Akt przyspieszenia przemysłu (Industrial Accelerator Act), którego premiera była już dwukrotnie przekładana, ma zostać oficjalnie zaprezentowany 25 lutego. To element ogłoszonego w lutym 2025 r. Paktu dla Czystego Przemysłu.

Cztery filary aktu przyspieszenia przemysłu (Industrial Accelerator Act, IAA)

O pomysłach Komisji Europejskich mówiła w piątek Aleksandra Kordecka, członkini gabinetu Stéphane’a Séjourné, wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej. Podczas wydarzenia „Polska 2026. Horyzont zmian” tłumaczyła, że Akt przyspieszenia przemysłu ma na celu wspierać europejskie przedsiębiorstwa poprzez cztery filary:

  • „Made in Europe”, czyli „wyprodukowane w Europie”. - Będzie to wymóg, aby część produktów kupowanych przy zamówieniach publicznych czy dotowanych subwencją było produkowanych w Unii Europejskiej. Jest to kluczowe dla kreowania miejsc pracy w Europie, ale również wspierania europejskiej produkcji i dekarbonizacji przemysłu ciężkiego – tłumaczyła Kordecka.
  • Warunkowość dla inwestycji zagranicznych. – Promujemy sytuacje, w których zagraniczne inwestycje, które przychodzą do Europy, powinny również przynosić korzyści w postaci transferu technologii, lokalnego zatrudnienia czy prowadzenia badań naukowych – mówiła Aleksandra Kordecka.
  • Permitting, czyli przyspieszenie uzyskiwania pozwoleń na realizację projektów w Europie.
  • Obszary przyspieszenia przemysłowego. - Będą one wyznaczone przez państwa członkowskie, które mogą przynieść przemysłowi konkretne korzyści, takie jak na przykład dostęp do infrastruktury, dostęp do surowców krytycznych, czy finansowanie pod europejskim funduszem konkurencyjności – dodała Kordecka.

Przemysł chce zmian w systemie handlu emisjami EU ETS

O IAA mówiła także Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, podczas trzeciego Europejskiego Szczytu Przemysłowego. Odbył się on 11 lutego Antwerpii. Oprócz przewodniczącej KE, w branżowym wydarzeniu brali udział także liderzy różnych krajów europejskich. Jak mówi nam obecny na wydarzeniu dr inż. Tomasz Zieliński, prezes Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego, zapowiedzi KE nie wzbudziły entuzjazmu. - Dwa lata temu podczas Europejskiego Szczytu Przemysłowego ogłosiliśmy deklarację antwerpską. Rok temu Komisja Europejska mówiła o Pakcie dla Czystego Przemysłu. Z kolei w tym roku ze strony Komisji Europejskiej zabrakło konkretnych propozycji dla przemysłu – mówi.

Inaczej odebrane zostały za to wypowiedzi przedstawicieli poszczególnych krajów. - Pozytywnie zaskoczył nas za to przekaz przywódców państw, w tym kanclerza Merza, Stockera, premiera De Wevera czy prezydenta Macrona, którzy pokazali chęć reformy systemu ETS i wyzwań dla konkurencyjności przemysłu. Nie spodziewaliśmy się aż tak dobitnego przekazu. Zdecydowanie wybrzmiała tez potrzeba zwiększenia skali działań protekcjonistycznych, które ochronią europejski przemysł – mówi Zieliński.

Przemysł liczy m.in. na rezygnację z pomysłu wycofywania bezpłatnych uprawnień do emisji. Na ten moment są one przyznawane niektórym sektorom szczególnie narażonym na „ucieczkę emisji” poza Europę, jednak mają one być wycofywane wraz z rozwojem mechanizmu CBAM (tzw. opłaty węglowej, doliczanej za emisje „wbudowane” w niektóre importowane produkty).

Wiceprezes Orlenu: "podjęliśmy już decyzje, zapisaliśmy je w strategii"

W przestrzeni publicznej pojawiają się także apelujące o jeszcze szerszą reformę systemu ETS. - Demontaż systemu ETS wprowadziłby istotną niestabilność regulacyjną - podważyłby sensowność inwestycji dekarbonizacyjnych zdecydowanej większości przemysłu, który podjął już wysiłek transformacji – zauważa Marcin Dusiło, koordynator projektu transformacji przemysłu w Forum Energii. Według raportu o elektryfikacji przemysłu, którego jest współautorem, 17 z 24 branż przemysłowych da się zdekarbonizować technologiami dostępnymi na rynku.

- Z drugiej strony, istnieją takie sektory jak przemysł chemiczny, których dekarbonizacja jest rzeczywiście na ten moment bardzo kosztowna. Sektory te wymagają osłon, jednak nie da się utrzymać pełnej puli darmowych uprawnień przy jednoczesnym wdrażaniu mechanizmu CBAM. Jeżeli chcemy się trzymać zasad WTO, wówczas taka podwójna ochrona byłaby niedozwolona – mówi Dusiło.

Zapytaliśmy o to Tomasza Zielińskiego. Według niego bezpłatne uprawnienia do emisji są możliwe do pogodzenia z systemem CBAM. - Istnieją wątpliwości związane z m.in. deklarowaniem emisyjności przez np. chińskich producentów . Weryfikacja raportowanych wartości jest bardzo trudna. Połączenie CBAM i pozostawienie bezpłatnych uprawnień jest więc na ten moment sprawiedliwym rozwiązaniem – uważa prezes PIPC.

