Nikt jeszcze nie znalazł idealnego rozwiązania, jak zastąpić węgiel przy produkcji energii elektrycznej, jednocześnie zapewnić bezpieczeństwo energetyczne oraz utrzymać miejsca pracy w sektorze górniczym i energetycznym. Niezbędne do tego są dialog i koordynacja. Rozmowy w sprawie Turowa prowadzone są od 2015 r., jednak do tej pory nie osiągnięto kompromisu.
Pozew, o którym mówią Czechy, może stanowić niebezpieczny precedens dla innych dwustronnych konfliktów energetycznych i sprzecznych interesów narodowych między państwami członkowskimi UE. Poważnym problemem jest również tendencja do rozwijania krajowych polityk i strategii energetycznych z pominięciem zarówno potencjalnego wpływu na kraje sąsiadujące, jak i możliwości regionalnej współpracy energetycznej.
Spadek poziomu wód gruntowych i ryzyko, że w kraju libereckim zabraknie wody, z pewnością budzą niepokój. Przyczyny spadku poziomu wód gruntowych nie są jednak jasne. W 2020 r. czeski instytut gospodarki wodnej stwierdził, że kraj cierpi z powodu najgorszej suszy hydrologicznej od ponad 300 lat. Nawet czeskie źródła przyznają, że nie ma dowodów na to, że kopalnia węgla brunatnego Turów ma jakikolwiek wpływ na poziom wody w Kotlinie Żytawskiej i kraju libereckim.
Kopalnia Turów buduje prewencyjny ekran filtracyjny o długości ponad 1 km w strefie przygranicznej jako dodatkową barierę przed ewentualnym odpływem wody z Czech do kopalni. Już w 2017 r. zakończono rozbudowę oczyszczalni wód kopalnianych wyposażonej w instalację odwadniania osadów. Podjęto również wiele dodatkowych inicjatyw w celu ochrony środowiska. Ponadto polskie miasto Bogatynia wielokrotnie proponowało czeskiemu partnerowi dostarczanie wody z polskich źródeł i po polskich cenach, które są niższe od czeskich. Jednak czescy urzędnicy nigdy nie wyrazili zainteresowania propozycją.
Zacieśnienie regionalnej współpracy energetycznej i wypracowanie wspólnej strategii może stać się jeszcze ważniejsze, ponieważ zarówno Niemcy, jak i Czechy z eksporterów mogą stać się importerami energii elektrycznej netto. Nowe decyzje dotyczące polityki energetycznej i klimatycznej Niemiec w 2020 r. częściowo nie zostały skoordynowane z krajami sąsiednimi. Berlin nie przeanalizował, czy będzie w stanie zrekompensować brak dostaw energii, importując ją z sąsiednich krajów. Byłoby zatem słuszne, aby zarówno Niemcy, jak i Czechy wzmocniły współpracę i koordynację energetyczną z Polską i innymi krajami sąsiednimi we własnym interesie. Polska również, przynajmniej tymczasowo, może stać się importerem energii elektrycznej netto ze względu na problemy z nieregularnością produkcji energii z OZE.
Spółka PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna, będąca właścicielem kompleksu energetycznego w Turowie, chce kontynuować wydobycie węgla brunatnego w kopalni Turów do 2044 r. Kilkanaście lat temu zapadła decyzja o budowie nowoczesnego bloku opalanego węglem brunatnym, spełniającego najsurowsze wymogi emisyjne obowiązujące w UE. Planowana eksploatacja złóż będzie prowadzona na obszarze o połowę mniejszym od przyznanego kopalni w pierwotnej koncesji. Według PGE zarówno kopalnia węgla brunatnego, jak i elektrownia realizują i przestrzegają najbardziej rygorystycznych unijnych norm emisji, ochrony środowiska i dbałości o region. Kopalnia jest liderem w branży pod względem działań prośrodowiskowych.
