Przyczynienie się do powstania szkody oznacza, że zmniejszenie odszkodowania lub zadośćuczynienia jest możliwe, ale wcale nie obligatoryjne – stwierdził Sąd Okręgowy w Olsztynie.
„Jeżeli poszkodowany przyczynił się do powstania lub zwiększenia szkody, obowiązek jej naprawienia ulega odpowiedniemu zmniejszeniu stosownie do okoliczności, a zwłaszcza do stopnia winy obu stron”. Stanowi tak art. 362 kodeksu cywilnego. I od wielu lat budzi wątpliwości.
Jeśli bowiem sąd stwierdzi, że poszkodowany jest współwinny niefortunnego zdarzenia, to wysokość odszkodowania lub zadośćuczynienia sędziowie mogą obniżyć czy proporcjonalnie do przyczynienia się muszą? Wykładnia literalna przepisu wskazuje na to drugie.
Reklama
„Obowiązkiem sądu, który stwierdził przyczynienie poszkodowanego do powstania szkody nie jest zmniejszenie odszkodowania bądź zadośćuczynienia, lecz dokonanie analizy, czy kwota należna poszkodowanemu powinna ulec obniżeniu czy też nie” – stwierdził jednak Sąd Okręgowy w Olsztynie w niedawno wydanym prawomocnym wyroku. Jego zdaniem rozważenie wszystkich okoliczności sprawy jest powinnością sądu, ale decyzja o obniżeniu odszkodowania jest już jego uprawnieniem.
W sytuacji przyczynienia się poszkodowanego może więc dojść do obniżenia odszkodowania. Jednakże zarazem taka sytuacja nie prowadzi do tego automatycznie. Mówiąc prościej: bez przyczynienia się nie ma mowy o obniżce wypłaty dla poszkodowanego. Ale nawet jeśli uzna się ofiarę zdarzenia za współwinną jego wystąpienia, sąd nie musi wcale miarkować kwoty na niekorzyść poszkodowanego.

Reklama
Wyrok zapadł w sprawie o dość kuriozalnym stanie faktycznym.
Otóż w pogodne popołudnie mężczyzna wraz z żoną i córką poszli na spacer. W pewnym momencie potknął się o nierówność w chodniku, upadł i uderzył kolanem o płyty chodnikowe. Miał pecha, gdyż uraz okazał się poważny. Skończyło się na artroskopii kolana, blisko trzymiesięcznym chodzeniu o kulach i rehabilitacji. A i tak u mężczyzny – mimo leczenia – występował zanik mięśnia, skutkujący zdaniem lekarzy 5-proc. uszczerbkiem na zdrowiu.
Poszkodowany zwrócił się o pieniądze do powiatu, który odpowiadał za stan nawierzchni, oraz jego ubezpieczyciela. Spotkał się jednak z odmową wypłaty. Sprawa więc trafiła do sądu.
Pozwana jednostka samorządu terytorialnego przekonywała, że nie ma dowodów na to, w jaki sposób doszło do urazu. Gdyby jednak sąd uznał inaczej, powiat podniósł zarzut 50-proc. przyczynienia się poszkodowanego do powstania szkody.
„Poszkodowany mieszka bowiem niedaleko miejsca zdarzenia, a więc stan chodnika musiał być mu znany” – argumentował pozwany (sic!).
Zakład ubezpieczeń jako interwenient uboczny zaś dodał, że „powód przyczynił się do powstania szkody, albowiem nie był skoncentrowany na drodze”. Która zresztą wkrótce została częściowo wyremontowana po połamaniu się na niej innej osoby.
Sąd rejonowy jednak powództwo uwzględnił i zasądził na rzecz mężczyzny kwotę 5100 zł. Od wyroku wniesiona została apelacja. Samorząd wraz z ubezpieczycielem wskazywali, że gdyby mężczyzna podjął intensywniejszą rehabilitację, to jego stan zdrowia byłby lepszy. Dlatego – zdaniem skarżących – w co najmniej 25 proc. przyczynił się do powstałej szkody.
Sąd Okręgowy w Olsztynie uznał, że to bez znaczenia (choć na marginesie swych rozważań stwierdził, że o przyczynieniu się do szkody nie może być mowy). Jego podstawowym zadaniem jest bowiem określenie, czy kwota 5100 zł zadośćuczynienia zasądzona w pierwszej instancji odpowiada poniesionej krzywdzie.
„Uraz doznany przez powoda był poważny i bardzo dokuczliwy, przez co kwota 5100 zł zasądzona na rzecz powoda z tytułu zadośćuczynienia za doznaną krzywdę nie może być uznana za rażąco zawyżoną” – skonkludował sąd. A skoro tak, to bez większego znaczenia było to, czy mężczyzna był współwinny zdarzenia, czy nie. Albowiem sąd kwotę do wypłaty może wskutek przyczynienia się obniżyć, ale wcale nie musi.
ORZECZNICTWO
Wyrok Sądu Okręgowego w Olsztynie z 14 lutego 2018 r., sygn. akt IX Ca 1035/17.