Był pomysł na udział prywatnego kapitału w ratowaniu Kompanii Węglowej. Ale wymagał tego, by Skarb Państwa odkupił pewną spółkę za znacznie więcej, niż była warta.
Próba ratowania największego polskiego producenta węgla kamiennego, czyli dzisiejszej Polskiej Grupy Górniczej, a ówczesnej Kompanii Węglowej, zaczęła się w styczniu 2015 r. Zasada była prosta – plan musi zaakceptować Komisja Europejska, która godzi się tylko na pomoc publiczną na likwidację kopalń.
Najłatwiej byłoby znaleźć prywatnego inwestora, który dołożyłby cegiełkę do przedsięwzięcia. A skoro w projekt nie chciała się włączyć nawet państwowa energetyka (namowy okazały się skuteczne po wyborach i zmianach kadrowych) – łatwo nie było. Poprzedni rząd rozmawiał o wsparciu z prywatnymi producentami maszyn górniczych (m.in. największymi: Famurem i Kopeksem) o konwersji ich należności na udziały w PGG, jednak odmówili, choć nad polskimi kopalniami, ich najważniejszym klientem, wisiało widmo bankructwa.