Docelowy model, który jest w stanie zapewnić gospodarkę niskoemisyjną, będzie się opierał na energii jądrowej oraz energii ze źródeł odnawialnych – mówi DGP wiceminister klimatu Adam Guibourgé-Czetwertyński.
DGP

Co z celem neutralności klimatycznej w 2050 roku? Zgodzimy się na niego dla Polski?

Polska jest zobowiązana do osiągnięcia neutralności klimatycznej w drugiej połowie wieku, co wynika z Porozumienia paryskiego. Oprócz tego jest cel unijny wyznaczony przez Radę Europejską. UE jako całość będzie dążyła do osiągnięcia neutralności w 2050 r. Polska przez redukcję emisji będzie się do realizacji tego celu przyczyniała. Biorąc jednak pod uwagę nasz punkt startowy, obecny miks energetyczny i strukturę przemysłu, trudno byśmy jako kraj do 2050 roku ten cel osiągnęli. Nasza droga będzie dłuższa i myślę, że to jest także zrozumiałe dla naszych partnerów w Unii.

Reklama

Dłuższa o ile? Do 2060 r. czy jeszcze później?

Obecnie nie ma innych zobowiązań dla Polski niż wynikające z Porozumienia paryskiego, czyli II połowa XXI w. Dziś wydaje się to odległa perspektywa, ale musimy pamiętać, że nadal ponad 70 proc. naszego miksu energetycznego to węgiel, dlatego transformacja musi potrwać. Ale technologie będą się rozwijać, więc za kilka lat może się okazać, że technologie magazynowania energii staną się tańsze niż się spodziewamy, więc wtedy zrewidujemy nasze podejście.

Reklama

2050 roku nie uważamy za realistyczny w odniesieniu do Polski. Dlaczego?

Osiągnięcie neutralności klimatycznej to cel dla całej gospodarki, więc tak samo jak sektora energetycznego dotyczy też przemysłu, transportu, rolnictwa. Rozmawiamy o tym w rządzie, co to oznacza dla poszczególnych sektorów, jakie polityki chcemy wprowadzić, żeby zredukować emisję w każdym z nich. Na końcu istotną rolę do odegrania będzie miało leśnictwo, którego zadaniem będzie pochłonąć resztę emisji, których nie możemy zredukować w inny sposób.

Wicepremier Jacek Sasin mówi, że wyjście z węgla nastąpi najpóźniej w 2060. Czy jest się w takim razie o co bić w kwestii neutralności klimatycznej w 2050 roku? Widać, że UE oczekuje od nas konkretnych planów, pokażemy je?

Premier mówił o węglu, a przecież w gospodarce są także inne emisje, które nie znikną z dnia na dzień. To proces, który będzie trwał. Zmniejszenie udziału węgla w miksie energetycznym nie jest celem samym w sobie. To raczej konsekwencja transformacji naszej gospodarki. Musimy zbudować nowy system energetyczny, który będzie w stanie zapewnić bezpieczne dostawy prądu dla Polaków i gospodarki. Ceny tego prądu muszą zapewnić nam konkurencyjność. Ten system musi być odporny na zmiany cen emisji CO2 i uwzględnić ewolucję geopolityczną, a także dostęp do surowców energetycznych, które dziś są eksportowane z regionów niekoniecznie nam przychylnych politycznie. To wszystko należy wziąć pod uwagę w transformacji naszej energetyki.

A mamy pomysł, jaka ma być sekwencja tych kroków?

Pracujemy nad dokumentem strategicznym, który to pokaże. Ale docelowy model, który jest w stanie zapewnić gospodarkę niskoemisyjną będzie się opierał na energii jądrowej, która zapewni stabilność systemu oraz energii ze źródeł odnawialnych. To technologie zeroemisyjne z bezpiecznym systemem dostaw odpornym na zakłócenia. Oczywiście w okresie przejściowym, zanim wybudujemy potrzebą ilość instalacji OZE, musimy zapewnić funkcjonowanie obecnego systemu.

