Propozycja ministerstwa klimatu i środowiska zakłada m.in. zmniejszenie minimalnej odległości wiatraków od zabudowań z 700 do 500 metrów i utworzenie systemu wsparcia dla biometanu. PiS chciał odrzucić projekt w pierwszym czytaniu, projekt trafił jednak do Komisji do Spraw Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych oraz Komisji Infrastruktury w celu rozpatrzenia.

W czwartek wieczorem w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie tzw. ustawy wiatrakowej. Projekt został przygotowany przez ministerstwo klimatu i środowiska. Jesienią trafił do konsultacji społecznych, a od grudnia trwały uzgodnienia międzyresortowe.

Jak podkreślała w czwartek Paulina Hennig-Kloska, ministra klimatu i środowiska, projekt usuwa z polskiego porządku prawnego zasadę 10H, zgodnie z którą minimalna odległość wiatraków od zabudowań wynosiła dziesięciokrotność ich wysokości. Choć minimalna odległość od zabudowań została zmniejszona w 2023 r. do 700 metrów, to zasada 10H nadal obowiązywała w niektórych przypadkach. Według Pauliny Hennig-Kloski, „w zasadzie zablokowała całkowicie możliwość rozwoju jednych z kluczowych inwestycji w odnawialne źródła energii, czyli w elektrownie wiatrowe na lądzie”.

W ocenie skutków regulacji ustawy czytamy, że zmniejszenie minimalnej odległości może uwolnić nawet 61,7 tys. km kw. pod inwestycje w lądowe elektrownie wiatrowe. MKiŚ przywołuje też szacunki Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, według których zmniejszenie minimalnej odległości może zwiększyć potencjał nowych mocy o 60-70 proc.

Sejmowe podziały w sprawie wiatraków. Dyskusje o polskiej niezależności i interesie niemieckim

Głosy w czwartkowej dyskusji o ustawie wiatrakowej rozłożyły się zgodnie z podziałami partyjnymi. O projekcie pozytywnie wypowiadali się co do zasady przedstawiciele koalicji rządzącej, krytyka spływała ze strony posłów Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji.

Zwolennicy projektu podkreślali korzyści związane z uniezależnianiem się od paliw kopalnych (jak wskazywała Paulina Hennig-Kloska, rocznie wydajemy na ich import ok. 140 mld zł), aspekty społeczne (mieszkańcy gminy będą mogli objąć łącznie 10 proc. udziałów w mocy farm wiatrowych w formie prosumenta wirtualnego), decyzyjność samorządów (decyzję o tym, czy turbiny będą mogły być położone w odległości 500 m, podejmie gmina) czy dodatkowe wpływy z podatków dla gmin.

- Szacujemy, że rocznie do gmin trafi 270 mln zł – mówiła Paulina Hennig-Kloska. Dodała, że do 2030 r. moc lądowej energetyki wiatrowej może się podwoić - z 10 do 20 GW.

Marek Suski (PiS) złożył z kolei wniosek o odrzucenie projektu. - Po zapoznaniu się z tą ustawą muszę stwierdzić, że jest tam parę rozwiązań dobrych, ale jest też parę rozwiązań złych – mówił Marek Suski stwierdzając, że jest to „wielki biznes, ale nie dla Polski”. Podkreślał, że wiatraki będą sprowadzane z zagranicy i zyskają na nim m.in. niemieckie firmy, w tym Siemens. Argument dotyczący niemieckiego interesu jest częstym motywem w wypowiedziach polityków PiS.

Spotkało się z to z reakcją koalicji. Wiceminister Miłosz Motyka (PSL) zauważył, że największe kontrakty z Siemensem podpisywał rząd PiS, a Marcin Skonieczka (Polska 2050) mówił, że najwięcej wiatraków produkuje firma chińska, na drugim duńska, na trzecim amerykańska. - A firma niemiecka, o której pan mówi, jest dopiero na piątym miejscu – kierował swe słowa do Marka Suskiego.

Głosowanie nad odrzuceniem projektu ustawy wiatrakowej. "Za" posłowie PiS, Konfederacji i polityk KO

W piątek posłowie głosowali nad odrzuceniem projektu w pierwszym czytaniu. "Za" zagłosowało 191 posłów, "przeciw" - 233. Nie głosowało 36 posłów, nikt nie wstrzymał się od głosu. Projekt został więc skierowany do Komisji do Spraw Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych oraz Komisji Infrastruktury w celu rozpatrzenia. Przewodniczącym Komisji do spraw Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych jest Marek Suski (PiS), Komisji Infrastruktury – Mirosław Suchoń (Polska2050).

