Wśród osób, które mają w administracji rządowej pożegnać się z pracą, są głównie wymieniani doświadczeni urzędnicy z uprawnieniami emerytalnymi, a także nowo zatrudnieni na umowach terminowych. Ci pierwsi nie chcą czekać, aż dyrektorzy generalni będą wręczać im wypowiedzenia.
Sami informują, że chcą przejść na świadczenie emerytalne i skorzystać z lepszych warunków, niż przewiduje ustawa z 16 kwietnia 2020 r. o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 (Dz.U. poz. 695 – dalej: specustawa).

Odchodzą doświadczeni

Reklama
– Na samym Mazowszu w administracji podatkowej ze służby cywilnej chce odejść na emeryturę około 200 osób. W skali całej administracji może to być nawet kilka tysięcy doświadczonych urzędników. Wielu z nich mogłoby jeszcze pracować, ale w związku z zapowiadanymi zwolnieniami nie chcą stracić na odprawach, które zamiast sześciomiesięcznych mogą być ograniczone do trzymiesięcznych – mówi Tomasz Ludwiński, przewodniczący Krajowej Sekcji Administracji Skarbowej NSZZ „Solidarność”.
Ostrzega, że kiedy odejdą doświadczeni urzędnicy, nie będzie miał kto uczyć tych nowych. – Choć i oni są na celowniku do zwolnienia – dodaje.

Reklama
Zgodnie z art. 94 ustawy z 21 listopada 2008 r. o służbie cywilnej (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 265 ze zm.) członkowi korpusu, którego stosunek pracy ustał w związku z przejściem na rentę z tytułu niezdolności do pracy lub emeryturę, przysługuje jednorazowa odprawa w wysokości trzymiesięcznego wynagrodzenia, a jeśli przepracował co najmniej 20 lat w służbie cywilnej – w wysokości sześciomiesięcznego wynagrodzenia.
W myśli art. 15zzzzzt specustawy zwalniany pracownik będzie mógł liczyć maksymalnie na trzymiesięczną odprawę, i to dopiero po przepracowaniu co najmniej 10 lat.
– Ludzie obawiają się, że stracą prawo do odprawy emerytalnej, gdy otrzymają wypowiedzenie na podstawie specustawy – zaznacza Tomasz Ludwiński.

Niesłuszne obawy

Zdaniem prawników takie obawy są nieuzasadnione (choć zastrzegają, że nie wiadomo, jaką interpretację przyjmą dyrektorzy generalni), bo dla urzędników z uprawnieniami do świadczeń emerytalnych lepszym rozwiązaniem byłoby poczekanie, aż pracodawca sam zdecyduje się na ich zwolnienie. Wtedy mogą zyskać prawo do nawet 9-miesięcznej odprawy z dwóch tytułów (zwolnień wynikających ze specustawy i odejścia na emeryturę).
– Zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego nawet osoba z dyscyplinarką, która wkrótce miałaby nabyć prawo do odprawy emerytalnej, zachowuje je. Ważny jest tu związek chronologiczny. Specustawa nie przewiduje wyłączeń ani też nie zakłada, że urzędnik z prawem do emerytury musi wybrać, z którego świadczenia ma skorzystać – wyjaśnia prof. Stefan Płażek z Uniwersytetu Jagiellońskiego, adwokat.
Przekonuje, że urzędnicy nie powinni więc spieszyć się z dobrowolnym zwalnianiem, bo stracą na tym finansowo.

W oczekiwaniu

Na razie rząd nie zdecydował się jeszcze na wydanie rozporządzenia o wielkości i formie zwolnień lub ograniczeniach pensji pracowników podległej mu administracji, do którego delegację daje mu specustawa. Dobrosław Dowiat Urbański, szef służby cywilnej, na wtorkowym spotkaniu ze związkowcami potwierdził, że nie otrzymał jeszcze do zaopiniowania projektu tego aktu prawnego. Potwierdził za to, że analizy w poszczególnych urzędach dotyczące skali i sposobu ograniczania wydatków na urzędników zostały już poczynione.
Przekonywał – bezskutecznie – władze, że najlepszym sposobem na ograniczenie wydatków byłoby np. czasowe obniżenie wskaźnika mnożnika kwoty bazowej dla wszystkich członków korpusu (to od jego wielokrotności naliczana jest pensja). Wtedy ci, którzy zarabiają więcej, musieliby z większej kwoty wynagrodzenia zrezygnować (np. dyrektorzy), a szeregowi urzędnicy straciliby na tym rozwiązaniu najmniej.
Podczas jednej z majowych konferencji premier potwierdził, że urzędy zaprzestały zatrudniania nowych pracowników, wstrzymały nagrody i podwyżki.
– To są tylko pobożne życzenia szefa rządu. Dopóki nie ma rozporządzenia o redukcji zatrudnienia, nie ma podstaw do zwalniania, a nawet do wstrzymania 6-proc. podwyżki, która jest zapisana w budżecie, a w dalszym ciągu nie została nam wypłacona – mówi Robert Barabasz, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Łódzkim Urzędzie Wojewódzkim.