Z najnowszych danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że w pierwszych dwóch miesiącach tego roku pokrycie wydatków bieżącą składką wyniosło 79,8 proc. To wynik lepszy niż średnia w bardzo dobrym pod względem wielkości wpływów 2018 r. Wtedy pokrycie składką wynosiło 78,6 proc. i wystarczyło, by budżet zaoszczędził około 10 mld zł na dotacji do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Ostatecznie wyniosła ona niepełne 36 mld zł i była najniższa od 2009 r.

Teraz, choć pieniędzy ze składek jest cały czas bardzo dużo, państwowa kasa wypłaca dotację dla FUS pełną parą, nic nie oszczędzając. Po dwóch miesiącach fundusz dostał z budżetu prawie 5 mld zł, ok. 10 proc. planu na cały 2019 r. Wypłacona kwota jest o 2 mld zł większa niż rok temu. Ministerstwo Finansów zapewnia w ten sposób finansowanie trzynastej emerytury, którą ZUS będzie wypłacał już w maju. Wydatki na ten cel nie były ujęte w planie finansowym FUS, a pochłoną prawie 11 mld zł. Tyle będzie kosztowała wypłata po 1100 zł dla 9,6 mln świadczeniobiorców.

– Krótko mówiąc, FUS dostaje pieniądze z budżetu zgodnie z planem, choć wpływy ze składek powinny generować oszczędności. Ale oszczędności nie będzie, bo jest m.in. trzynasta emerytura. Gdyby nie wysokie wpływy ze składek, być może FUS musiałby wystąpić o jakąś dodatkową transzę dotacji, żeby to sfinansować – mówi nam osoba znająca kulisy rozliczeń między resortem finansów a ZUS.

Jak to rozumieć? Finansowanie trzynastej emerytury w tym roku nie jest zagrożone i nawet nie trzeba będzie znacząco zmieniać planu finansowego FUS. Pomoże w tym dobra koniunktura na rynku pracy. To, że wpływy ze składek będą wysokie, można było zakładać już wcześniej, skoro wpływy z podatku PIT, które dostaje budżet, rosną w tempie prawie 13 proc. rocznie. To też efekt wzrostu płac i utrzymywania się dużego zatrudnienia. I nic nie wskazuje na to, by ten pozytywny trend miał się szybko zmienić.

Według wczoraj opublikowanych danych GUS zatrudnienie w marcu wzrosło o 3 proc. (nieco więcej, niż spodziewali się ekonomiści), a płace zwiększyły się o 5,7 proc. (szerzej piszemy o tym na stronie A6). To oznacza, że baza do wyliczania składek na ZUS i podatków – czyli tzw. fundusz płac będący sumą pensji ze wszystkich etatów – systematycznie rośnie. Ekonomiści PKO BP zwracają uwagę, że w marcu mieliśmy najwyższy od 2007 r. wzrost liczby zatrudnionych. I zakładają, że płace powinny nadal rosnąć.

Do tego ZUS zapowiada dalsze uszczelnianie systemu poboru składki. Ma na tym polu już pierwsze sukcesy dzięki wprowadzeniu tzw. e-składki. Przed 2018 r. firmy musiały wpłacać cztery oddzielne składki na cztery różne rachunki, oddzielnie składkę emerytalną, zdrowotną, na Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych oraz Fundusz Emerytur Pomostowych. Od początku ubiegłego roku płatnicy robią jeden przelew, z którego dopiero są księgowane poszczególne składki.

ZUS podaje, że wpłaty jednym przelewem były w 2018 r. o 20 mld zł większe niż suma oddzielnych przelewów na poszczególne składki w 2018 r. ZUS chwali się też bardziej skuteczną egzekucją. W 2018 r. odzyskał o 30 proc. więcej należnych mu pieniędzy niż rok wcześniej, co zwiększyło mu wskaźnik odzyskanych należności do ponad 11 proc. Na lata 2019–2020 ZUS zakłada dalszy wzrost tego wskaźnika odpowiednio do 13,4 proc. i 15,3 proc.

Innym powodem wysokich wpływów ze składek jest duża liczba cudzoziemców, którzy znaleźli się w bazie ZUS i odprowadzają składki od pensji otrzymywanych w Polsce. Rocznie wpłacają oni ok. 3 mld zł. Na koniec lutego składki na ZUS odprowadzało 583 tys. cudzoziemców. To więcej niż na koniec 2018 r. (569 tys.) i w styczniu tego roku (550 tys.). Do systemu zapisało się np. 11 tys. Ukraińców, co w ocenie ZUS oznacza, że potencjał tego kierunku imigracji jeszcze się nie wyczerpał.

Dlaczego bez rządowego programu PPK nasze życie byłoby lepsze

To też dobrze wróży na kolejne miesiące, nawet jeśli nie uda się utrzymać do końca roku tak wysokich wskaźników pokrycia wydatków składką, jak w styczniu i lutym. Zwykle pierwsze miesiące są pod tym względem najlepsze, przedsiębiorcy mają nowe budżety, chętniej zatrudniają, mają lepszą płynność finansową. Pod koniec roku część z nich wygasza działalność i sezonowo wpływy ze składek mogą być niższe, co zaniża wynik na cały rok.