- Mój plan to stworzenie holdingu, który będzie na giełdzie, docelowo w lutym–marcu 2020 r. na głównym parkiecie. W Częstochowie chcę zbudować jeszcze elektrownię hybrydową o mocy 30 MW na śmieci - mówi w rozmowie z DGP Marek Frydrych, prezes Sunningwell, który chce kupić za 240 mln zł od ukraińskiego ISD Hutę Częstochowa.
DGP
Jak na dziś wygląda sytuacja bankrutującej Huty Częstochowa?
Najważniejsza jest jak najszybsza odbudowa tego przedsiębiorstwa. Huta nie pracuje od maja i musi ruszyć przed zimą, bo jest dostawcą ciepła dla pobliskich przedsiębiorstw. Także dlatego, że pozostawienie jej w takim stanie to katastrofa dla zakładu i ogromne straty majątku. Wpłaciłem w piątek 1 mln euro na rachunek powierniczy w banku jako zabezpieczenie naszej oferty. Chcemy pokazać, że jesteśmy poważni. Potrzebne są środki na utrzymanie zakładu i na pensje pracowników. Do końca września będzie na to potrzebne kolejne 2 mln euro. A ponadto potrzeba dużych środków obrotowych, by produkcja ruszyła.
Reklama
Po co panu huta?

Reklama
Bo w Polsce brak stali. Deficyt sięga 4 mln ton rocznie. Prawie 30 proc. zapotrzebowania to import. Uważam, że jest sens inwestowania w przemysł stalowy.
Przychodzili do mnie złomiarze, którzy chcieli pozyskać finansowanie na eksport złomu, 30 tys. ton miesięcznie. A huta w Częstochowie ma piec elektryczny, czyli przerabia złom. Prowadzimy wstępne rozmowy z producentami slabów (półprodukt do walcowania na blachy – red.), aby zapewnić hucie dodatkowy wsad. To producenci z Rosji, Ukrainy, Brazylii.
Ukraińcom z ISD w Częstochowie się nie udało. Dlaczego panu się ma udać?
W ubiegłym roku kupiliśmy zakład w upadłości, który produkuje granulat z PCV do kabli. Tak naprawdę pół roku go dzierżawiliśmy, potem odkupiliśmy. Ostatnio udało nam się uzgodnić długoterminową umowę z najpoważniejszym graczem w sektorze.
Moja idea budowy w Polsce stalowni ma dwa lata. Biznesem stalowym zajmuję się od 1992 r. Sprzedawałem rocznie 1 mln ton w Chinach. Kupowaliśmy kęsy z Rosji, Ukrainy czy Turcji i dostarczaliśmy do Chin. Potem kupiłem małą hutę na Uralu, to były czasy barteru: ja ci dam samochód, ty mi cebulę, a ja to zamienię na pręty stalowe. Ona była w jeszcze gorszym stanie niż zakład w Częstochowie, a jednak udało mi się ją odbudować, rozpocząć produkcję i przez sześć lat utrzymać.
W Polsce przyglądaliśmy się różnym aktywom. Był okres, że prowadziliśmy rozmowy z jedną z grup, która chciała się sprzedać. Miała ciekawe aktywa, m.in. walcownię Batory i Hutę Ferrum.
A nagle wpadł projekt zakupu aktywów zagranicznych – pięć zakładów, w tym dwie stalownie. Dogadaliśmy się już z właścicielami. Mamy zamiar stworzyć taki niewielki holding stalowy z możliwym wprowadzeniem go na GPW. I wtedy pojawiła się sprawa Częstochowy. Po co mam budować stalownie za granicą, skoro mogę tu? Jest w Częstochowie miejsce na drugi piec. I zamarzył mi się taki polski holding stalowy. Kupmy Hutę Częstochowa, połączmy z zagranicznymi. Gdyby to się udało, to wsad z tych stalowni, czyli kęsy, mógłby trafiać do polskich zakładów, np. Huty Pokój.
O ile ta należąca do Węglokoksu huta nie upadnie do tego czasu.
Tam są poważne problemy, monitorujemy to. Moglibyśmy zapewnić dostawy dla takich zakładów jak ten w ramach naszego działania trade finance, ale może i moglibyśmy wydzierżawić taki zakład lub znaleźć inne formy współpracy. W Hucie Pokój na pewno trzeba by pomyśleć o rozszerzeniu asortymentu, wymianie urządzeń, poważnej modernizacji, aby lepiej odpowiadać na zapotrzebowanie rynku. Jest dużo nowych maszyn, ale i z second handu, które można kupić taniej. Na przykład w Chinach, gdzie zamyka się wiele hut i stalowni.
Czyli znowu chiński kapitał?
Nie o to chodzi. Chiny zbudowały w ostatnich 20 latach wielki sektor stalowy, ich produkcja sięga połowy produkcji globalnej. Ale to zbyt dużo dla tego kraju. 30 proc. chińskich zakładów stalowych się zamyka.
