Ustawa o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym nie potrzebuje rewolucji, tylko doprecyzowania, np. art. 37 mówiącego o prawie do bezpłatnego zwrotu starych urządzeń.
10 lipca 2015 r. Sejm przyjął ustawę o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym. W toku procesu legislacyjnego pojawiały się zarzuty co do możliwej niekonstytucyjności niektórych zapisów tego aktu. Czy w stosunku do ostatecznej wersji ustawy przyjętej przez posłów można mówić o tego typu wątpliwościach?
Tomasz Zalasiński: Ustawa przyjęta przez Sejm w pełni odpowiada wymaganiom Konstytucji RP. Jednakże w toku prac legislacyjnych, które trwają już od kilku lat, pojawiło się wiele wątpliwych konstytucyjnie przepisów. Na szczęście dzięki stanowisku RCL i Ministerstwa Finansów udało się je usunąć na etapie prac nad rządowym projektem ustawy. Z kolei w Sejmie jednoznaczne stanowisko Biura Analiz Sejmowych uniemożliwiło ich ponowne wprowadzenie do ustawy.
Wśród odrzuconych propozycji był między innymi pomysł stworzenia elektronicznego systemu monitoringu zużytego sprzętu. Idea jest słuszna, ale sposób organizacji tego systemu przesądził o jego niekonstytucyjności. Systemem tym miał zarządzać podmiot prywatny, a pozostali uczestnicy rynku mieliby obowiązek przekazywać mu wszelkie informacje o swojej działalności. Takie rozwiązanie naruszałoby zasady konkurencyjności. Słusznie zatem od niego odstąpiono. Ponadto warto zauważyć, że system monitoringu zużytego sprzętu przewiduje już ustawa o odpadach.
Reklama
Inną wątpliwą konstytucyjnie kwestią było wprowadzenie zakazu związków kapitałowych między organizacją odzysku a podmiotem prowadzącym zakład przetwarzania. W świetle ekspertyz rządowych i sejmowych propozycja ta narusza zasadę swobody działalności gospodarczej oraz jest dyskusyjna z punktu widzenia swobód gwarantowanych prawem UE.
Trzecim zagadnieniem, które odrzucono jako niekonstytucyjne, było wprowadzenie obowiązku funkcjonowania organizacji odzysku na zasadzie not for profit...

Reklama
Bogusław Banaszak: I to właśnie ten ostatni pomysł był najbardziej kontrowersyjny. Dobrze się stało, że nie ostał się w Sejmie. W stosunku do tej koncepcji wątpliwości co do niezgodności z ustawą zasadniczą były jak najbardziej uzasadnione. Pomysł naruszał zasadę wolności działalności gospodarczej, która jest również jedną z czołowych zasad UE. Trudno wymagać od przedsiębiorcy, by działał bez osiągania zysku. Ponadto rozwiązanie miało objąć wszystkie organizacje odzysku działające na rynku, a nie tylko nowo tworzone w przyszłości. A to oznaczałoby zmianę reguł gry dla podmiotów funkcjonujących już od jakiegoś czasu. Jest to niedopuszczalne.
Teraz ustawą zajmie się Senat. Jak powinien wyglądać ten etap procesu legislacyjnego? Powinno się wprowadzić jakieś poprawki czy też przyjąć projekt w brzmieniu uchwalonym przez Sejm? Warto pamiętać, że ustawodawcę goni czas, bo UE już nalicza kary za opóźnienia w implementacji wspomnianej na wstępie dyrektywy.
Jadwiga Rotnicka: Zgadzam się, że choć sam zamysł niektórych zmian, jak system elektronicznego monitoringu, był dobry, to nie można ich wprowadzić w sytuacji, gdy są to pomysły niedopracowane, a co za tym idzie niezgodne z konstytucją. Myślę, że w Senacie nie powinniśmy rewolucjonizować zapisów ustawy, a co za tym idzie, wracać do dyskusyjnych kwestii. Mamy czas jedynie na pewne poprawki doprecyzowujące niektóre sprawy.
Najważniejsze jest to, by zakończyć proces legislacyjny jeszcze w tej kadencji parlamentu, by uniknąć dalszych kar z Brukseli za opóźnienia w implementacji dyrektywy. Sprawne przeprowadzenie ustawy przez izbę wyższą parlamentu to jest teraz priorytet.
