Partnerem cyklu jest PZU

Oszczędzanie na lokatach bankowych czy w obligacjach skarbowych jest względnie bezpieczne, ale mało zyskowne. Nie należy się nastawiać na zyski, a raczej na ochronę realnej wartości naszych oszczędności przed zgubnym wpływem inflacji. Więcej można uzyskać z inwestycji alternatywnych – w nieruchomości, alkohol, złoto, ale są one obarczone dużo wyższym ryzykiem.

Lokaty i obligacje

Aktualnie średnie oprocentowanie rocznych depozytów wynosi ok. 2,5 proc. i jest wyjątkowo niskie. Patrząc na jego historyczne wartości, w obliczeniach można przyjąć, że średnio będzie się ono kształtowało w okolicach 4 proc. Przy takiej średniej rocznej stopie zwrotu, odkładając 200 zł miesięcznie, po 30 latach uzbieramy niespełna 140 tys. zł (suma dokonanych wpłat to 72 tys. zł). Przy 500 zł miesięcznie uzbieramy ponad 348 tys. zł (suma wpłat 180 tys. zł). Podobne wyniki obliczeń uzyskalibyśmy w przypadku obligacji skarbowych – wynika z analizy Open Finance dla DGP.

W przypadku depozytów nie można się ograniczać wyłącznie do jednego banku, tylko cały czas na bieżąco przeglądać aktualną ofertę. – Bywa że zmiany w polityce depozytowej konkretnych instytucji przebiegają bardzo szybko. Często można też skorzystać z atrakcyjnych promocji. Takie oszczędzanie, żeby przyniosło pożądane efekty, wbrew pozorom wymaga więc pewnego zaangażowania – mówi Bernard Waszczyk, analityk Open Finance.

Poleca indeksowanie, czyli zwiększanie odkładanej systematycznie kwoty, np. co roku o wartość wskaźnika inflacji za ostatnie 12 miesięcy. Zakładając, że każdego roku zwiększalibyśmy odkładaną miesięcznie kwotę o 2,5 proc., to jeśli zaczniemy od 200 zł, przy 4-proc. średniej rocznej stopie zwrotu, po 30 latach na koncie będzie widnieć kwota blisko 190 tys. zł, czyli o 50 tys. wyższa, niż gdybyśmy tej indeksacji nie robili.

Fundusze inwestycyjne

Można spróbować zyskać więcej, podejmując większe ryzyko, np. inwestując w fundusze inwestycyjne czy obligacje emitowane przez przedsiębiorstwa. W ciągu ostatnich pełnych 17 lat kalendarzowych, czyli w okresie 1996-2012, średnioroczna stopa zwrotu funduszy polskich akcji wyniosła ok. 8,7 proc. Oznacza to, że każde zainwestowane w 1996 r. 100 zł pod koniec ubiegłego roku spęczniało do ok. 514 zł. – Lepiej jednak nie zakładać, że w przyszłości fundusze akcji będą przynosić zyski na podobnym poziomie, choćby dlatego, że fazę najdynamiczniejszego wzrostu gospodarczego po transformacji ustrojowej mamy już raczej za sobą – zaleca Bernard Waszczyk. – Optymistycznym, ale realnym poziomem średnich zysków, jakich możemy oczekiwać po funduszach akcji w przyszłości, jest 6 proc. rocznie – dodaje. To niby niedużo więcej niż 4 proc., jakie zakładaliśmy dla lokat i obligacji skarbowych, ale te 2 pkt proc. mają znaczący wpływ na końcowy efekt. Odkładając 200 zł miesięcznie przez 30 lat przy 6-proc. rocznej stopie zwrotu, uzbieramy ok. 202 tys. zł, czyli o ponad 60 tys. więcej niż przy 4-proc. stopie zwrotu. Przy 500 zł miesięcznie po 30 latach na naszym koncie pojawiłaby się kwota przekraczająca 0,5 mln zł. Pamiętając o rocznym indeksowaniu odkładanej kwoty o wspomniane 2,5 proc., te kwoty wzrosłyby odpowiednio do 265 tys. zł i 663 tys. zł.

