Do tego przełamanie zastoju w energetyce wiatrowej (na jej potrzeby ma zostać przekazane 2 proc. powierzchni kraju). Cel na 2030 r. w fotowoltaice to 200 GW, w offshorze – 30 GW, a 10 GW mają sięgnąć moce produkcyjne zielonego wodoru.
Zarys programu rządu Olafa Scholza zapowiada skok transformacyjnych ambicji za Odrą. Pewnie nie wszystkie punkty umowy koalicyjnej będą możliwe do zrealizowania. Partiom niełatwo będzie się porozumieć co do narzędzi. Aspiracje Zielonych, którzy w nowym rozdaniu dostaną kluczowe resorty z punktu widzenia energetyki, w tym superresort gospodarczo-klimatyczny, mogą też ograniczać pieniądze. Mobilizacja setek miliardów euro będzie trudna z konserwatywnym fiskalnie liderem Wolnej Partii Demokratycznej Christianem Lindnerem, sprawującym pieczę nad budżetem.
Mimo to naiwnością byłoby sądzić, że szarpnięcie cuglami przez czołowego partnera Polski i największy rynek w UE na nas nie wpłynie. Zmaleją szanse Warszawy na poskromienie wzrostu cen emisji CO2. O ile Berlin już wcześniej chciał uczynić z handlu emisjami najważniejszy instrument polityki klimatycznej UE, pod rządami koalicji świateł drogowych czeka nas zaostrzenie tego kursu. A szybsze odejście od węgla będzie oznaczać, że nasi sąsiedzi, w liczbach bezwzględnych wciąż będący największym jego konsumentem w Europie, przestaną być dla Polski wygodnym alibi.
Bardziej korzystną dla nas i przy tym nieoczekiwaną zmianą może być złagodzenie polityki wobec atomu. O ile nowy rząd nie zamierza odstępować od wygaszenia w 2022 r. ostatnich elektrowni jądrowych, to – jak zauważył serwis Contexte – z umowy wyleciały zapisy o sprzeciwie wobec włączenia technologii nuklearnych do zielonej taksonomii UE. Jest za to mowa o poparciu neutralności technologicznej. Mają się liczyć cele klimatyczne bez preferencyjnego traktowania lub dyskryminacji sposobów ich osiągnięcia. Mimo wejścia do koalicji wyrastających z ruchu antyatomowego Zielonych, to kolejny sygnał przełamania impasu w sprawie finansowania inwestycji jądrowych w UE.
Oddanie najważniejszych tek Zielonym będzie miało też znaczenie dla przyszłości gazu. W umowie nie ma daty odejścia od błękitnego paliwa. Ostał się tylko zapis, że zezwolenia na nową infrastrukturę gazową mają wymusić przejście po 2045 r. na paliwa bezemisyjne. Ale są inne symptomy, które wskazują, że rola gazu ma być ograniczana. Po pierwsze, to cel 80 proc. OZE, który pozostawia niewielką, stabilizującą rolę dla innych źródeł. Jak wskazują eksperci, do spełniania przez gaz takiej rezerwowej funkcji w systemie wcale nie trzeba kupować go dużo. Zwłaszcza jeśli ma się do dyspozycji tak obszerne magazyny. Kolejnym takim sygnałem są zapisy dotyczące ciepłownictwa, które mówią o 50-proc. wykorzystaniu źródeł bezemisyjnych do 2030 r. i ich 65-proc. udziale w przypadku nowo montowanych instalacji już od 2025 r.
Wszystko to musi rodzić pytania o sens ekonomiczny Nord Stream 2 i politykę wobec flagowego projektu Gazpromu. Dla Zielonych to sprawdzian wiarygodności. Walczący z NS2 ekolodzy od dawna dowodzą, że największa inwestycja w paliwa kopalne w Europie, która ma umożliwić sprowadzanie 55 mld m sześc. gazu rocznie, stawia pod znakiem zapytania ambicje klimatyczne Niemiec. Sam fakt, że koalicja odda dwa kluczowe dla projektu resorty – gospodarczo-klimatyczny i spraw zagranicznych – w ręce najbardziej wobec niego sceptycznej siły politycznej nie jest dla Kremla sygnałem krzepiącym. Co więcej, w umowie znalazły się zapisy o bezwzględnym podporządkowaniu inwestycji energetycznych na terytorium Niemiec przepisom unijnym. A jeszcze niedawno mało kto przypuszczał, by zagrożenie dla NS2 mógł stanowić rząd na czele z politykiem SPD.
Otwartym pozostawmy pytanie, jaki wpływ na nastroje w Berlinie wywarł ostatni kryzys gazowy i rola, jaką odegrali w nim Rosjanie. Ale korekta polityki Niemiec powinna też dać do myślenia architektom polskiej transformacji. Jeśli perspektywa wygaszania gazu pojawia się nawet z tej nieoczekiwanej strony, powinniśmy ostrożniej podchodzić do ekspansji tego paliwa, o której mówi Polski Ład. Miejmy z tyłu głowy, że w przyszłości bloki gazowe będzie trzeba przestawić na inne paliwo, a przede wszystkim, że będą rezerwą systemu, a nie jego głównym napędem. Inaczej wkrótce mogą stać się dla nas obciążeniem, tak jak dzisiaj jest nim węgiel.