzrostu – przetrzymywania ich na rachunkach.

Decyzja EBC będzie jednak miała skutki uboczne – co do tego analitycy są zgodni. I wpłynie również na to, co się dzieje w polskiej gospodarce. Oznacza bowiem, że pojawi się dużo płynnego kapitału, który zacznie szukać opłacalnych i względnie bezpiecznych inwestycji. Kapitału może być dużo, bo obniżka stóp to niejedyny pomysł banku europejskiego na rozruszanie gospodarki. Inny to powrót do nisko oprocentowanych pożyczek dla banków komercyjnych na udzielanie nowych kredytów. EBC ogłosił też, że przestaje ściągać z rynku środki wygenerowane z tytułu wcześniej uruchamianych programów skupowania obligacji krajów południowej Europy. Bank ING szacuje, że tylko z tego tytułu do zainwestowania będzie ok. 200 mld euro.

– Jednym ze skutków decyzji EBC będzie umocnienie złotego – twierdzi Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Dlaczego? Bo oba kryteria – zysk przy ograniczonym ryzyku – spełnia np. inwestycja w polskie obligacje skarbowe. Papiery dają przyzwoitą stopę zwrotu (w piątek po południu rentowność pięciolatek wynosiła 3,05 proc. w porównaniu do 0,37 proc. obligacji niemieckich), a z drugiej strony polskie finanse publiczne są pod kontrolą (Komisja Europejska zawiesiła właśnie wobec Polski procedurę nadmiernego deficytu), a nasza gospodarka przyspiesza. – Złoty będzie zyskiwał, bo żeby kupić obligacje, trzeba najpierw kupić naszą walutę – tłumaczy Piotr Kalisz, główny ekonomista Banku Handlowego.

Ruch na złotym i obligacjach już widać: w piątkowe popołudnie euro kosztowało 4,0940 zł. Tak tanie nie było od początku kwietnia ubiegłego roku. Wyraźnie spadła rentowność obligacji skarbowych. W piątek znalazła się na poziomach najniższych od końca maja 2013 r.

Rentowność obligacji spada

Rentowność obligacji spada

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

To, że złoty się umacnia, to świetna wiadomość dla wszystkich z długiem denominowanym w obcych walutach. Na razie złoty zyskuje nie tylko do euro, ale też do szwajcarskiego franka (w piątek kosztował on 3,36 zł, najmniej od stycznia tego roku). Samych hipotecznych kredytów frankowych jest dziś w polskich bankach ok. 135,4 mld zł. Kredyty walutowe firm to kolejne 76 mld zł.

Ale nie dla wszystkich umocnienie złotego to dobra informacja. Z mocnym złotym nie po drodze Radzie Polityki Pieniężnej. Aprecjacja może jeszcze bardziej zepchnąć w dół inflację (choćby ze względu na tańsze surowce z importu), która i tak jest już niska (0,3 proc. w kwietniu). I właśnie dlatego decyzja EBC zwiększyła szanse na obniżkę stóp procentowych przez RPP. Dodatkowy powód: mocny złoty to również kłopot dla eksporterów. – Może nie zatrzyma to eksportu w ogóle, ale z pewnością przełożyłoby się na wyniki eksporterów, miałoby negatywny wpływ na ich nastroje i skłonność do inwestowania i w efekcie schłodziłoby wzrost gospodarczy – mówi Rafał Benecki.

Dariusz Winek, główny ekonomista Banku BGŻ, zwraca uwagę, że już w niektórych badaniach koniunktury – np. w majowym PMI – widać pogorszenie nastrojów w firmach. Umocnienie złotego i ryzyko gorszego wyniku rzeczywiście mogłoby tylko pogłębić te tendencje.

Obaj eksperci szacują w tej chwili prawdopodobieństwo obniżki stóp w Polsce na 50 proc.

– Realne stopy procentowe i tak są dość wysokie. Poza tym inne banki centralne będą próbowały się bronić przed napływem taniego pieniądza. NBP nie powinien odstawać od innych – ocenia Rafał Benecki.

Co nam da obniżka? Przede wszystkim ostudzi zapał kupujących obligacje: rentowność papierów, zwłaszcza krótkoterminowych, powinna spaść, a ceny wzrosną. Ci, którzy kupują papiery teraz, będą realizować zyski – co oznacza też „wychodzenie” ze złotego, a przez to jego osłabienie.

Dariusz Winek dodaje jeszcze jedno: spadek kosztów obsługi kredytu. Tańsze będą kredyty już zaciągnięte, na przykład inwestycyjne (które firmy brały coraz chętniej w ostatnich miesiącach) i hipoteczne. Niższe oprocentowanie może przełożyć się też na większy popyt na nowy kredyt.

– W przypadku hipotecznych to mogłoby mieć znaczenie. Teraz mamy górkę w tym segmencie rynku, co wynika m.in. z uruchomienia programu „Mieszkanie dla Młodych”. Spadek stóp procentowych mógłby podtrzymać to zainteresowanie – wskazuje Winek.

Według ekonomisty do obniżki najwcześniej mogłoby dojść już w lipcu. RPP może jednak poczekać jeszcze do danych za II kw., żeby mieć pewność, że przyspieszenie gospodarki traci impet – wtedy redukcja stóp mogłaby nastąpić dopiero na jednym z jesiennych posiedzeń.