Nowy właściciel pechowego złoża chce wydobywać ropę. Dla polskiej firmy to szansa. Ale i nowe wydatki.
Zakup kontrolnego pakietu w złożach Yme przez norweską firmę Okea może zmienić plany Lotosu. Gdański koncern, który ma w złożach 20-proc. udział, był gotowy na likwidację instalacji. Nowy właściciel deklaruje jednak chęć wydobywania ropy.
Reklama
Złoża Yme to największa w swoim czasie (2008 r.) inwestycja wydobywcza Lotosu, która – choć nie z winy gdańskiego koncernu – zakończyła się fiaskiem. Lotos wyłożył na złoża (zakup plus inwestycje) ok. 500 mln dol. z nadzieją, że w 2010 r. będzie w stanie wydobywać tam ok. 6,6 tys. baryłek ropy dziennie (ponad 320 tys. ton surowca w skali roku). Jednak na skutek kłopotów z partnerami (dostawa wadliwej platformy wiertniczej) do wydobycia nie doszło. Partner Lotosu w tym przedsięwzięciu Talisman Energy zdecydował o likwidacji projektu. Kolejny właściciel pakietu kontrolnego Repsol zgadzał się z tym stanowiskiem.

Reklama
Na początku tego roku sytuacja się jednak zmieniła. Repsol sprzedał 60-proc. udział w koncesji powstałej w ubiegłym roku norweskiej firmie Okea. Ta zaś deklaruje chęć uruchomienia złoża. – Uważamy, że Yme ma potencjał tworzenia znaczących wartości dla właścicieli i społeczeństwa – stwierdził prezes Okei Erik Haugane i zapowiedział odblokowanie złoża. W wypowiedzi dla agencji Reuters Haugane zadeklarował, że Repsol nie będzie musiał ponosić kosztów usunięcia bieżącej instalacji. – Będziemy ponosić koszty rozwoju – stwierdził.
Dla Lotosu to nowa sytuacja. Gdański koncern był zdecydowany, by jak najszybciej zakończyć swoją nieudaną przygodę z Yme. Zresztą po części już sobie zrekompensował to nieudane przedsięwzięcie – nabył udziały w złożach Sleipner, co dzięki mechanizmowi tarczy podatkowej (w Norwegii można odzyskać nawet 78 proc. poniesionych nakładów na aktywa wydobywcze, pod warunkiem że zostanie uruchomione wydobycie) pozwoli odzyskać znaczną część pieniędzy wyłożonych na Yme.
Czy w nowej sytuacji Lotos wróci do inwestycji w Yme? Oficjalnego stanowiska w tej sprawie jeszcze nie ma. W gdańskim koncernie usłyszeliśmy, że planowane jest spotkanie z nowym właścicielem złóż i dopiero na podstawie konkretnych deklaracji nowego właściciela będzie możliwa ewentualna aktualizacja planów dotyczących złoża.
Utrzymanie udziałów w tych złożach oznaczałoby dla Lotosu wzmocnienie aktywów wydobywczych. Potwierdzone zasoby wydobywalne surowca to ok. 68 mln baryłek (z czego na Lotos przypada ok. 13 mln). Z drugiej jednak – kolejne wydatki.
– Gdy nowy właściciel przedstawi plan zagospodarowania złoża, Lotos jako udziałowiec będzie zobowiązany do pewnych inwestycji, i to liczonych co najmniej w setkach milionów złotych. A efekty przyjdą dopiero w dłuższej perspektywie – zwraca uwagę Wojciech Kozłowski, analityk Ipopema.
Niezależnie od tego, jaką decyzję podejmie Lotos, w pierwszej kolejności konieczne jest usunięcie ze złoża wadliwej platformy wydobywczej. A Okea musi przedstawić zaktualizowany plan zagospodarowania złoża i uzyskać dla niego akceptację norweskich władz. Potem trzeba by jeszcze zamontować nowe, już sprawne instalacje wydobywcze. Deklarowany przez Okeę najwcześniejszy termin uruchomienia wydobycia to jesień 2018 r.
Nowy właściciel w Yme może być jednak dla Lotosu okazją na zbycie swoich udziałów w złożu i przeznaczenie uzyskanych w ten sposób pieniędzy na zakup udziałów w działających już złożach.