Nieruchomości

Dzięki kolejnym obniżkom stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej obecnie kredyty hipoteczne dostępne są po bardzo niskich cenach. Warunkiem otrzymania finansowania jest posiadanie wkładu własnego w wysokości przynajmniej 20 proc.

Dla przykładu PKO BP oferuje kredyt hipoteczny z rzeczywistą roczną stopą procentową na poziomie 4,06 proc., BGŻ – 4,63 proc. Millennium – 4,84 proc. Oznacza to, że klient, który zaciągnie dług w wysokości 400 tys. zł na 25 lat, będzie płacił miesięczną ratę w wysokości od 2107 zł do 2149 zł.

Równocześnie taka kwota, powiększona o 20-proc. wkład własny, wystarczy na zakup dwupokojowego mieszkania w każdym duży mieście Polski, a także w większości wakacyjnych kurortów. Można więc zarówno pomyśleć o zakupie lokalu na wynajem, jak i apartamentu w condohotelu. Tym bardzie, że teraz ich ceny są o 20 do 30 proc. niższe niż jeszcze cztery lata temu. Obecnie apartament pod wynajem w górach i nad morzem można kupić poniżej 6 tys. za metr kwadratowy (choć w Zakopanem czy Sopocie będzie trudno), na Mazurach, poza głównymi kurortami za ok. 9 tys. zł. Eksperci rynku oceniają bieżącą rentowność takiego apartamentu na poziomie 6–9 proc. w zależności od jego położenia. Oznacza to, że po odjęciu kosztów kredytu inwestor osiągnie zysk roczny na poziomie 1–5 proc. Tyle że będzie to wynik brutto, a nie netto, bo apartament trzeba jeszcze wynająć. Najdroższą opcją jest powierzenie tego profesjonalnemu operatorowi hotelowemu, jednak to on gwarantuje największe obłożenie, bo sam stara się dotrzeć do klientów, choćby za pomocą reklamy. Jednak może pobrać do 30 proc. kosztów najmu. Tańsze będzie zgłoszenie nieruchomości do portali internetowych zajmujących się najmem. Biorą ok. 5 proc. wartości wypożyczonego lokalu.

Problem z tego typu inwestycjami polega na tym, że bardzo ciężko jest osiągnąć realny zysk, jeśli finansuje się je kredytem. Co innego jeśli klient jest w stanie wyłożyć gotówkę. Wówczas bez problemu osiągnie stopę zwrotu wyższą niż na lokacie bankowej. Ponadto trudno przewidzieć, jak duży będzie popyt na najem za 25–35 lat, gdy klient wkroczy w wiek emerytalny.

Złoto dla zuchwałych

Wraz z początkiem kryzysu i załamaniem rynków kapitałowych inwestorzy zaczęli szukać alternatywnych form lokowania kapitału. W Polsce rozwinęły działalność fundusze inwestujące w wina i whisky. Minimalna kwota inwestycji wynosi 2,5 tys. funtów (ok. 12,5 tys. zł), a rekomendowana jest dwukrotnie wyższa.

Leoville Las Casus 1998 kupione w sierpniu 2008 r. do sierpnia tego roku zdrożało o 82 proc., a Petit Mouton 2006 o 214 proc. W przypadku whisky, preferowana jest szkocka. Minimalna kwota inwestycji w tym przypadku to 2,5 tys. euro (ponad 10 tys. zł), a najkrótszy okres to 5 lat. Opłata transakcyjna wynosi 6 proc. wartości, a administracyjna 2,5 proc. Największy potencjał wzrostu wartości posiadają obecnie butelki whisky pochodzące z zamkniętych destylarni. Zyski mogą być wyższe niż w wino, niektóre butelki od sierpnia 2008 r. do sierpnia bieżącego zdrożały po ponad 400 proc. – przekonuje Wealth Solutions.

W inwestycje takie powinno się lokować tylko nieznaczną część oszczędności. Tak samo jak w złoto, które choć od jesieni 2008 r., czyli początku kryzysu w Polsce do dziś, przyniosło ponad 50-proc. zysk, to już w porównaniu z końcem września ub.r. ponad 24-proc. stratę. Zysk z inwestycji alternatywnych zależy od tak wielu czynników, że trudno go przewidzieć.