Jeszcze w tym tygodniu Ministerstwo Gospodarki zakończy prace nad projektem prawa gazowego, które ma doprowadzić do uwolnienia rynku gazu w Polsce – dowiedział się DGP. Miłosz Karpiński, naczelnik wydziału ropy i gazu w MG, tłumaczy, że projekt najpóźniej 17 października powinien być już przyjęty przez Komitet Stały Rady Ministrów. Potem trafi do Sejmu.

Dokument ma dostosować nasz rynek do unijnych regulacji, a Komisja Europejska już grozi Polsce, że jeśli od nowego roku nie uwolnimy cen gazu, zapłacimy gigantyczne kary – nawet 270 tys. euro dziennie. Nic dziwnego, że rządowi bardzo zależy na czasie. W resorcie gospodarki liczą, że do końca roku ustawa będzie wdrożona. – Chcemy, by stało się to jak najszybciej. Przewidujemy możliwość skrócenia procedur, jeśli taka będzie oczywiście wola ustawodawcy – wyjaśnia Miłosz Karpiński.

Nie chce zdradzać szczegółów projektu, ale nie jest tajemnicą, że nowa wersja różni się od prezentowanej kilka miesięcy temu. Jak ustaliliśmy, zwiększono m.in. poziom obliga giełdowego, czyli ilości surowca, jaką spółki handlujące gazem będą musiały sprzedawać za pośrednictwem giełdy towarowej. Zamiast proponowanych wcześniej 15 proc. w ustawie ma się znaleźć 30 proc. Eksperci pozytywnie oceniają tę zmianę, choć podkreślają, że 30 proc. to absolutne minimum. W PwC twierdzą, że w drugim roku liberalizacji rynku obowiązkowo przez giełdę powinno przechodzić już 50 proc., a w trzecim – 75 proc. – Im wyższe obligo, tym lepiej, bo większe jest prawdopodobieństwo, że oferowany koszyk gazu będzie zawierał surowiec z różnych źródeł, zarówno tych droższych, jak i tańszych – przekonuje Piotr Szpakowski, dyrektor biura zarządzania ryzykiem regulacyjnym w PKN Orlen.

Analitycy uważają, że niższy poziom obliga groziłby sytuacją, w której Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo – które jest głównym dostawcą paliwa z 99,8 proc. udziału w rynku hurtowym – na giełdzie oferowałoby tylko gaz z jednego źródła. A to niekorzystnie wpłynęłoby na rozwój giełdy, liberalizację rynku, a także cenę gazu. Ta niewątpliwe w przyszłym roku wzrośnie.

– W pierwszym okresie liberalizacji ceny pójdą w górę. Innej możliwości nie ma – twierdzi Marek Kamiński, partner w grupie energetycznej Ernst & Young.

Wzrost wyniesie co najmniej kilka, a może kilkanaście procent. – Choć PGNiG sprzedaje gaz zgodnie z taryfą po 1,25 zł za metr sześcienny, to mogłoby go zaoferować po 1,40 zł, bo tyle de facto kosztuje go surowiec – twierdzi Marek Kamiński. Dodatkowo od listopada 2013 r. wprowadzona zostanie akcyza na gaz. A to podniesie ceny o kolejne kilka – kilkanaście procent.