Mówimy, że budujemy system bez redystrybucji, a potem tylnymi drzwiami ją wprowadzamy - uważa Aleksandra Wiktorow, rzecznik ubezpieczonych, była wiceminister pracy i prezes ZUS.
Mieliśmy waloryzację kwotową, w tym roku mieszaną, możliwe, że w przyszłym roku znów mieszaną. Szykuje się trwała zmiana w naszym systemie emerytalnym?
Reklama
Taka długofalowa waloryzacja, w której najniższe emerytury podnosimy szybciej niż średnie i trochę wyższe, nie jest dobrym pomysłem. Jest niezgodna z założeniami reformy emerytalnej, według której emerytura miała być proporcjonalna do wkładu. Oczywiście zawsze powinien być jakiś element redystrybucji w systemie, który nieco zmniejsza nierówności w wysokości emerytur.

Reklama
Nowe pomysły wzięły się z tego, że mieliśmy niską inflację, a waloryzacja byłaby symboliczna.
Ale nie ma nakazu, że zawsze musi być waloryzacja. Mamy zapisany w ustawie ten wzór, że to inflacja plus co najmniej jedna piąta wzrostu płac. Ale jeśli jest duża inflacja, to wynagrodzenia nie muszą realnie rosnąć, bo nie ma takiego nakazu, a świadczenia zawsze rosną. Moim zdaniem to nie jest sprawiedliwy system, bo za waloryzację płacą ci, którzy pracują. Ich zarobki mogą być niższe z tego powodu, że rosną emerytury. Przyjęcie tej formy waloryzacji było więc niesprawiedliwe wobec pracujących, ale ostatecznie taka zasada została zaakceptowana. Waloryzacja stała się jedynym elastycznym elementem systemu emerytalnego.
Można ją zmienić?
Tak, ona nie jest dana raz na zawsze. Nawet międzynarodowe konwencje mówią, że emerytury wzrastają wtedy, gdy zwiększają się wynagrodzenia i kiedy ich wzrost jest spowodowany wzrostem cen. Czyli te rekomendacje idą trochę w innym kierunku niż u nas. Waloryzacja nie powinna być wyższa niż wzrost wynagrodzeń. A u nas były momenty, gdy emerytury rosły szybciej niż płace. Może powinien być więc wybór, że emerytury rosną tak jak ceny albo wynagrodzenia, ale o wskaźnik, który jest niższy.
Może ratunkiem jest tylko znacząca podwyżka najniższych świadczeń?
Ale w efekcie takiego działania za jakiś czas, gdy skończą się wypłaty emerytur ze starego systemu, okaże się, że te z nowego są równe. Czyli podwyższanie niskich emerytur jest drogą do wprowadzenia jednakowej emerytury dla wszystkich. Proszę zobaczyć, jak to wpływa na system emerytalny. Po co mamy płacić wyższe składki, skoro emerytury będą jednakowe? A ci, którzy mają niskie emerytury, mają dostawać wysoką waloryzację. Mnie to się nie podoba, tak jak obecna konstrukcja systemu emerytalnego. Ona prowadzi do tego, że mówimy, iż budujemy system bez redystrybucji, a potem tylnymi drzwiami ją wprowadzamy.
Taka redystrybucja może być groźna dla finansów publicznych?
To zależy od rządu, ponieważ to on ustala, ile może wydać na ten cel. Ale jeśli za kilkanaście lat większość emerytur będzie niskich, to i tak trzeba będzie do nich dopłacać. I nie tylko przez waloryzację, ale innymi sposobami. Jednorazowo można przeprowadzać tego rodzaju podwyżki, ale wprowadzić taką zasadę na stałe oznacza wstęp do równych emerytur dla wszystkich. Czyli to wprowadzenie tylnymi drzwiami emerytur obywatelskich przy pozostawieniu dużego zróżnicowania w płaconych składkach. Czy tego chcemy? Musimy sobie na to pytanie odpowiedzieć.