Od dawna jestem zwolennikiem połączenia. Cieszę się, że prace wreszcie się rozpoczęły – uważa Marcin Jastrzębski, prezes firmy z Gdańska.
Reklama
Ponad tydzień po informacji o podpisaniu listu intencyjnego dotyczącego przejęcia przez PKN Orlen znajdujących się w rękach Skarbu Państwa 53 proc. akcji Lotosu, zarząd tej drugiej firmy zabrał głos.
– Jestem przekonany, że to Lotos bardziej skorzysta na połączeniu. Pole do oszczędności jest szerokie – tłumaczył (przy okazji prezentacji wyników finansowych za 2017 r.) poparcie dla pomysłu prezes Marcin Jastrzębski.
Transakcja ma stworzyć koncern dostarczający ok. 90 proc. paliwa sprzedawanego na krajowych stacjach. Kontrolę nad nowym podmiotem będzie miało państwo, w którego rękach znajduje się 27,5 proc. akcji Orlenu.
Według Jastrzębskiego jego firma zaoszczędzi na przykład na kosztach logistyki. Położenie nad morzem sprawia, że wprawdzie Lotosu mniej niż Orlenu kosztuje sprowadzenie ropy do rafinerii, ale inaczej jest z rozwożeniem gotowych produktów do zaopatrywanych w całym kraju stacji. Pod tym względem spółka z Gdańska przegrywa ze zlokalizowaną w Płocku rafinerią Orlenu. Dlatego prezes ma nadzieję, że po połączeniu także będzie mógł zaopatrywać swoje stacje paliwami z Płocka.
Za wejściem Lotosu do grupy Orlenu przemawiają też jego zdaniem względy strategiczne. W ocenie Jastrzębskiego dużym wyzwaniem dla jego firmy jest rewolucja przetaczająca się przez branżę motoryzacyjną. Chodzi o stopniowe wypieranie samochodów spalinowych przez elektryczne. Orlen, dzięki dobrze rozwiniętemu pionowi tworzyw sztucznych i wyrobów petrochemicznych, nie jest w tak dużym stopniu jak Lotos uzależniony od sprzedaży paliw do samochodów.
Zeszły rok przyniósł rekordowe zyski koncernów paliwowych / Dziennik Gazeta Prawna
– Korzyści mogą odnieść obydwie spółki, choć jest jeszcze za wcześnie, żeby można było je oszacować. W przypadku Lotosu zwiększą się na przykład możliwości inwestycyjne. Być może znajdą się pieniądze na instalację petrochemiczną, do której firma kilkakrotnie się przymierzała – mówi Krzysztof Pado, analityk BDM.
Nawet bez potencjalnych korzyści, jakie Lotosowi może dać wejście do grupy kapitałowej Orlenu, gdańska spółka ma za sobą udany rok. Zysk netto wzrósł o 65 proc., do 1,7 mld zł. Lotos osiągnął najwyższy zysk w historii, choć przez miesiąc była remontowana jego rafineria. Firmie sprzyjały między innymi rosnące ceny ropy i gazu. Pozwoliło to zarobić na wydobyciu surowców na poziomie operacyjnym 0,5 mld zł wobec 20 mln zł rok wcześniej.
Tak jak wszystkie legalnie działające w kraju firmy gdańska spółka skorzystała na wdrożeniu przez rząd regulacji ograniczających szarą strefę w handlu paliwami. W zeszłym roku, po trzech latach spadków, oficjalne zużycie paliw wzrosło w Polsce o 12 proc. Na uszczelnieniu rynku Lotos skorzystał więcej niż konkurencja – krajowa sprzedaż spółki zwiększyła się o 19 proc.
W 2017 r. firma z Gdańska po raz pierwszy od 10 lat wypłaciła dywidendę. Poszło na nią niemal 20 proc. zysku za 2016 r. Na jedną akcję przypadał 1 zł.
– W tym roku również chcemy podzielić się zyskiem z akcjonariuszami – zadeklarował prezes Jastrzębski. Nie zdradził, jak duża może być wypłata.
Pod koniec zeszłego roku ze względu na pogarszającą się relację cen surowców i kursów walutowych zyski Lotosu z przeroby ropy zaczęły spadać. Do tego stopnia, że firma celowo ograniczała produkcję. Według prezesa pogorszenie się warunków zewnętrznych powoduje, że najbliższe kwartały zapowiadają się dla Lotosu ciężko.