To właśnie praca, jaką wykonujemy. Sektor ciepłowniczy jest specyficzny, bo dziś nie ma technologii bezemisyjnej, dzięki której moglibyśmy produkować ciepło dla wszystkich systemów ciepłowniczych w Polsce. Gdzieniegdzie możemy wykorzystać geotermię, możemy także częściowo wykorzystać biomasę, ale to nie załatwi problemów całego kraju. Dlatego w okresie przejściowym to gaz może być tym paliwem, dzięki któremu możemy zarówno zmniejszyć emisję, jak i poprawić jakość powietrza. Docelowo będziemy musieli rozwijać nowe technologie, jak biometan, wodór czy pompy ciepła, które pozwolą na bezemisyjną produkcję ciepła. To dziś najtrudniejsza transformacja. Jeśli chodzi o transport, to widzimy w innych krajach już rozwijane są auta na wodór czy elektryczne. Udział w tej transformacji to szansa dla naszego przemysłu i firm, zarówno jeśli chodzi o motoryzację, jaki i produkcję pomp ciepła dla domów jednorodzinnych.

Czy w dokumentach strategicznych, nad którymi pracuje teraz resort klimatu, wskażecie datę, kiedy Polska osiągnie neutralność klimatyczną?

Pracujemy w tej chwili nad dwoma dokumentami. To polityka energetyczna z perspektywą do 2040 roku oraz strategia długoterminowa z perspektywą do 2050 roku. Tak więc to nie są dokumenty, które swoim zasięgiem obejmą moment, w którym Polska stanie się neutralna pod względem emisji.

Solidarna Polska otwarcie krytykuje resort klimatu za to, że nie przygotował żadnych analiz czy kontrpropozycji po tym, gdy premier w grudniu 2019 r. wyłączył nas z celu neutralności klimatycznej do 2050 roku. W efekcie w sprawie neutralności klimatycznej poruszamy się po omacku.

Podjęliśmy świadomą decyzję w grudniu 2019 r., by przyjmować Krajowy plan na rzecz energii i klimatu, który określa działania w perspektywie do 2030 r. Rząd ten dokument następnie przedstawił Komisji Europejskiej. Jednocześnie chcieliśmy mieć więcej czasu na dopracowanie polityki energetycznej do 2040 r. i strategii długoterminowej. Te prace trwają od grudnia – odbyliśmy liczne spotkania, w tym z udziałem wiceministrów wszystkich zaangażowanych resortów. Wyjaśnialiśmy tam, jakie działania w poszczególnych sektorach są konieczne, by zbudować nowy system energetyczny i dostosować do zmian całą gospodarkę. Te prace jeszcze się nie zakończyły, ale widać duży postęp i niebawem będziemy mieli mogli zacząć więcej komunikować w tej sprawie.

Ziobryści stawiają też twardy postulat rewizji europejskiego systemu handlu emisjami (ETS). Czy jest w ogóle miejsce na taki postulat?

Podejście UE do polityki klimatycznej jest takie, że zaczynamy od określenia “dużego” celu ogólnego, a potem określane są szczegółowe instrumenty, jakimi ten cel mamy osiągnąć. Tak więc w kolejnych krokach będziemy patrzeć na takie instrumenty jak ETS. Aktywnie uczestniczymy w tego rodzaju dyskusjach. W pierwszej połowie roku przedstawiliśmy nasze stanowisko w kwestii zabezpieczenia konkurencyjności przemysłu unijnego poprzez wdrożenie mechanizmu dostosowania cen produktów na granicy, który pozwalałby opodatkować emisję zawartą w produktach importowanych do Unii (tzw. graniczny podatek węglowy, który niwelowałby negatywne skutki przenoszenia się przemysłu do państw spoza Unii, gdzie nie ma obowiązku zakupu uprawnień do emisji CO2 - red.]. Są różne możliwości wdrożenia takiego mechanizmu, ważne jednak, by był on w zgodzie z zasadami WTO. Ale to jest kluczowy postulat, który wnosimy na unijną agendę od wielu miesięcy. Jeśli zaś chodzi o szerszą reformę służącą osiąganiu przez UE celów ogólnych, będziemy równie aktywni – także po to, by zabezpieczyć nasze, specyficzne interesy krajowe, bo jeśli chodzi np. o ciepłownictwo, to jesteśmy w dość wyjątkowej sytuacji w Europie. 85 proc. węgla spalanego na kontynencie w gospodarstwach domowych, spalane jest w polskich gospodarstwach domowych do ogrzewania.

I ETS już to uwzględnił. Mieliśmy darmowe pozwolenia na emisje, teraz doszedł fundusz modernizacyjny. Czy istnieje możliwość stworzenia krajowego odpowiednika ETS? Albo być w UE, a nie być objętym ETS?

