Tworzenie koncernu multienergetycznego to dobry krok, ale może nie wystarczyć – mówią eksperci. Potrzeba wielu zdecydowanych działań.
Prezes Orlenu Daniel Obajtek mówił w środę w Gdańsku, że wszyscy „od lewa do prawa” mówią, jak ważna jest transformacja energetyczna, ale nikt nie powiedział, „jaką firmą to zrobić”. Jego zdaniem to tworzony wokół Orlenu koncern multienergetyczny może zostać liderem polskiej transformacji energetycznej, zdolnym do miliardowych inwestycji w kraju, a także do ekspansji zagranicznej.
Reklama
Eksperci zgadzają się, że ostatnie ruchy to dobry znak, a Orlen i konsolidowane wokół niego spółki są w na tyle dobrej sytuacji finansowej, że mogą być zaczynem transformacji. Wskazują jednak, że potrzeba więcej – przede wszystkim odważnej strategii rządu.
Zdaniem Michała Kozaka z Domu Maklerskiego Trigon pozytywnymi sygnałami dla polskiej energetyki było wezwanie Orlenu na akcje Energi, zmiana paliwa w Ostrołęce, a następnie wypowiedzi prezesa PGE o pomyśle przeniesienia węglowych aktywów spółek energetycznych do państwowej spółki i potwierdzenie prac nad takim rozwiązaniem przez wicepremiera Jacka Sasina. – Rynek uwierzył w to na tyle, że Tauron, który generuje straty na wydobyciu oraz uzyskuje marże na wytwarzaniu konwencjonalnym bliskie zera, odbił bardzo istotnie na giełdzie – mówi analityk. Jego zdaniem przekazanie tych aktywów, długu netto oraz rezerw do nich przypisanych do zewnętrznego podmiotu pomogłoby spółkom energetycznym znajdującym się w najgorszej sytuacji. – Nie wiadomo, czy do jednego podmiotu trafiłyby wszystkie kopalnie i elektrownie węglowe, czy np. kopalnie Tauronu i PGG trafiłyby do Węglokoksu, jak donosiły media – wskazał.

Reklama
Skutkiem odchudzenia spółek energetycznych z aktywów węglowych powinien być wzrost wycen na giełdzie i możliwość pozyskania tańszego finansowania na rozwój OZE. Kozak uważa, że po utworzeniu koncernu multienergetycznego wokół Orlenu może dojść do jeszcze jakiegoś przejęcia na rynku elektroenergetycznym, np. z udziałem PGE. Odnosząc się do planowanego przejęcia PGNiG przez Orlen, zaznaczył, że na pierwszy rzut oka nie widać zbyt wielu bezpośrednich synergii, a raczej chodzi o to, by się wykazać skalą.
Joanna Maćkowiak-Pandera, prezes Forum Energii, zauważa, że czasami trudno jest jednoznacznie odczytać intencje rządu – w Ministerstwie Aktywów Państwowych jest dwugłos, jeśli chodzi o transformację energetyczną pomiędzy wiceministrem Januszem Kowalskim a ministrem Jackiem Sasinem. Podkreśla, że kraje takie jak Hiszpania czy Portugalia przyspieszają odejście od węgla także dzięki rozwojowi zielonych technologii. – Trzeba wsiąść do tego pociągu, ja naprawdę uważam, że to dla nas ostatnia szansa. W tym tygodniu odbywa się szczyt Rady Europejskiej – policzyliśmy, że Polska ma szansę dostać ponad 100 mld zł na transformację energetyczną, a to znaczna część kosztów naszej transformacji. To jest moment, żeby poważnie pomyśleć o głębszych zmianach. I z tego punktu widzenia te ostatnie zmiany kadrowe i organizacyjne na rynku mają sens, tylko że potrzebna jest strategia – przekonuje. – Dokumenty, które wysłaliśmy Brukseli, nie mówią nawet o 40-proc. redukcji emisji CO2 do 2030 r., a w grze jest już 55 proc. – podkreśla.
Maćkowiak-Pandera przypomina, że w ostatnich latach wartość energetycznych spółek Skarbu Państwa spadła na giełdzie nawet o 60–80 proc. – Także decyzje polityczne powodowały, że te spółki degradowały się na rynku, a możliwości pozyskania finansowania, nie mówiąc o konkurencji międzynarodowej, znacząco spadły. Sytuacja Orlenu, Lotosu, PGNiG jest relatywnie dobra – wskazała. Jej zdaniem ważne są jednak główne założenia ostatnich zmian konsolidacyjnych na rynku.
Jako przykład stransformowanej energetycznej spółki eksperci podają duński Ørsted, który był największym koncernem multienergetycznym w Danii (dawniej Dong Energy). Wydzielono z niego sukcesywnie najbrudniejsze aktywa – najpierw węgiel, potem częściowo gaz i ropę. Firma zaczęła się pozbywać nawet biomasy i wyspecjalizowała się w morskiej energetyce wiatrowej, stając się światowym liderem tego segmentu.
Joanna Maćkowiak-Pandera przekonuje, że powstający wokół Orlenu koncern multienergetyczny potrzebuje jasnej specjalizacji, bo nawet jeśli teraz będzie wiarygodny dla banków, to za 5–10 lat jego nieekologiczne aktywa będą go ciągnąć w dół. – Dla mnie jest istotne, w czym się będzie specjalizować, jeśli chodzi o transformację energetyczną i na czym będzie przede wszystkim zarabiać – zaznaczyła.