"Proszę pozwolić mi dodać kilka słów o wspólnych kłopotach, jakie spowodowała niebezpieczna białoruska elektrownia atomowa. Budowniczy elektrowni - Rosja - nie tylko naraził na ryzyko zdrowie mieszkańców regionu, ale też próbuje wykorzystać projekt elektrowni do zwiększenia swojego wpływu" - ocenił prezydent, który od czwartku przebywa z oficjalną wizytą na Ukrainie.

Jak zauważył, "rosnąca kruchość Białorusi oznacza bezpośrednie ryzyko dla interesów nie tylko Litwy, ale też Ukrainy".

"Dlatego dziś chcę publicznie poprosić władze Ukrainy i jej naród, by poparły stanowisko krajów bałtyckich w sprawie białoruskiej elektrowni atomowej i nie kupowały energii elektrycznej wyprodukowanej w Ostrowcu" - powiedział szef litewskiego państwa.

Reklama

Elektrownia jądrowa w Ostrowcu, zbudowana przez rosyjski Rosatom, znajduje się 50 km od stolicy Litwy, Wilna. Litwa twierdzi, że jest ona niebezpieczna i przyjęła przepisy, zakazujące zakupu wytwarzanej przez nią energii elektrycznej.

Temat elektrowni w Ostrowcu podczas swojej wizyty na Ukrainie poruszył też w lutym szef MSZ Litwy Gabrielius Landsbergis - przypomina portal Ekonomiczna Prawda. "Wyraziłem zaniepokojenie mojego kraju z powodu tego, że białoruska energia elektryczna trafia na ukraiński rynek" - powiedział wtedy minister po spotkaniu z szefem MSZ Ukrainy Dmytrem Kułebą.

Ukraiński minister z kolei zaznaczył, że od czasów ZSRR ukraińska sieć energetyczna jest połączona z białoruską i rosyjską. Dodał, że jego kraj do końca 2023 roku planuje jej odłączenie i chce zrobić z niej część zintegrowanej europejskiej sieci energetycznej.