Gdy rozmawiamy z polskimi firmami, jednym z problemów jest duża zmienność cen pozwoleń na emisję. Ale jeszcze większym wyzwaniem dla polskiej gospodarki jest umożliwienie realizacji inwestycji związanych z transformacją energetyczną. Aktualnie tkwimy w paradoksalnej sytuacji, że im wyższe są ceny za emisje CO2, tym mniej środków nasze firmy mogą zainwestować, by się modernizować. Częściowo ten problem niweluje fundusz modernizacyjny, ale można to robić jeszcze sprawniej. Będziemy namawiać naszych partnerów z UE, do zmian, bo osiągniemy cele unijne tylko wtedy, gdy stworzymy odpowiednie warunki do inwestycji.

Polska zaproponuje jakiś system ulg w ramach ETS dla firm energetycznych, które się modernizują?

Jest kilka sposobów, by skierować inwestycje do tych obszarów, gdzie są potrzebne. Fundusz modernizacyjny jest jednym z możliwych rozwiązań, a Polska jest jego największym beneficjentem. Ale fundusz ma określoną pulę pieniędzy – to 2 proc. wpływów ze sprzedaży uprawnień do emisji. Im więcej takich środków będzie, tym szybciej osiągniemy unijne cele.

Tylko czy Unia nie odpowie, że przecież Polska miała swoją pulę pozwoleń w ramach ETS na transformację energetyki i zacznie pytać, co z nią zrobiliśmy?

To bardzo istotne, żebyśmy mogli pokazać, że jesteśmy w stanie wykorzystać te środki rzeczywiście na potrzeby modernizacji energetyki. Dlatego jako Ministerstwo Klimatu staramy się patrzeć na różne dostępne instrumenty w ramach polityki unijnej i tak stworzyć programy wsparcia, także w polityce spójności, żeby rozwijać te technologie, które nam są potrzebne i umożliwiać transformację.

Na ostatnim szczycie został znacznie zredukowany Fundusz Sprawiedliwej Transformacji. Czy to nie jest skutek tego, że Polska jako jego największy beneficjent nie zobowiązała się do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r.? Czy nie obawiają się Państwo, że wypłata środków z tego funduszu będzie zależeć od tego zobowiązania?

Jeśli chodzi o zmniejszenie kwoty, to jest ono bardziej efektem postulatów tzw. grupy oszczędnych, czyli krajów, które chciały zmniejszenia unijnego budżetu i dlatego doszło do cięć w różnych miejscach. Z mojej perspektywy jest pewna niespójność w ich stanowisku, bo kraje te często apelują o wyższe ambicje klimatyczne, ale chcą na ten cel wydawać mniej.

Na ile Polska może korzystać z unijnego funduszu odbudowy na cele transformacji energetycznej?

Trwają w rządzie prace nad tym, jakie projekty moglibyśmy zrealizować dzięki funduszowi odbudowy. W naszej wewnętrznej analizie przyjrzeliśmy się, jakie projekty mogą przyczynić do wzrostu gospodarczego w okresie po pandemii, a jednocześnie ustawią gospodarkę na właściwe tory, jeżeli chodzi o poprawę jakości powietrza i osiągnięcie naszych celów klimatycznych. Z jednej strony można rozwijać istniejące programy typu „Mój Prąd” czy „Czyste Powietrze”, ale można też zastanowić się nad inwestycjami w nowych sektorach gospodarczych, jak pompy ciepła, elektromobilność czy technologie wodorowe. Tu istotny jest horyzont czasowy – to muszą być projekty, które są dojrzałe i będą mogły się wydarzyć w najbliższych latach. Jeśli więc chodzi np. o budowę farm wiatrowych na morzu, to nie będzie sama ich budowa, która rozpocznie się w latach 2024-25, tylko przygotowanie do tego sieci, infrastruktury.

Czy w rządzie dojrzewa pomysł stworzenia strategii wodorowej?

To jest coś nad czym pracujemy w tej chwili, także w ministerstwie klimatu. 7 lipca minister Michał Kurtyka i wiceminister Ireneusz Zyska podpisali porozumienie z firmami zainteresowanymi inwestycjami w tym obszarze. Na tej podstawie będziemy też budować naszą strategię krajową i rozmawiać z firmami, czego potrzebują do wdrożenia tych technologii nie tylko w przemyśle, ale też jako magazyny energii czy w transporcie.