Za odrzuceniem projektu ustawy głosowali posłowie PiS, Konfederacji, Republikanów, a także jeden polityk KO - Michał Kołodziejczak, wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi, który na początku roku negatywnie wypowiadał się o wpływie rozwoju wiatraków na rozwój biogazowni. "Przeciw" zagłosowali politycy KO, Trzeciej Drogi, Lewicy oraz Razem.

- Jeżeli ta ustawa zostałaby przyjęta, Polskę czeka tsunami referendów lokalnych, dlatego dzisiaj Karol Nawrocki apeluje o odrzucenie tej fatalnej ustawy - mówił w piątek z mównicy sejmowej Janusz Kowalski (PiS). Z kolei Piotr Paweł Strach (Polska 2050) wskazywał, że "transformacja energetyczna jest polską racją stanu".

Wśród wypowiedzi posłów PiS często pojawia się wątek odległości 500 metrów od zabudowań, która według nich jest zbyt mała. Posłanka Anna Paluch mówiła też w czwartek, ze turbiny mogą się też znajdować zbyt blisko dróg krajowych. Tymczasem projekt wprowadza minimalną odległość 1H, wcześniej przepisy nie zakładały żadnej minimalnej odległości.

Ceny z energii. Wzrosną czy spadną?

Posłowie PiS krytykowali też niestabilność energii z wiatru, a posłanka Małgorzata Golińska wskazywała, że dane Ministerstwa Klimatu i Środowiska porównujące ceny energii dla poszczególnych technologii nie uwzględniają kosztów bilansowania systemu i kosztów sieciowych.

MKiŚ przedstawiło bowiem dane Agencji Rynku Energii, zgodnie z którymi jednostkowy koszt sprzedanej energii z własnej produkcji w przypadku wiatru na lądzie wynosi 316,9 zł za MWh, węgla kamiennego – 861,7 zł za MWh, a węgla brunatnego – 697,9 zł za MWh. Z kolei koszt techniczny wytworzenia energii elektrycznej (czyli bez np. kosztów uprawnień do emisji CO2) to w przypadku lądowej energetyki wiatrowej 192 zł, węgla kamiennego to 441,5 zł, a węgla brunatnego – 223,3 zł.

- Europejski Trybunał Obrachunkowy stwierdził, że Unia potrzebuje ponad 2 bln euro na rozwój sieci, a i tak nie starczy ani specjalistów, ani sprzętu do budowy, ani czasu – mówiła Małgorzata Golińska o raporcie Trybunału dodając, że OZE charakteryzuje się większą zmiennością, a utrzymanie równowagi w systemie opartym na OZE jest trudniejsze.

Paulina Hennig-Kloska skomentowała, że MKiŚ szacuje dwucyfrowy spadek kosztów produkcji energii dzięki zwiększeniu energii z OZE, a „minimum 13 procent”.

Brak kontrowersji co do biometanu

Większych kontrowersji nie wzbudziły za to przepisy dotyczące rozwoju dużych (powyżej 1 MW) instalacji biometanowych. Wsparcie ma przyjąć formę aukcji interwencyjnych biometanu.

Witold Tumanowicz (Konfederacja) zarzucał wręcz MKiŚ, że przepisy zostały specjalnie połączone, aby wymusić poparcie dla całości. Z kolei Andrzej Grzyb (PSL) wskazywał, że biogazownie i biometanownie zbyt wolno się rozwijają. Podkreślał, że obecnie mamy 442 biogazownie (174 rolnicze), podczas gdy potencjał produkcji biogazu jest szacowany nawet na 13-14 mld m sześc., a biometanu – na 7-8 mld m sześc. Tymczasem dopiero w lutym zaczęła działać pierwsza biometanownia w Polsce.

Czy ustawa wiatrakowa zostanie przyjęta przed wyborami prezydenckimi?

Podczas rozmów z przedstawicielami branży słyszymy czasem wątpliwości dotyczące tego, czy ustawa wiatrakowa zostanie przyjęta przed wyborami prezydenckimi. Istnieją podejrzenia, że prace zostaną spowolnione, aby trafić na biurko nowego prezydenta, dzięki czemu uzyskanie podpisu może być łatwiejsze.

Przedstawiciele ministerstwa klimatu i środowiska zarzekają się jednak, że nie ma planów, by opóźniać projekt ustawy. W wywiadzie dla DGP wiceminister Miłosz Motyka mówił: „Nie wiem, jaką decyzję podejmie prezydent. Gdyby pojawiło się weto, pewnie będziemy ponawiać ten projekt. Chcę jednak zaznaczyć, że pierwszy projekt ustawy mówiącej o 500 m. wyszedł z tego gabinetu za rządów PiS. Dopiero później został on zmieniony słynną poprawką Marka Suskiego, przy sprzeciwie części Zjednoczonej Prawicy. Jeśli dziś pojawią się jakieś wątpliwości, jesteśmy gotowi do rozmów z doradcami prezydenta Dudy”.