W zeszłym roku skutki jego wprowadzenia przeanalizowali eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego i doszli do wniosku, że tzw. mini-ETS wiązałby się z dużymi kosztami dla niezamożnych obywateli. Według wyliczeń rządowego think tanku najuboższy kwintyl (czyli jedna piąta) unijnych gospodarstw musiałby się liczyć z podwyżkami cen energii rzędu 50 proc. rocznie. Instytut wykazał też, że Polacy zapłaciliby większą od unijnej średniej cenę uruchomienia nowego ETS. W scenariuszu umiarkowanych cen pozwoleń na emisje w systemie już w 2030 r. najmniej zamożne gospodarstwa miałyby się liczyć z rachunkami wyższymi o ponad 50 proc., a w perspektywie 2040 r. wzrosty przekroczą 60 proc. Dla porównania przy zastosowaniu tego samego modelu Francuzi dopłaciliby do rachunków dodatkowe 25 proc. w 2030 r. i 30 proc. w 2040 r.
Z innej strony na unijne plany spojrzał holenderski Instytut na rzecz Europejskiej Polityki Energetycznej i Klimatycznej (IEECP). Grupa ekspertów, która przeanalizowała wpływ unijnych polityk na 10 państw południowej, wschodniej i środkowej części Europy, przyglądała się, oprócz systemowi opłat za emisje, szerszemu spektrum planowanych przez UE rozwiązań związanych z tzw. falą renowacji. Jeśli nowemu ETS towarzyszyć będą - jak zakłada unijna strategia - szeroki pakiet zachęt i inwestycji w wymianę domowych źródeł ciepła na bezemisyjne, nowe normy energetyczne dla budynków i pomoc dla najuboższych, ostateczny efekt z punktu widzenia kosztów energii dla gospodarstw może być pozytywny - to wniosek z analizy IEECP, której wyniki publikujemy jako pierwsi w Polsce.
Reklama
Transformacja w tym sektorze nie będzie tania. Tylko w 10 przebadanych krajach koszty koniecznych według holenderskiego instytutu przedsięwzięć to ponad 138 mld euro w perspektywie 2040 r., czyli niemal 10 mld euro rocznie. Eksperci przyznają, że obecnie planowane przez KE źródła - przychody z mini-ETS oraz ustanawianego wraz z nim społecznego funduszu klimatycznego - wystarczą z nawiązką na pokrycie wydatków w pierwszych pięciu latach, ale później konieczne będzie znalezienie dodatkowych pieniędzy. Jednak ostatecznie to się opłaci. Najuboższy kwintyl polskich gospodarstw ma szansę ograniczyć swoje zużycie energii o 45 proc. - to najwyższy wynik ze wszystkich zbadanych krajów, oszczędzając ponad jedną trzecią wydatków w porównaniu do scenariusza kontynuacji obecnych polityk. W długim horyzoncie czasowym korzyści z tych inwestycji mogą wręcz przełożyć się na wzrost siły nabywczej tej grupy.
Tym bardziej że bez wprowadzania zmian ceny energii będą rosnąć. W bazowym scenariuszu IEECP niezamożni Polacy musieliby się liczyć z podwyżkami rzędu 17 proc. A - jak podkreśla think tank - prognoza ta niemal na pewno nie doszacowuje kosztów zaniechań. Wyliczenia oparte są bowiem na prognozach z 2020 r., czyli sprzed fali podwyżek cen surowców kopalnych. ©℗
Na dłuższą metę to się opłaci / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe