Autopromocja

Rusza Baltic Pipe. Czy jest szansa na tani gaz?

Rusza Baltic Pipe. Czy jest szansa na tani gaz?
Shutterstock
27 września 2022

Na przyszły rok zostaną zakontraktowane dostawy rzędu 6–7 mld m sześc. Od początku października rurociągiem będzie do nas płynąć surowiec z Danii, a paliwo z Norwegii z opóźnieniem - od 8 października. Pełne możliwości techniczne mają zostać osiągnięte już w listopadzie.

Kontrowersje budzi m.in. to, czy popełniono błąd, nie kontraktując dostaw w momencie podejmowania decyzji o inwestycji, a także przepustowość Europipe II, skąd mamy czerpać gaz.

Stracona szansa na tani gaz?

Maciej Bukowski, szef WiseEuropa, ocenia, że budując Baltic Pipe zaniedbaliśmy kwestię kontraktowania gazu na jego potrzeby. - Był to błąd o tyle, że - jak można sądzić - straciliśmy szansę podpisywania korzystnych kontraktów w okresie, kiedy gaz był tani. Przez wydłużenie procesu decyzyjnego tak się pewnie nie stanie i za zapełnienie gazociągu zapłacimy drożej - argumentuje. Jego zdaniem trudno jednoznacznie wskazać winnego w tej sprawie, bowiem proces decyzyjny był długi i rozproszony.

Jeden z byłych menedżerów w PGNiG potwierdza opinię, że błędem było niezawarcie kontraktów handlowych w ciągu ostatnich sześciu-siedmiu lat, kiedy było już wiadomo, że Baltic Pipe powstanie i nie będziemy kontynuować współpracy z Rosją. - Teraz PGNiG nadrabia tamte opóźnienia w bardzo trudnej sytuacji rynkowej i należy założyć, że warunki kontraktów z Norwegami są dla nich bardzo korzystne - podkreśla.

Także były prezes tego koncernu Marek Kossowski uważa, że kluczowe w tej sprawie są kontrakty na gaz. - Błąd popełniono na samym początku. Po dogadaniu projektu z Duńczykami i Norwegami należało zadbać o zakontraktowanie odpowiednich wolumenów gazu oraz zarezerwować zdolności przesyłowe w Europipe II, bo to dałoby sens całej inwestycji. Chyba że nie był to błąd, ale działanie w pełni świadome. Czy tak było, trudno jednoznacznie przesądzić, nie chciałbym też wskazywać nazwisk, ale wiadomo, kto od samego początku odpowiadał za ten projekt - mówi.

Zanim ruszy gazociąg, trzeba mieć zapewniony gaz

Grzegorz Onichimowski, były prezes Towarowej Giełdy Energii i ekspert Instytutu Obywatelskiego, ocenia, że „jak się buduje rurociąg, to - zanim się rozpocznie inwestycję - trzeba mieć zapewniony gaz”. - Oczywiście nie w 100 proc., ale zawsze 40-60 proc. trzeba mieć zabezpieczone. Z tego, co wiem, PGNiG jakieś deklaracje w tej sprawie składał, kiedy występował o unijne finansowanie tej budowy. A teraz okazuje się, że to wszystko była fikcja. Nie było żadnego zabezpieczenia dostaw poza udziałami w norweskich koncesjach, które dają nam tylko ok. 2,5 mld m sześc., czyli zdecydowanie za mało, by uzasadnić budowę tego gazociągu - argumentuje. - Brak kontraktu był zatem bardzo dużym błędem popełnionym na samym początku, który będzie pokutować w kolejnych latach. Z pewnością odpowiedzialność w tej sprawie leży po stronie rządu i PGNiG, jego ówczesnego kierownictwa, czyli Piotra Woźniaka.

- Nie zgadzam się z opiniami, że trzeba było nie podejmować decyzji o budowie rury bez zakontraktowania gazu. Sęk w tym, że właśnie takie podejście zastosowano w przypadku kontraktu katarskiego na LNG. Gaz był zakontraktowany, kontrakt trzeba było realizować, a budowa terminalu w Świnoujściu była opóźniona i ciągnęła się przez długie lata, więc PGNiG z tym kontraktem miał problem - mówi jeden z menedżerów związanych z branżą gazową. Podkreśla, że z kontraktowaniem dostaw na początkowym etapie inwestycji wiąże się duże ryzyko finansowe. - Zanim Gazprom zaczął robić problemy na rynku gazu, nikt nie brał pod uwagę takiego scenariusza. Decyzję zawsze trzeba podejmować w panujących warunkach ekonomicznych. A ówczesne ceny na gaz z Norwegii nie uzasadniały takiej kontraktacji. Więc mówienie dzisiaj, że to był błąd, jest bzdurą - podkreśla. Według niego portfel kontraktów na Baltic Pipe był systematycznie budowany w oparciu o przekonanie, że podstawą dostaw powinno być własne wydobycie na szelfie norweskim. - Jeżeli dzisiaj ktoś chce postawić PGNiG zarzut, że nie zakontraktowano wystarczająco dużo gazu do Baltic Pipe, to ten sam zarzut należy postawić wszystkim firmom w Europie - mówi.

Jaka przepustowość Baltic Pipe

Ekspert odrzuca też spekulacje dot. przepustowości Europipe II. Według niego Norwegowie cały czas pilnują tego, żeby być w stanie całą swoją produkcję dostarczać na kontynent. - Operator sieci po stronie norweskiej, jeżeli widzi, że na jednej rurze jest za dużo chętnych, może przenieść część wolumenu na drugą rurę. Oprócz Europipe II jest jeszcze Nordpipe i Europipe I etc. Sytuacja, w której wszystkie byłyby wypełnione na 100 proc., jest trudna do wyobrażenia, bo Norwegowie nie mogą zwiększyć wydobycia tak szybko, a muszą jeszcze dostarczać gaz do innych miejsc, w tym do UK, Francji i Belgii - opisuje.

Także w spółce GAZ-SYSTEM - operatorze polskiej części Baltic Pipe - słyszymy, że obawy dotyczące rezerwacji przepustowości rurociągu nie są uzasadnione.

Jedyne komplikacje - dowiadujemy się w GAZ-SYSTEMIE - wynikają z opóźnień inwestycyjnych w Danii. Z informacji podanych przez Energinet - duńskiego operatora sieci przesyłowej - wynika, że gaz z Norwegii zacznie płynąć do Polski z tygodniowym opóźnieniem, 8 października. W pierwszym tygodniu surowiec mają jednak dostarczać Duńczycy. - Jeśli terminy zostaną dotrzymane, do końca roku Baltic Pipe będzie mógł zapewnić Polsce ok. 1,2 mld m sześc. paliwa - twierdzi nasz rozmówca. ©

Średnie zapotrzebowanie w sezonie zimowym (2018-2021 r. ; w mld m sześć.)
Średnie zapotrzebowanie w sezonie zimowym (2018-2021 r. ; w mld m sześć.)
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png