Co do kapitału: faktem jest, że wiele lat spędziłem w Chinach, często współpracuję z firmami chińskimi. Ale nie pracujemy tylko z Chińczykami. Ofertę na zakup elektrowni w Połańcu złożyłem w konsorcjum z funduszami amerykańskimi. Dla takich funduszy 100 mln euro nie jest wielkim wydatkiem. A w końcu tyle trzeba w sumie na zakup huty i kapitał obrotowy.
Wspierający nas fundusz ATFF – który jest naszym partnerem – ma w swoim portfelu ok. 2 mld dolarów, które inwestuje głównie w trade finance. To finansowanie alternatywne. Dostarczamy środki obrotowe dla poszczególnych transakcji, dla przedsiębiorstw itd. Finansowanie polega na zabezpieczeniu na towarze, który jest własnością finansującego, póki nie zostanie zapłacony. Od ubiegłego roku sfinansowaliśmy już transakcje i inwestycje za ok. 30 mln euro, m.in. złom, stal czy przeróbkę śmieci na paliwo. I huta nam do pomysłu pasuje.
Liberty, waszemu hinduskiemu konkurentowi, też. Dlaczego mieliby odpuścić?
Oni mają świetny pomysł. Jak ja bym był nimi, to też bym tak działał. Mają zakłady w krajach ościennych, więc na pewno ten projekt im pasuje. Kupili podobne zakłady w Rumunii i w Czechach. Wątpię, aby Huta Częstochowa była dla nich centralnym punktem strategii, raczej dodatkiem, biorąc pod uwagę polski rynek. Dla nas to jednak centralne przedsięwzięcie w idei naszego holdingu.
Jaki ma pan pomysł na biznes w Częstochowie?
Połączyć to w holdingu, który będzie na giełdzie, docelowo w lutym – marcu 2020 r. na głównym parkiecie. W Częstochowie chcę zbudować jeszcze elektrownię hybrydową o mocy 30 MW na śmieci. Rozwiąże to problem drogiego prądu, bo pokryje przynajmniej połowę zapotrzebowania zakładu. Chcemy unikać wszystkich spraw związanych z CO2, bo cena emisji stale rośnie i zaburza konkurencyjność. Nasz zespół w oparciu o dane ISD założył dwa zasadnicze elementy – poważne zwiększenie produkcji i zmniejszenie kosztów o 5 proc. I tylko na tym wychodzi już dobra rentowność.
Ale w środę sąd ogłosił likwidację Huty Częstochowa, odrzucając tym samym pre-pack, czyli upadłość przy zachowaniu możliwości pracy zakładu. To znaczy, że oferty kupna złożone zarówno przez pański Sunningwell, jak i hinduski koncern Liberty są nieaktualne. W grę może wchodzić dzierżawa – taką ofertę złożył Cognor.
Jestem zaskoczony decyzją sądu, bo zadeklarowaliśmy gotowość rozpoczęcia produkcji 1 października, nawet gdy wejdziemy do huty w połowie września. Ale licząc się z różnymi scenariuszami, w poniedziałek oprócz oferty zakupu huty złożyliśmy również ofertę dzierżawy i liczymy na to, że zostanie ona wzięta pod uwagę. Zależy nam na tym, by ta firma działała, a pracujących tam 1200 osób zachowało swoje stanowiska.
Sąd za likwidacją
Sąd Rejonowy w Częstochowie zdecydował wczoraj o upadłości likwidacyjnej należącej obecnie do ukraińskiego ISD Huty Częstochowa. Zakład od maja nie pracuje z powodu potężnych kłopotów finansowych. Równocześnie sąd odrzucił dwie oferty na zakup bankrutującego zakładu. Około 230 mln zł proponowali za niego Hindusi z koncernu Liberty. Przebił ich Sunningwell Marka Frydrycha, który chciał zapłacić 240 mln zł. Trzecią ofertę na 252 mln zł złożył Cognor. Tyle że na dzierżawę.
– Sąd uznał, że z dzierżawy uzyska się więcej pieniędzy niż ze sprzedaży, co raczej jest nierealne – ocenia nasz rozmówca znający sprawę.
Ofertę na dzierżawę złożył też Sunningwell, ale nie poznaliśmy jej szczegółów.
We wczorajszej decyzji sąd wezwał wierzycieli huty do zgłaszania wierzytelności w terminie do jednego miesiąca od ogłoszenia upadłości zakładu w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Wezwał też osoby, którym przysługują prawa i roszczenia ciążące na nieruchomości do zgłaszania tego w tym samym trybie.
Huta Częstochowa wraz z przyległymi zakładami, w tym m.in. walcownią, zatrudnia obecnie ok. 1200 osób. Jak wynika ze sprawozdania finansowego za 2018 r., firma miała nieco ponad 1 mld zł przychodów i 175 mln zł straty netto. Pod kreską była również wcześniej. „Strata z lat ubiegłych” w bilansie spółki to 1,7 mld zł.