Wyobraź sobie czytelniku/czytel niczko, że za np. 25 lat (dziś średni wiek Polaka pracującego to ok. 43 lata) siedzisz sobie w domu, w fotelu, spokojnie rozkoszując się życiem emeryta. Wszystko masz ogarnięte, bo wyróżniasz się zapobiegliwością i konsekwencją w wyborach życiowych. Wtem dzwonią przyjaciele, też emeryci, i mówią, że organizują podróż marzeń. W miejsce, co to od 40 lat na spotkaniach opowiadaliście, że warto się wybrać. Podróż marzeń nie kosztuje tyle co bułka i masełko do niej. Trzeba by wysupłać parę groszy z oszczędności, które zapobiegliwie całe życie odkładasz. Z jednej strony: raz się żyje! A z drugiej wiesz, że coś w biodrze strzyka, trzeba będzie pomyśleć o operacji, rehabilitacji, itd. Może trzeba będzie wstawić nowe okna albo trzeba będzie wymienić auto. A jak przyjdzie dłużej pożyć, to sfinansować jakąś opiekę. A oszczędności nie przybędzie. Niby można auto sprzedać, ale na ile miesięcy pielęgniarki to wystarczy? Więc siedzisz w tym fotelu i zastanawiasz się, czy na wyjazd możesz sobie pozwolić. Choć patrząc na stan konta dziś: możesz z łatwością.
A teraz, czytelnicy, bomba! Zamiast zastanawiać się nad każdym uszczupleniem oszczędności, można byłoby zamienić stosik pieniędzy na ich „strumień”. Ktoś przyjdzie i powie: rocznik X, płeć Y, więc taki stosik przekuwam na dożywotni comiesięczny przelew w wysokości X z waloryzacją Z proc. raz w roku. Czy to nie ułatwi podróży?
Ta metoda ma 212 lat i nazywa się rentą dożywotnią. Pierwsze jej zastosowanie w 1706 r. to William Talbot i Sir Thomas Allen i ich Amicable Society for Perpetual Assurance Office założone w Londynie: wpłacając składkę w określonej wysokości pomiędzy 12. a 55. rokiem życia, można było otrzymać stałe świadczenie dożywotnie dla siebie lub rodziny. Niedługo później, w 1762 r. powstało Equitable Life Assurance Society. Ani Amicable Society ani ELAS nie bankrutowały, bo umiały policzyć, ile osób średnio dożyje 55. roku życia w Londynie wczesnego XVIII w., oraz jak długo potem będą żyć. Od połowy XVII w. demografowie (m.in. Edmond Halley, Richard Price i Augustus de Morgan) tworzyli tzw. tablice przeżycia, obliczając szanse dożycia następnych urodzin dla każdego rocznika.