Polska i państwa bałtyckie chcą wspólnie blokować budowę elektrowni jądrowej na Białorusi i w Rosji. Litwa wzywa inne graniczące z Białorusią i Rosją państwa Unii Europejskiej do deklaracji, że nie będą kupować prądu z planowanych siłowni atomowych w Niemanie i Ostrowcu.
ikona lupy />
Moce reaktorów jądrowych w Europie / Dziennik Gazeta Prawna
Wilno chce też jak najszybszego połączenia sieci energetycznych krajów bałtyckich z systemami unijnymi. Premierzy Polski, Litwy, Łotwy i Estonii osiągnęli w tym miesiącu wstępne porozumienie, by nastąpiło to poprzez wybudowany kosztem 550 mln euro system przesyłu energii elektrycznej LitPol Link, łączący polski Ełk z litewską Olitą. Synchronizacja miałaby się zakończyć w ciągu ośmiu lat.
Rządowi w Wilnie zależy na przyspieszeniu synchronizacji sieci, bo miałoby to ograniczyć możliwość zalania rynków krajów bałtyckich tanią energią z budowanej siłowni atomowej BiełAES w białoruskim Ostrowcu i podobnej elektrowni, która miałaby powstać w Niemanie w rosyjskim obwodzie kaliningradzkim. Wilno obawia się, że opóźnienia w rozbudowie sieci zachęcą Rosję do reaktywacji zawieszonego w 2013 r. projektu atomowego pod Kaliningradem. Moskwa zamroziła inwestycję, ponieważ nie udało jej się znaleźć zagranicznego inwestora strategicznego, ale od tego czasu kilkakrotnie wysyłała sygnały, że rozważa wznowienie budowy. Nie jest wykluczone, że w bliskiej przyszłości będziemy świadkami rosyjskiej ofensywy informacyjnej w tej sprawie.
– Główną przeszkodą dla budowy elektrowni atomowej w obwodzie kaliningradzkim jest zbyt mała ilość połączeń sieciowych obwodu z Litwą i Polską – mówił Daivis Virbickas, szef litewskiego operatora sieci Litgrid. Rosjanie sugerowali w przeszłości, że znaleźli w Polsce firmy skłonne wziąć udział w ich rozbudowie, ale te informacje nigdy się nie potwierdziły. Zdaniem prof. Konrada Świrskiego, koordynatora ds. energetyki jądrowej na Politechnice Warszawskiej, reaktywacja projektu kaliningradzkiego jest mało prawdopodobna. – Wydaje mi się, że Rosja będzie początkowo obserwować, czy energia z Ostrowca zostanie wpuszczona na rynek unijny – mówi DGP Świrski.
– Dziś priorytetem jest gazociąg Nord Stream 2, niezależnie od tego, że za ten projekt odpowiada Gazprom, a nie Rosatom. Traktuję projekt w obwodzie kaliningradzkim bardziej jako straszak albo punkt do oddania w negocjacjach – dodaje. Dlatego minister energii Litwy Žygimantas Vaičiunas z zadowoleniem przyjął zapowiedź pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotra Naimskiego, który powiedział, że Polska nie będzie kupować prądu z białoruskiej siłowni w Ostrowcu. Białorusini niejednokrotnie zachęcali Polaków do zainteresowania się kupnem energii z budowanej siłowni, m.in. podczas ubiegłorocznej wizyty wicepremiera Mateusza Morawieckiego w Mińsku.
– Polska mogłaby ją kupować dla siebie lub przesyłać dalej, do innych państw Unii Europejskiej – mówił premier Andrej Kabiakou podczas konferencji prasowej po spotkaniu z Morawieckim. I choć ówczesny wiceminister energetyki Leanid Szaniec mówił w zeszłym roku, że w tej sprawie są prowadzone z Polską poważne rozmowy, jego słowa były raczej elementem gry propagandowej. – Polska strona odmawia nawet niezobowiązujących dyskusji na ten temat. Mimo nalegań Mińska nie chcemy zorganizować posiedzenia międzyrządowej komisji ds. energetyki – mówi nasze źródło w polskim MSZ.
Pierwszy blok ostrowieckiej BiełAES ma zostać oddany do użytku w 2018 r. Wilno oskarża Białorusinów, że elektrownia budowana za rosyjski kredyt 40 km od litewskiej stolicy nie będzie spełniać wymogów bezpieczeństwa. Litwini oskarżają Mińsk o to, że nie przeprowadził z nimi konsultacji wymaganych na mocy konwencji z Espoo. Wskazują na niesolidność głównego wykonawcy, należącej do Rosatomu firmy Atomstrojeksport, i brak wymaganych badań geologicznych i sejsmicznych. Przypominają wreszcie wypadki na budowie, jak upadek z czterech metrów zbiornika ciśnieniowego reaktora w lipcu 2016 r. czy uderzenie w grudniu 2016 r. podobnym urządzeniem w element konstrukcyjny. Tymczasem w odległości 100 km od Ostrowca mieszka trzecia część ludności Litwy. „W razie wypadku nie można wykluczyć konieczności ewakuacji stolicy” – czytamy w materiałach ministerstwa energii Litwy.
Mińsk odpiera wszystkie zarzuty. – Misja Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej potwierdziła w styczniu, że wybrana lokalizacja gwarantuje w pełni bezpieczeństwo. Nasi specjaliści tylko w ubiegłym roku dwukrotnie przeprowadzali konsultacje z Litwą. Odpowiedzieliśmy im na wszystkie pytania. Niestety, nie chcą nas słuchać – przekonywał Michadziuk przed trzema tygodniami. A co z badaniami? – Jeśli chodzi o badania geologiczne i sejsmiczne, ich rezultaty zostały opublikowane w raporcie o ocenie skutków środowiskowych BiełAES. Materiał jest publicznie dostępny na stronie internetowej BiełAES – mówi DGP rzeczniczka resortu energetyki Żanna Ziańkiewicz.
Białorusini utrzymują, że litewskie uwagi mają podtekst polityczny i ekonomiczny. Sprzedaż wyprodukowanej w Ostrowcu energii na Zachodzie obniżyłaby opłacalność wstrzymanego na razie litewskiego projektu budowy elektrowni w Wisagini. – Wasze władze najwyraźniej sądzą, że bez bojkotu prądu z Ostrowca inwestycji w Wisagini nie da się zbudować – mówił Michadziuk w rozmowie z „Lietuvos Rytas”. – Problemy Ostrowca pokazują, że dla krajów bałtyckich i Polski kluczowe są obawy o uzależnienie od dostaw ze Wschodu – komentuje prof. Świrski.
Tymczasem na dzisiaj polskie Ministerstwo Energii zaplanowało seminarium pod hasłem „Wymiana doświadczeń edukacyjnych Polski i Francji dotyczących energetyki jądrowej”. Warszawa wciąż nie podjęła wiążącej decyzji w sprawie budowy nad Wisłą reaktorów nuklearnych. Rząd zapowiedział tylko, że do końca roku poznamy zarys polityki energetycznej na okres do 2050 r., gdzie znajdzie się projekt miksu energetycznego Polski. Minister energii Krzysztof Tchórzewski stwierdził na razie, że wydamy 200 mld zł na zmniejszenie udziału węgla z ponad 80 proc. obecnie do 50 proc. w 2050 r.
Polska nie będzie kupowała prądu z białoruskiej siłowni w Ostrowcu.