Aleksandra Fedorska, publicystka
Swój najlepszy okres gazownictwo holenderskie miało w połowie lat 80. ubiegłego wieku, kiedy to należało do światowej czołówki. Jednak intensywna eksploatacja w regionie Groningen, gdzie położone jest największe lądowe złoże gazu ziemnego w Holandii, miała swoją cenę. Zaczęły występować tam trzęsienia ziemi – coraz częściej i o coraz większej sile. Dlatego zdecydowano o zakończeniu wydobycia gazu z pola w Groningen do 2023 r. W pierwszych latach stopniowego ograniczania wydobycia sytuację ratował dodatkowy import z Norwegii, Rosji i Wielkiej Brytanii. Nie bez kozery jednym z kredytodawców projektu Nord Stream 2 jest brytyjsko-holenderski koncern Shell.
Wraz z wybuchem pandemii w 2020 r. problemy z holenderskim odchodzeniem od gazu zwiększyły się. Zamiast przewidzianych 3,9 mld m sześc. w 2021/2022 wydobycie w Groningen sięgnie 7,6 – przyznał w liście do niderlandzkiego parlamentu żegnający się właśnie ze swoją teką ministerialną minister ds. gospodarki Stef Blok. Miejsce Bloka przejęła w nowym rządzie Micky Adriaansens.
Reklama
Znaczny wzrost zapotrzebowania na gaz ziemny w Niderlandach ma wiele powodów. Niektóre są natury wewnętrznej, inne wynikają z problemów w sąsiednich Niemczech, których sieć gazowa jest ściśle powiązana z holenderską.
Holenderski gaz ma klasę L, w odróżnieniu od gazu ziemnego z Rosji, który należy do klasy H. Przez wiele dekad wszystkie fabryki, urządzenia i instalacje w gospodarstwach domowych były przystosowane do korzystania z gazu L. Tak było także w zachodniej i północnej części Niemiec, która korzystała z holenderskiego gazu. Obecnie w tych regionach trwa rozpoczęty w 2014 r. proces adaptacji urządzeń i instalacji do gazu H. Proces nie został jeszcze zakończony, więc Niemcy oczekują od Holandii dodatkowych dostaw 1,1 mld m sześc. gazu rocznie. Ma on trafić głównie do gospodarstw domowych, które zwłaszcza w sezonie grzewczym potrzebują tego paliwa.
Jednak strona holenderska sprzeciwia się tym żądaniom. Holenderskie media zarzucają Niemcom hipokryzję, bo u siebie zamykają oni elektrownie atomowe i ograniczają użycie węgla, a od sąsiadów oczekują, aby oni ponosili ryzyko większej eksploatacji pola gazowego w Groningen, gdzie już wielu ludzi zostało poszkodowanych w wyniku trzęsień ziemi.
Adaptację instalacji w Holandii ma znacząco ułatwić duża fabryka azotu w Zuidbroek. Za pomocą azotu gaz H nabywa właściwości takich jak gaz L. Umożliwiłoby to jego zastosowanie w holenderskich zakładach przemysłowych i gospodarstwach domowych. Budowa fabryki w Zuidbroek miała zostać zakończona z końcem kwietnia tego roku, ale już teraz wiadomo, że będzie znacznie opóźniona.
Inny poważny problem dla holenderskiego gazownictwa, który także powiązany jest z ograniczeniem wydobycia w Groningen, to niewystarczający poziom wypełnienia magazynów gazu w Holandii. Mają one o 25 proc. mniej paliwa niż w poprzednich latach. Ten stan rzutuje na większe zapotrzebowanie w krótkim i średnim terminie, bo te magazyny będzie trzeba niedługo wypełnić.
Jednocześnie w Holandii od 1 stycznia tego roku ograniczona została produkcja energii elektrycznej z węgla do poziomu 35 proc. całości produkcji. Dotyczy to trzech elektrowni węglowych: (1070 MW), która należy do niemieckiego Uniper, oraz Geertruidenberg (600 MW) i Eemshaven (1.560 MW), które są własnością niemieckiego koncernu RWE. Celem tego posunięcia jest zmniejszenie emisji CO2 o 6–7 mln ton w perspektywie krótkoterminowej.