W odległości ok. 120 km po czeskiej i niemieckiej stronie granicy nadal działają znacznie większe kopalnie węgla brunatnego należące do kapitału prywatnego. Czeskie kopalnie są pięciokrotnie większe niż Turów, a niemieckie wydobywają prawie dziesięciokrotnie więcej węgla brunatnego niż polska. W Zagłębiu Łużyckim Czesi eksploatują cztery elektrownie, które są jednymi z największych emitentów w Europie. W najbliższym czasie ma zostać otwarta zupełnie nowa kopalnia odkrywkowa w Basenie Łużyckim – jej wielkość jest porównywalna z odkrywkową kopalnią węgla brunatnego Bełchatów.
Czeski rynek w dużej mierze opiera się na energii jądrowej i węglu brunatnym, podczas gdy udział odnawialnych źródeł energii jest nadal niski. Elektrownie węglowe wytwarzają obecnie ok. 40 proc. energii. Czeski rząd zakłada, że w perspektywie średniookresowej węgiel brunatny zostanie zastąpiony energetyką jądrową, a nie odnawialną. Krajowa komisja ds. przyszłości węgla zaleciła odejście od węgla do 2038 r., jednak politycy obozu władzy nadal nie osiągnęli porozumienia w tej sprawie.
W Niemczech udział OZE w miksie elektroenergetycznym wzrósł w 2019 r. do 40 proc., a do 2030 r. ma osiągnąć 65 proc. Jednocześnie jednak, jeśli uwzględnić transport, ogrzewanie budynków itp., OZE mają zaledwie 17,5-proc. udział w całkowitym zużyciu energii . Do 2030 r. ma się zwiększyć do 30 proc. Odchodząc od węgla najpóźniej do 2038 r., Berlin planuje budowę dwóch nowych elektrowni gazowych w celu zastąpienia niedoboru energii pochodzącej z odnawialnych źródeł.
Nowy niemiecki plan ochrony klimatu do 2050 r. przewiduje zmniejszenie emisji (w porównaniu do 1990 r.) o 62 proc. w 2030 r., 70 proc. do 2040 r. i 80–95 proc. do 2050 r. W 2019 r. ok. 28 proc. produkcji energii elektrycznej pochodziło z węgla. Jednak gdy słońce nie świeci, a wiatr nie wieje, ponad 95 proc. zapotrzebowania na energię elektryczną w Niemczech nadal musi pokrywać energetyka konwencjonalna.
Wyzwania społeczno-gospodarcze związane z odchodzeniem Polski od węgla są znacznie trudniejsze niż w Niemczech. W Polsce sektor węglowy zatrudnia ok. 100 tys. pracowników (Europa: 237 tys. bezpośrednio i do 452 tys. pośrednio). W samych tylko śląskich regionach górniczych chodzi o 40–78 tys. miejsc pracy. Dla porównania niemiecki sektor energetyki konwencjonalnej zatrudnia 18 tys. osób. Odejście od węgla kosztowałoby regiony górnicze w Niemczech co najmniej ok. 50 mld euro, nie wliczając w to pozostałych kosztów związanych z realizacją inwestycji w odnawialne źródła energii. Całkowite koszty odejścia Niemiec od węgla do 2038 r. mogą wynieść ponad 80 mld euro.
Żądania, aby Polska, która emituje jedną trzecią CO2 emitowanego przez Niemcy, znacznie wcześniej zlikwidowała swoje kopalnie i elektrownie opalane węglem brunatnym, są nierealne. Kompleks energetyczny w Turowie należy do największych pracodawców w regionie i całym województwie dolnośląskim. Łączna liczba pracowników kopalni i elektrowni to 4710 osób. Bezpośrednie zatrudnienie w Kopalni Węgla Brunatnego Turów, Elektrowni Turów, spółkach zależnych i podmiotach współpracujących zapewnia stabilne utrzymanie 60–80 tys. osób.
W latach 2018–2020 KWB Turów współpracowała z ok. 1450 dostawcami, a Elektrownia Turów z ok. 1400. W wyniku odchodzenia Polski od węgla do 2035 r. w śląskich regionach węglowych pracę może stracić 50 proc. bezpośrednio zatrudnionych w sektorze węglowym, tj. ok. 40 tys. osób.
