‒ Waloryzacja ma utrzymać realną siłę nabywczą świadczeń. Przy tak wysokiej spodziewanej inflacji to niemożliwe ‒ uważa dr Antoni Kolek z Pracodawców RP. Podobnie myśli Sebastian Koćwin, wiceprzewodniczący OPZZ. Zapowiada złożenie wniosku o dodatkową waloryzację świadczeń w tym roku.
Poznaliśmy ostatnią niewiadomą mającą wpływ na podwyżkę świadczeń w tym roku. Minimalna emerytura i renta z tytułu całkowitej niezdolności do pracy wzrośnie do 1322,18 zł brutto – z obecnych 1250,88 zł.
GUS publikując wczoraj komunikat na temat realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w 2021 r. w stosunku do 2020 r., zakończył (przynajmniej w teorii) spekulacje na temat podwyżki emerytur i rent w tym roku.
Reklama
Przypomnijmy, że waloryzacja świadczeń przeprowadzana jest co roku w marcu. Jej zadaniem jest zachowanie ich realnej wartości w stosunku do wzrostu cen towarów i usług. Polega na pomnożeniu kwoty świadczenia i podstawy jego wymiaru (w wysokości przysługującej ostatniego dnia lutego roku kalendarzowego, w którym przeprowadza się waloryzację) przez wskaźnik waloryzacji. I to on jest w kontekście podwyżki świadczenia kluczowy. Jest to średnioroczny wskaźnik cen towarów i usług dla gospodarstw domowych emerytów i rencistów w poprzednim roku (według GUS średnioroczna inflacja wyniosła 5,1 proc., a dla gospodarstw domowych emerytów i rencistów - 4,9 proc.), zwiększony o co najmniej 20 proc. realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w poprzednim roku kalendarzowym (według GUS to 3 proc.).
- W tym wypadku bierzemy pod uwagę inflację ogólną, gdyż jest ona wyższa od inflacji emeryckiej - wyjaśnia dr Antoni Kolek z Pracodawców RP. W konsekwencji procentowy wskaźnik waloryzacji wyniesie w tym roku 105,7 proc.

Reklama
- To więcej, niż zakładał rząd. Pierwotnie prognozował bowiem wzrost świadczeń o 4,89 proc. - dodaje ekspert.
Jednak jego zdaniem nawet wzrost o 5,7 proc. nie wystarczy. - Waloryzacja ma utrzymać realną siłę nabywczą świadczeń. Przy tak wysokiej spodziewanej inflacji to niemożliwe - ocenia dr Kolek.
Jak informowaliśmy (w DGP nr 12/2022 „Rząd szczodry dla emerytów, budżet do zmiany”), rząd jeszcze na początku roku rozważał różne scenariusze, według których miałaby zostać przeprowadzona tegoroczna waloryzacja. Jednym z nich było przyjęcie wyższego procentowego udziału realnego wskaźnika płac.
Walka o procenty
Kwestia wysokości wspomnianego zwiększenia jest zresztą tematem corocznych negocjacji w ramach Rady Dialogu Społecznego. Nie inaczej było tym razem. Rząd zaproponował RDS ustawowe minimum wynoszące 20 proc. realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w 2021 r. Ostatecznie partnerom społecznym nie udało się uzgodnić wspólnego stanowiska i rząd sam podjął decyzję w tej kwestii. Zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów z 7 lipca 2021 r. w sprawie wysokości zwiększenia wskaźnika waloryzacji emerytur i rent w 2022 r. (Dz.U. z 2021 r. poz. 1253) został on ustalony na poziomie 20 proc. To właśnie te przepisy rząd musiałby znowelizować, gdyby chciał zrealizować wspomniany scenariusz.
Co jednak ciekawe, propozycję rządu w tamtym czasie popierali pracodawcy. Dziś inaczej oceniają tę kwestię. - Wskaźnik był ustalany w połowie ubiegłego roku. Rząd wówczas nie oczekiwał, że tegoroczna średnioroczna inflacja może być tak wysoka. Dziś mówi się, że w 2022 r. wyniesie ona ok. 7 proc., a niektórzy prognozują nawet dwucyfrową kwotę - tłumaczy dr Kolek. - Aby ograniczyć niekorzystny trend, proponuję wprowadzenie tzw. drugiej waloryzacji od 1 września 2022 r. - dodaje.
Związki ostrzegały
Z kolei trzy centrale związkowe - OPZZ, NSZZ „Solidarność” i Forum Związków Zawodowych - od początku uważały, że rządowa propozycja nie gwarantuje odczuwalnej poprawy sytuacji finansowej emerytów i rencistów. Dlatego proponowały, aby wskaźnik waloryzacji emerytur i rent w 2022 r. uwzględniał średnioroczny wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych dla gospodarstw domowych emerytów i rencistów, zwiększony o co najmniej 50 proc. realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia za pracę w 2021 r. - Gdyby rząd przyjął naszą propozycję, waloryzacja byłaby w 2022 r. na poziomie 6,6 proc. - wskazuje Sebastian Koćwin, wiceprzewodniczący OPZZ. A tak, również w jego ocenie, tegoroczna waloryzacja emerytur i rent będzie za niska.
Przypomina jednocześnie, że minister rodziny i polityki społecznej Marlena Maląg mówiła niedawno o wskaźniku na poziomie co najmniej 7 proc. - Emeryci i renciści mogą być rozczarowani i zaniepokojeni. Liczymy na to, że rząd będzie uważniej słuchał porad partnerów społecznych i w najbliższym czasie podniesie poziom waloryzacji. Ma jeszcze na to czas - podkreśla.
Zapowiada, że dziś w zespole ds. ubezpieczeń społecznych RDS związek będzie wnioskować o dodatkową waloryzację świadczeń w tym roku.
Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich przypomina natomiast, że wielu emerytów odnosi od tego roku korzyści podatkowe wynikające z Polskiego Ładu. - Wprowadzono m.in. wyższą kwotę wolną od PIT, na której skorzysta część świadczeniobiorców. Pozwoli im to w jakimś stopniu utrzymać siłę nabywczą świadczenia - ocenia.
Przyznaje, że wskaźnik waloryzacji nie odpowiada galopującej inflacji, ale zwraca uwagę, iż jest on tak skonstruowany, że rekompensuje świadczeniobiorcom wzrosty cen, jakie występowały w poprzednim roku. - Obecna wysoka inflacja odbije się natomiast na ich wypłatach w przyszłym roku - dodaje.
Łukasz Kozłowski nie jest zwolennikiem ręcznego sterowania tego typu wskaźnikami. - Jestem za poszukiwaniem rozwiązań systemowych. Powinniśmy się raczej zastanawiać nad mechanizmami, które będą skuteczniej i szybciej uwzględniać wzrost cen i w konsekwencji ich wpływ na wypłaty świadczeń - podsumowuje. ©℗