Projekt nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii, nazywanej ustawą „wiatrakową 2.0” lub „biometanową”, może jeszcze w lutym trafić do Sejmu. - Bardzo mi na tym zależy – mówiła Urszula Zielińska, wiceministra klimatu i środowiska w programie „Hołownia w klimacie”.
Zapowiedziała też powrót do pomysłu "funduszu partycypacyjnego". Na etapie prac parlamentarnych pojawił się on w ustawie wiatrakowej, zawetowanej w sierpniu przez prezydenta Karola Nawrockiego. Inwestor elektrowni wiatrowej miałby wpłacać 20 tys. zł rocznie za każdy 1 MW mocy zainstalowanej. Pieniądze następnie byłyby dzielone między osoby mieszkające maksymalnie kilometr od turbin. Jak podkreśliła Zielińska, rozwiązanie zostało dobrze ocenione w Sejmie. – Teraz chcemy je wprowadzić już do projektu rządowego – dodała Zielińska.
Czy Fundusz Partycypacyjny można też zastosować przy innych inwestycjach?
Według niej, taki mechanizm mógłby dotyczyć także "wszystkich innych inwestycji energetycznych typu elektrownie na gaz i na węgiel”, ale „zacznijmy od tych wiatrakowych”. Czy rzeczywiście to możliwy kierunek zmian? - Myślę, że powinniśmy wdrożyć jeden z takich modeli i przyjrzeć się, jak funkcjonuje. Potencjalnie rozszerzać na inne technologie, żeby budować ich akceptację społeczną, żeby ludzie czuli się współwłaścicielami i beneficjentami – mówiła w programie przyznając, że „być może okaże się to całkiem ciekawą ścieżką do zastosowania na kolejne technologie”.
Tobiasz Adamczewski z Forum Energii przypomina, że lokalne społeczności od lat są beneficjentami projektów OZE ze względu na podatki od nieruchomości czy dzierżawę ziemi. - Fundusz partycypacyjny zapewne będzie silnym instrumentem przeciwdziałającym lokalnym protestom przeciw inwestycjom w energetykę wiatrową. Może stanowić impuls mobilizujący lokalnych włodarzy i administrację do szybszych zmian w planach miejscowych, żeby takie inwestycje przyciągać – mówi.
Agnieszka Stupkiewicz z Fundacji Frank Bold uważa, że budowanie akceptacji społecznej dla energetyki wiatrowej jest kluczowe. - Testowanie rozwiązań partycypowania w korzyściach płynących z elektrowni opartych na OZE w najbliższym sąsiedztwie jak najbardziej ma sens – podkreśla. Według niej pieniądze mogłyby być także wykorzystywane na zielone inwestycje w gminie.
Kto powinien zarządzać funduszem?
Także według Wojciecha Kukuły z Fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi fundusze partycypacyjne to ciekawy kierunek na zwiększenie społecznej akceptacji większych inwestycji infrastrukturalnych. - Zaletą takiego funduszu jest prostota, choć w porównaniu do propozycji zawetowanej przez prezydenta Nawrockiego można by pokusić się o pewne modyfikacje. Funduszem powinna raczej zarządzać gmina, a nie operator farmy. Część zebranych pieniędzy mogłaby iść na projekty wspólnotowe, a nie tylko do kieszeni najbliższych inwestycji mieszkańców – mówi Kukuła.
Marta Anczewska z Instytutu Reform proponuje utworzenie „funduszu wspólnotowego”. Byłby on oparty na funkcjonującym w miastach mechanizmie budżetu partycypacyjnego. - Mieszkańcy w ramach głosowania mogliby decydować, na co przeznaczyć środki pochodzące od inwestora. Wypłaty bezpośrednie są także atrakcyjną opcją. Prawdopodobnie zadziałają szybciej niż fundusz wspólnotowy, ze względu na prostotę i brak konieczności angażowania się w proces głosowania. Kluczowe jest jednak ujednolicenie – mówi. Zauważa, że wcześniejsza wersja projektu sprawiła, że osoby zamieszkujące słabo zurbanizowane tereny otrzymywaliby dużo wyższe kwoty niż zamieszkujący obszary gęściej zaludnione. Instytut postuluje więc ustalenie stałego poziomu wynagrodzenie dla budynku, a następnie przekazanie pozostałej kwoty do gminy.
Z kolei Jakub Anusik z Instytutu Zielonej Gospodarki zauważa, że badania z innych krajów (Danii, UK, Irlandii Niemiec) pokazują, że akceptacja społeczna dla farm wiatrowych rośnie, gdy korzyści finansowe są postrzegane jako sprawiedliwie podzielone i gdy społeczność lokalna ma realny wpływ na decyzje o ich wydatkowaniu. - Kluczowe znaczenie ma tu nie sama wysokość środków, lecz transparentność i zaufanie, które mechanizmy partycypacyjne mogą wzmacniać – mówi.
Dlatego aby nie wylać dziecka z kąpielą, według niego pomysł funduszu należałoby skonsultować z ekspertami, którzy już dziś wskazują na potencjalną niesprawiedliwość społeczną obecnej propozycji rozdzielania środków i konieczność gruntownego przemyślenia architektury takiego funduszu. Dodaje, że trzeba się zastanowić, czy chcemy myśleć o narzędziu jako zachęcie do rozwoju w strategicznych kierunkach, czy rekompensacie za bliskość uciążliwych inwestycji. - Naszym zdaniem powinna być to raczej ta pierwsza opcja, a kwestie rekompensat powinny adresować odrębne instrumenty – stwierdza.
Fundusz partycypacyjny także dla innych inwestycji?
Agnieszka Stupkiewicz uważa, że pomysł Funduszu nie powinien być rozszerzony na powstające inwestycje węglowe lub gazowe. - To już nie te czasy, aby pracować nad akceptacją rozwoju energetyki opartej o paliwa kopalne – tłumaczy. Więcej sensu widzi we wspieraniu rozwoju biogazowni w tej formule.
- Moim zdaniem wiatraki mogłyby być dobrym pilotażem, który, jeżeli się sprawdzi, można by przenieść na inne segmenty – np. biogazownie, które również budzą lokalne kontrowersje – mówi Wojciech Kukuła. Zauważa, że rozszerzenie mechanizmu na tradycyjną infrastrukturę energetyczną miałoby i tak marginalne znaczenie.