Biorąc pod uwagę fakt, że Kopalnia i Elektrownia Turów zapłaciły ponad 125 mln zł podatków i opłat na rzecz lokalnych gmin i powiatu w 2019 r., trudno się dziwić, że zeszłego lata zebrano ponad 30 tys. podpisów od lokalnych mieszkańców – a nawet pobliskich gmin w Czechach i Niemczech – pod petycją w obronie dalszej eksploatacji kopalni i elektrowni.
Według niezależnych ekspertów niemieckich i międzynarodowych niemiecka strategia Energiewende jest nieskuteczna i niezwykle kosztowna. Dlatego też model ten nie sprawdzi się w mniej rozwiniętej gospodarczo Polsce. W Niemczech od 2000 r. na realizację polityki Energiewende przeznaczono 300 mld euro, a mimo to nadal nie osiągnięto niektórych głównych jej założeń. Poniesione wydatki wpłynęły natomiast na wzrost cen energii elektrycznej, które są najwyższe w krajach OECD. W związku z tym najbardziej energochłonne gałęzie przemysłu w Niemczech muszą być wspierane finansowo przez dotacje rządowe.
Co więcej, pomimo miliardowej pomocy w związku z odchodzeniem od węgla dawne gminy górnicze w Nadrenii Północnej-Westfalii słabo prosperują gospodarczo. Odnotowuje się tam niższą oczekiwaną długość życia, wysoki wskaźnik ubóstwa dzieci i ogromne zadłużenie gmin przekraczające średnią krajową. To tylko niektóre z głównych problemów, z którymi wciąż muszą sobie radzić regiony górnicze.
Rozbudowa OZE tworzy wiele nowych miejsc pracy, jednak nie rekompensują one miejsc pracy w sektorze węglowym, od kopalń po elektrownie i przemysł chemiczny. Jednocześnie miejsca pracy w sektorze OZE wymagają dużych dotacji.
Argument, że całkowite koszty budowy infrastruktury OZE i baterii elektrycznych drastycznie spadły w ciągu ostatniej dekady, jest ważnym czynnikiem ekonomicznym przemawiającym za przyspieszeniem rozwoju odnawialnych źródeł energii. Od 2010 r. koszty fotowoltaiki zmniejszyły się o 70 proc., energetyki wiatrowej o 25 proc., a koszty akumulatorów w pojazdach elektrycznych o 40 proc. Według Bloomberg New Energy Finance (BNEF) koszty energii słonecznej i wiatrowej mogą jeszcze spaść odpowiednio o 71 proc. i 58 proc. do 2050 r. Redukcja kosztów dzięki produkcji na dużą skalę i intensywnym badaniom może również spowodować, że baterie w 2040 r. będą nawet o 70 proc. tańsze niż dzisiaj.
Argumenty dotyczące spadających kosztów OZE i ich rosnącej konkurencyjności w stosunku do paliw kopalnych i atomu nie uwzględniają wielu ukrytych dodatkowych kosztów, w tym modernizacji sieci, rosnącej liczby interwencji sieciowych i subsydiowanego wsparcia elektrowni konwencjonalnych w celu stabilizacji sieci i zapewnienia stabilności obciążenia podstawowego. Jak uczy nas niemieckie doświadczenie Energiewende, im bardziej dany kraj rozbudowuje swoją bazę OZE, tym większą rolę w zapewnieniu stabilności sieci i zmniejszeniu rosnących ukrytych kosztów rozwoju OZE będzie odgrywać przystępne krótko- i długoterminowe magazynowanie energii elektrycznej.
Wszystkie trzy kraje – Czechy, Polska i Niemcy – stoją w obliczu ogromnych i kosztownych transformacji energetycznych, w tym odchodzenia od węgla. Ponieważ ich krajowe systemy elektroenergetyczne są ze sobą połączone, lepiej byłoby stawić czoła nowym wyzwaniom związanym z dekarbonizacją i transformacją energetyczną ze wspólną perspektywą i zaprojektować regionalne klastry energetyczne dla ponadnarodowej współpracy.