Przez media przetoczyła się fala komentarzy, jakoby Amerykanie zrezygnowali z oporu przeciw Nord Stream 2. Takie twierdzenie to zbytnie uproszczenie. Rzeczywiście, Biały Dom uchylił sankcje wobec spółki Nord Stream 2 AG (bezpośredni właściciel i operator gazociągu) oraz szefującego jej Matthiasa Warniga, a sam Joe Biden wskazuje, że nie zamierzał zatrzymywać budowy. Amerykańskie regulacje sankcyjne, przyjęte w poprzednich latach przez Kongres, pozostają jednak w mocy. To zaś sprawia, że oddanie NS2 do użytku wciąż stoi pod znakiem zapytania.
Na pierwszy rzut oka faktycznie mogłoby się wydawać, że Rosjanie odzyskali pełną kontrolę nad realizacją projektu. Budowa postępuje, a prace konstrukcyjne i badawcze są prowadzone z wykorzystaniem rosyjskiej floty statków (objętych, notabene, amerykańskimi sankcjami). Nawet jeśli tempo układania rur może pozostawiać wiele do życzenia (do ułożenia zostało 4 proc. gazociągu, co zajmie przynajmniej cztery miesiące), to finalizacja tego etapu prac nie wydaje się dziś zagrożona. Inaczej wygląda sytuacja, jeśli chodzi o sam rozruch gazociągu i możliwość jego uruchomienia.