Dotarliśmy do dokumentów, z których wynika, że poznańska grupa energetyczna miała chętnych na zakup nieużywanej linii energetycznej Polska – Białoruś.
W 2011 r. Enea kupiła za 15,25 mln zł 61 proc. udziałów w spółce Annacond Enterprises (rok temu postawiona w stan likwidacji), dysponującej linią energetyczną, za pomocą której Polska mogłaby sprowadzać prąd z Białorusi.
Prokuratura twierdzi, że transakcja z cypryjskim podmiotem Zelino kontrolowanym przez Wiesława vel Wesleya Michalczyka był wyprowadzeniem pieniędzy ze spółki. Michalczyk to biznesmen zajmujący się m.in. handlem bronią i mający dobre kontakty na szczytach białoruskiej władzy. Według ustaleń CBA linia energetyczna została wcześniej wydzierżawiona do 2025 r. innej firmie, której właścicielem jest ta sama spółka, od której Enea kupiła udziały Annacond (chodzi o firmę HETE).
Reklama
Miało to przełożenie na ubiegłoroczne zatrzymania w czerwcu i lipcu trzech byłych menedżerów Enei, w tym jej byłego prezesa Macieja O. Prokuratura twierdzi, że celowo rozdzielili oni zakup 61 proc. udziałów od wybudowania wstawki konwertorowej, by pominąć przepisy statutu Enei. Budowa wstawki i interkonektora miała kosztować 143,5 mln zł.
39 proc. udziałów w spółce Annacond kupił z kolei Jacek Szymoński, współzałożyciel Polskiej Telefonii Cyfrowej i założyciel Sferii, którą w 2008 r. sprzedał Zygmuntowi Solorzowi (tej samej, której dwaj cypryjscy udziałowcy w arbitrażu w Paryżu domagają się od Polski 475 mln dol. odszkodowania za niemożność wykorzystania w latach 2009–2013 częstotliwości 850 MHz).

Reklama
Szymoński wydał na mniejszościowy pakiet ok. 9 mln zł, a że płacił swoimi pieniędzmi, wycena, którą w wątpliwość podaje prokuratura, wydaje się zbliżona do tej, jaką posługiwała się Enea. Wczoraj Szymoński powiedział nam, że poprosi swoich przedstawicieli w Polsce o skontaktowanie się z nami w tej sprawie, i dodał, że „w Polsce teraz wszystko stoi na głowie”.
Czy Enea mogła pozbyć się mostu energetycznego? Chętnym do zakupu była szwajcarska firma Alpiq Energy SE. Dotarliśmy do notatki ze spotkania stron, które odbyło się 16 września 2013 r. Z dokumentu wynika, że przedstawiciele firmy Alpiq przedłożyli prezentację, w której potwierdzili dwa scenariusze potencjalnej współpracy z Eneą. Jeden miał polegać na odkupieniu 61 proc. udziałów w Annacond Enterprises, drugi na reprezentowaniu wspólnych interesów na Wschodzie w przypadku budowy wstawki konwertorowej prądu stałego.
Głównymi wątpliwościami przedstawicieli Alpiq, które mogłyby uniemożliwić współpracę, były zapisy umowne między Annacond Enterprises a HETE, która dzierżawi linię energetyczną oraz posiada koncesję na przesył energii elektrycznej. Dlaczego w efekcie nie doszło do porozumienia? Tego nie udało się nam dowiedzieć. Alpiq nie odpowiedział, z kolei Enea ograniczyła się tylko do lakonicznego komentarza.
– Spółka Annacond Enterprises będąca formalnym właścicielem linii Wólka Dobryńska – Brześć została postawiona w stan likwidacji, o czym informujemy w sprawozdaniach okresowych. Dla dobra prowadzonego postępowania nie komentujemy kwestii związanych z tym przedsięwzięciem – mówi DGP Piotr Ludwiczak, szef departamentu komunikacji poznańskiego koncernu, nawiązując do pracy prokuratury. Pytaliśmy Eneę m.in. o możliwość odsprzedaży linii, ale też o to, czy na jej pracy dałoby się w ogóle zarobić. Ministerstwo Energii w ogóle nie odpowiedziało na nasze pytania.
Jakiś czas temu stało się jasne, że ze względów politycznych Polska nie będzie kupowała prądu z Białorusi. W ostatnich latach deklaracje te były jeszcze silniejsze, gdyż w białoruskim Ostrowcu finiszuje budowa elektrowni atomowej w technologii Ros atomu.
– Po wyłączeniu białoruskiej elektrowni, z której szedł po tej linii prąd, stała się ona po prostu niepotrzebna i kompletnie martwa. Jej uruchomienie pochłonęłoby dziesiątki milionów złotych – mówi DGP osoba znająca sprawę. Kłopotem był też brak interkonektora i to, że nie zawarto żadnych umów handlowych. Z naszych informacji wynika, że Eneę utrzymanie martwego mostu energetycznego kosztuje co roku ok. 600 tys. zł, co od momentu jego wyłączenia w 2013 r. dało już ok. 3,6 mln zł.