Pomysły Ministerstwa Aktywów Państwowych (MAP) idą w kilku kierunkach. Celem nr 1 jest zwiększenie ilości węgla na rynku, by zasypać dziurę po imporcie z Rosji. Taka idea pojawiła się już wcześniej, ale uruchamianie nowych pokładów czy zwiększenie mocy wydobywczych nie będzie szybkie.
W jednym z wywiadów prezes Polskiej Grupy Górniczej Tomasz Rogala mówił, że uruchomienie kolejnej ściany wydobywczej to koszt 200 mln zł, a czas realizacji – około półtora roku. Pojawił się pomysł zwiększenia tempa wydobycia przez pracę w soboty i niedziele. Jak zauważa jeden z naszych rozmówców związany z branżą górniczą, przejście na pracę siedem dni w tygodniu byłoby jednak trudne z powodów finansowych, organizacyjnych i prawnych. – Przedstawiciele PGG stwierdzili, że i tak już pracują na limitach. Powoływali się też na prawo pracy – opowiada nasz rozmówca z rządu. – Na pewno też nie będzie tak, że przy zwiększonym wydobyciu nagle przybędzie nam 20 proc. surowca – dodaje. Generalnie kwestia zwiększenia wydobycia długofalowo będzie wymagała uzgodnień z Brukselą.
Jednocześnie zwiększony miałby być import węgla. Zdaniem MAP Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych powinna zlecać import spółce Węglokoks. W tym celu jest nawet rozważany zakup pirsu do rozładunku wegla w Porcie Północnym w Gdańsku. Poza tym spółka ma przeanalizować, przez jakie zagraniczne porty można sprowadzać węgiel. W grę wchodzą Hamburg, Kłajpeda, Rostock i Ryga. Na terenie kraju dystrybucją zajmowałaby się PGG, wokół której budowana jest nowa sieć sprzedaży. Aby zwiększyć ilość paliwa, analizowane są także możliwości produkcji paliw węglowych z materiałów z odzysku z hałd czy osadników mułowych. Na dłuższą metę urzędnicy MAP mają zaś przeanalizować możliwość budowy kopalń za granicą. Jako wzór są w tym kontekście podawane działania Niemiec. Zaletą takiego rozwiązania jest to, że wydobycie węgla np. w Afryce jest znacznie tańsze, a zwiększenie czy zmniejszenie produkcji w takiej kopalni w zależności od potrzeb – dużo łatwiejsze niż w Polsce. To zmniejszyłoby naszą zależność od innych kierunków importu.
Reklama
Kolejne pomysły MAP idą w kierunku czegoś na kształt reglamentacji węgla. Propozycja zakłada, że w dobie kryzysu powinno się ograniczać sprzedaż zakontraktowanego surowca dla energetyki. Równolegle określoną ilość węgla należałoby odsiać i przeznaczyć na sprzedaż dla gospodarstw domowych. Jedną z dalej idących rekomendacji MAP jest też obniżenie stawki VAT na węgiel kamienny z 23 do 0 proc. w 2022 r. Jak słyszymy, wicepremier Jacek Sasin przesłał już pismo w tej sprawie do Ministerstwa Finansów. Resort komentuje sprawę lakonicznie. „Potwierdzamy wpływ pisma z Ministerstwa Aktywów Państwowych. Trwają analizy” – odpowiedział nam wydział prasowy MF.
Aby można było sprowadzić i wykorzystać więcej węgla, zawieszone lub poluzowane mogłyby być wymogi środowiskowe. Z jednej strony chodzi o odstąpienie od wymagań jakościowych dla paliw stałych w najbliższym sezonie grzewczym. MAP przesłał już wniosek o taką zmianę do Ministerstwa Klimatu. Propozycja jest analizowana, choć nasz rozmówca z tego drugiego resortu wskazuje, że przynajmniej częściowo regulacje poszły już w tym kierunku. W rozporządzeniu z 27 czerwca minister Anna Moskwa odstąpiła od stosowania części wymagań jakościowych dla węgla. Rozporządzenie ma obowiązywać 60 dni, ale – jak słyszymy – możliwe jest jego przedłużenie. Na razie nie ma natomiast zgody resortu Moskwy na inną propozycję MAP, by przywrócić możliwość wykorzystywania węgla brunatnego w gospodarstwach domowych. – Uważamy, że to jeszcze nie ten etap – mówi nam osoba z otoczenia minister klimatu.
Z drugiej strony obniżenie standardów emisyjnych może dotyczyć także ciepłowni i spalanego przez nie surowca. Ten kierunek zachwala Jacek Szymczak, prezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie. – To był jeden z pierwszych postulatów, które jeszcze w marcu składaliśmy do Ministerstwa Klimatu, by doprowadzić do czasowego zawieszenia standardów emisyjnych, głównie w zakresie siarki – mówi. – Doszły do mnie sygnały, że mogłoby to być zawężone do źródeł o mocy do 1 MW. To oznacza, że dotyczyłoby tylko gospodarstw domowych i pojedynczych budynków. Tymczasem powinno się odnosić do wszystkich źródeł generujących ciepło systemowe – argumentuje.
Jego zdaniem sytuacja w ciepłownictwie jest „bardzo poważna” i nie można wykluczyć, że pojedyncze dziś sytuacje, w których na jakimś osiedlu brakuje ciepłej wody czy ogrzewania (bo lokalna ciepłownia nie ma czym palić w kotłach), rozleją się na cały kraj. – Konieczne jest uruchomienie pomocy państwa dla ciepłowni na zasadzie gwarancji kredytowych. Odpowiedni do tego mógłby być Bank Gospodarstwa Krajowego, bo przedsiębiorstwa przy tak niskiej płynności finansowej nie mają możliwości wzięcia kredytu na zakup paliwa – przekonuje Szymczak. I wskazuje, że ceny gazu w ciągu kilkunastu miesięcy wzrosły o 420 proc., a ciepła systemowego od kilkudziesięciu do nawet kilkuset procent. – Równolegle trzeba przeciwdziałać ubóstwu energetycznemu w gospodarstwach domowych. W odniesieniu do ciepła systemowego produkowanego na gazie czy węglu powinno się wprowadzić taki dodatek energetyczny, jaki obowiązuje w przypadku energii elektrycznej – postuluje nasz rozmówca. ©℗