Spółki energetyczne przestają wypłacać dywidendy. Teraz czas na sektor ropy i gazu. Jest szansa na zaliczkę z zysku gazowego koncernu.
Reklama
Akcjonariusze PGNiG zdecydowali, że koncern będzie mógł wypłacać zaliczki na poczet dywidendy. To zaskoczenie, bo trzy miesiące temu kontrolujący grupę Skarb Państwa (SP) mówił o zatrzymaniu w niej całego zysku za 2017 r. Inne spółki SP też nie sypią gotówką zbyt hojnie. Niektóre zawiesiły wypłatę udziału w zyskach na dłużej.
Minister energii Krzysztof Tchórzewski ma do rynku kapitałowego specyficzne podejście. Prowadzona przez poprzednie rządy prywatyzacja została nie tylko wstrzymana, ale zamieniona na renacjonalizację – przejęto np. węglowe aktywa EDF i Engie. Nie jest też entuzjastą dzielenia się z mniejszymi akcjonariuszami zyskiem wypracowywanym przez spółki.
– Z samych dywidend ma my zaoszczędzone 20 mld zł – ogłosił niedawno minister na konferencji w Siedlcach. Mówił o spółkach energetycznych, głównie takich jak PGE, Enea, Energa i Tauron. Faktycznie – największa na rynku Polska Grupa Energetyczna będzie mogła wypłacić dywidendę dopiero z zysku za 2019 r. A Katowicki Tauron ma tak napiętą sytuację finansową, że posiadacze jego akcji nie mogą liczyć na wypłatę z zysków w najbliższych latach. Enea i Energa nie mają programów „wstrzymania dywidend”, ale sytuacja w sektorze jest tak trudna, że wkrótce nie będzie zysków, którymi można byłoby się podzielić. Przy cenach uprawnień do emisji CO2 powyżej 20 euro za tonę, ekonomiczny sens wytwarzania energii elektrycznej z węgla staje pod znakiem zapytania.
Lepsza koniunktura panuje w sektorze paliwowo-rafineryjnym. Orlen i Lotos, a wraz z nimi sprzedawcy o mniejszych udziałach w krajowym rynku, zyskują na rosnącym popycie na paliwa i ograniczaniu szarej strefy. Także PGNiG, mimo wzrostu cen ropy i gazu, zachowuje stabilną pozycję. W pierwszej połowie roku zarobił na czysto 2,27 mld zł, o 10 proc. więcej niż w tym okresie w 2017 r. A to oznacza, że na poziomie EBITDA (wynik operacyjny powiększony o amortyzację) i zysku netto jest szansa na pobicie ustanowionego rok wcześniej rekordu wyników grupy. Potwierdzają to wstępne dane operacyjne PGNiG za III kw. br. Szacowany wolumen sprzedaży gazu ziemnego wyniósł 20,46 mld m sześc. wobec 18,76 mld m sześc. rok wcześniej. W samym III kw. sprzedaż wyniosła szacunkowo 5,11 mld sześc., o ponad 11 proc. więcej niż rok temu.
PGNiG / Dziennik Gazeta Prawna
– Te wyniki wskazują na dobrą sytuację dzięki wzrostowi cen gazu i ropy na globalnych rynkach. Jeśli założymy, że zysk netto po dziewięciu miesiącach br. wyniósłby nieco ponad 4 mld zł, to wypłata do połowy tej kwoty w postaci dywidendy zaliczkowej nie powinna utrudnić koncernowi realizacji inwestycji – wyjaśnia Robert Maj z Ipopema Securities.
Czy to oznacza, że PGNiG będzie musiał sypnąć pieniędzmi do budżetu? Raczej tak. – Rynek odebrał szansę na dywidendę zaliczkową z pozytywnym zaskoczeniem. Trudno powiedzieć, z czego ona wynika, ale być może z chęci poprawienia relacji z mniejszościowymi inwestorami. Byli rozczarowani tym, że resort energii nie zgodził się na wypłatę dywidendy z zysku za zeszły rok – ocenia analityk.
Zgodnie z uchwałą akcjonariuszy PGNiG (rząd kontroluje 71,88 proc. akcji) zaliczka może stanowić najwyżej połowę zysku osiągniętego od końca poprzedniego roku obrotowego, powiększonego o kapitały rezerwowe utworzone z zysku na wypłatę zaliczek oraz pomniejszonego o niepokryte straty i akcje własne.
W uzasadnieniu do uchwały zarząd PGNiG napisał, że przedstawione rozwiązania odzwierciedlają uregulowania zawarte w kodeksie spółek handlowych. – Zaproponowana zmiana ma na celu wyjście naprzeciw oczekiwaniom akcjonariuszy i nie będzie miała negatywnego wpływu na kondycję finansową spółki – oceniono.
Jeśli zaliczka z tegorocznego zysku wyniesie 2 mld zł, będzie to oznaczać dla Skarbu Państwa 1,4 mld zł w gotówce.
Jednak przed PGNiG poważne inwestycje. Niedawno zawarto 20-letnią umowę na zakupy skroplonego gazu z USA. Na jej mocy Polska strona kupować ma 2 mln ton LNG rocznie (ok. 2,7 mld m sześc. po regazyfikacji). Wiceprezes Maciej Woźniak zapowiedział, że to pierwszy z serii tego typu kontraktów. Koncern kupił też od Equinora (do niedawna Statoil) kolejne złoże węglowodorów na Szelfie Norweskim – Tommeliten Alpha – za 220 mln dol. (ponad 800 mln zł). I cały czas podejmowane są działania, by przejmować kontrolę nad kolejnymi złożami. Wszystko to po to, by od 2022 r. uniezależnić się od importu gazu z Rosji, z której kupujemy obecnie ok. 9,5 mld m sześc. surowca rocznie.