Czy jednak potencjalna reforma systemu EU ETS i potencjalne zmiana rachunku ekonomicznego nie spowolniłaby inwestycji w dekarbonizację? Zapytaliśmy o to Witolda Literackiego, wiceprezesa zarządu ds. korporacyjnych w ORLEN S.A. – Czy zejdziemy wtedy z drogi dekarbonizacji? Nie, bo to nie jest takie proste. Decyzje zostały podjęte. Wiąże się to z tym, że musimy wybudować odpowiednią ilość farm wiatrowych, fotowoltaicznych czy gazowych CCGT. Te rzeczy najpierw się planuje, a potem kontraktuje na dwa-trzy lata do przodu – mówił. – Jeżeli podjęliśmy już te decyzje, zapisaliśmy je w naszej strategii, to będziemy to robili. Kwestia jest tylko taka, żeby nie nakładano dodatkowych kosztów – deklarował.

„Made in Europe” – poparcie dla pomysłu, obawy o wdrożenie

Jednym z szeroko dyskutowanych elementów IAA jest postulat wspierania europejskich produktów i komponentów w niektórych przetargach, czyli „made in Europe”.

- Kierunek „Made in Europe” jest słuszny, jednak założenia będą dopiero opracowywane. Chodzi o to w jaki sposób i w jakim zakresie UE ma wspierać własną produkcję, odbudować inwestycje w Europie, wspierać tych, którzy faktycznie tu produkują, wytwarzają i kierują produkty na rynek europejski – mówi Zieliński. Przyznaje, że ze względu na fakt, że wiele firm funkcjonuje również na rynkach pozaeuropejskich i importuje swoje surowce, to osiągnięcie konsensusu będzie trudne. - Wiele sektorów i firm funkcjonuje w globalnych łańcuchach dostaw i są uzależnione od dostaw zewnętrznych, co może być docelowo problemem – dodaje. Według niego, inaczej może być w przypadku strategicznych produktów, np. wykorzystywanych w przemyśle zbrojeniowym (np. niektóre związki, azotowe czy polimerowe).

- W związku z tym, z nadzieją czekamy na konkretne propozycje Komisji Europejskiej, jednak wiemy, że diabeł może tkwić w szczegółach – stwierdza.

Zapytaliśmy o to również Borysa Budkę, posła PE. – Możemy zapisać wszystko. Jestem wielkim zwolennikiem „local content”, tylko że najpierw musimy mieć te produkty – odpowiedział. Stwierdził, że same zapisy nic nie zmienią, jeśli będą wspierać np. produkty, które składają się niemal w całości z chińskich komponentów. - Musimy mieć co włożyć do tego garnka, a nie tylko zapisać, że zupa ma się składać z europejskich składników – dodał. Według niego, Komisja musi najpierw przedstawić drogę dojścia do celu, a także wziąć pod uwagę kwestię ceny.

Komisja Europejska: „made in Europe” zawiera „wymogi, które wiemy, że jesteśmy w stanie spełnić”

Także Marcin Dusiło uważa, że hasło "Made in Europe", choć politycznie nośne, wymaga mądrej implementacji, aby nie wylać dziecka z kąpielą. - Musimy precyzyjnie zdiagnozować, które branże chronić, by nie wpaść w pułapkę nadregulacji, która zamiast wspierać, zdusi konkurencyjność. Wcześniej w akcie UE w sprawie przemysłu neutralnego emisyjnie (NZIA) Unia wyznaczyła cele, a teraz próbuje znaleźć sposób, by je osiągnąć – dodaje. Zgodnie z NZIA, do 2030 r. UE powinna być w stanie zaspokoić co najmniej 40 proc. swojego rocznego zapotrzebowania na technologie neutralne emisyjne.

Aleksandra Kordecka tłumaczyła z kolej podejście KE: - Bardzo długo nad tym pracowaliśmy. Zrobiliśmy bardzo dużą analizę na temat tego, co możemy zrobić, co jest realistyczne, co jest ambitne i rzeczywiście co mamy już w Europie, a jaką produkcję chcielibyśmy przyciągnąć do Europy - tak, żeby stymulować ten rynek – zapewniała. - Będziemy patrzeć na małą część produktów z przemysłów energochłonnych, np. stali, aluminium oraz oczywiście produkcji źródeł odnawialnych. Mówimy tu między innymi o bateriach i o komponentach wiatrowych – dodawała zapewniając, że „są to wymogi, które wiemy, że jesteśmy w stanie spełnić”. Kryterium ma dotyczyć zamówień publicznych.

Zieliński zauważa też, że kryterium „Made in Europe” jest promowane przede wszystkim przez Francję. - Dostrzegamy ryzyko, w którym wejście w życie założeń francuskich może wiązać się z brakiem możliwości rewizji ETS. Patrząc na francuski model gospodarki oparty na energii z elektrowni jądrowych, cele klimatyczne mogą być inaczej, łatwiej realizowane. Dlatego zachowujemy czujność – stwierdza Zieliński.

POLITICO donosi, że nowa wersja definicji „made in Europe” uwzględnia nie tylko produkcję w UE, ale także u „zaufanych partnerów”