Stanisław Gorczyca: Kluczowe jest załatwienie sprawy implementacji dyrektywy, a skoro ustawa realizuje to zadanie, to jak najszybciej trzeba ją ostatecznie przyjąć. Oczywiście, gdy zaczynano prace nad tym aktem, rząd miał intencje gruntownej reformy całego systemu, ale skoro po drodze pojawiały się wątpliwości dotyczące różnych pomysłów, wskutek których pewne koncepcje wypadły z ustawy, to nie jest to teraz dobry czas, by do nich wracać i rozstrzygać o ich zasadności bądź nie.
Są jednak szczegóły, które można by doprecyzować. Na przykład art. 37 nowej ustawy nakładający na sklepy obowiązek bezpłatnego odbioru zużytego sprzętu z domu konsumenta przy dostarczaniu mu nowego urządzenia. Dyskusyjne jest, czy uda się wyegzekwować to rozwiązanie.
Henryk Buczak: To dobre rozwiązanie, bo konsument największą potrzebę pozbycia się zużytej lodówki ma właśnie wtedy, gdy sklep dostarcza mu do domu nowe urządzenie. Do tej pory za usługę odbioru elektroodpadu musiał dodatkowo zapłacić, zazwyczaj kilkadziesiąt złotych, albo na własny koszt zawieźć ją do sklepu. Wielu wolało więc zostawić zużyty sprzęt na śmietniku, co nie jest dobre dla środowiska. Art. 37 zmieni praktykę w tym zakresie.
Nadal będzie jednak występowało ryzyko. Bo czy dostawca, który odbierze lodówkę z mieszkania klienta, na pewno przetransportuje ją do sklepu? Nowy przepis nie sankcjonuje realizacji tego obowiązku. A to oznacza, że dostawca zamiast odstawić elektroodpad do sklepu, być może pojedzie z nim do punktu skupu złomu i zainkasuje określoną sumę za jego sprzedaż.
Aleksander Traple: No właśnie. Warto więc pomyśleć o doprecyzowaniu art. 37. Może się to odbywać poprzez wprowadzenie obowiązku sprawozdawczego dla sklepów detalicznych. Otóż powinni oni raportować, ile w danym okresie sprzedali sprzętu określonego rodzaju, a ile odebrali od klientów zużytych urządzeń. Gdy po porównaniu tych danych okaże się, że np. odebrali od konsumentów zaledwie 5–10 proc. tego, co w tym samym czasie sprzedali, to będzie to sygnał ostrzegawczy, że zamiast przekazywać elektrośmieci do zakładów przetwarzania, nie kontrolują swoich kierowców, którzy dzięki temu mogą nie przestrzegać prawa i kontynuować wspomnianą naganną praktykę przekazywania elektroodpadów do punktów skupu złomu. Chodzi o to, że powinniśmy weryfikować i dyscyplinować handel detaliczny, by kompleksowo realizował dyspozycję z art. 37.
To, że sklepy będą miały obowiązek bezpłatnie odebrać stary sprzęt bezpośrednio z domu klienta, nie oznacza, że będą rozgłaszali to wśród klientów. Może być więc tak, że ci ostatni nie będą wiedzieć o swoim nowym uprawnieniu.
Robert Wawrzonek: Art. 37 ustawy mówi, że sklep zapewnia nieodpłatny odbiór sprzętu z domu klienta. To zapewnienie może być interpretowane na różne sposoby. Część sklepów będzie jasno informowała klientów o przysługującym im prawie. Ale będą z pewnością też takie – szczególnie z branży e-commerce – które wspomną o takiej możliwości małym druczkiem w regulaminie. Powinno to być doprecyzowane na etapie prac w Senacie w taki sposób, aby konsument świadomie skorzystał lub zrezygnował z przysługującego mu prawa, ale przede wszystkim, aby dowiedział się o możliwości bezpłatnego zwrotu zużytego sprzętu w miejscu dostawy.
Krzysztof Grzegorczyk: W ustawie brakuje obowiązku informowania konsumenta przez sklep o omawianym prawie. Mogłoby to się odbywać w formie jasnego komunikatu umieszczanego przy cenie towaru, a w przypadku sklepów internetowych – w widocznym miejscu witryny www. Inaczej może być tak, że sklepy co prawda zapewnią odbiór elektrosprzętu, ale jedynie tym klientom, którzy sami się o to dopomną, bo gdzieś wyczytają, często przypadkiem, że mają takie prawo.
Jadwiga Rotnicka: Brzmienie art. 37 nie jest do końca jasne. Przepis powinien klarowniej definiować obowiązki sklepów w zakresie odbioru elektroodpadów od klienta, aby każda ze stron wiedziała, jakie ma prawa, a jakie zadania. Na etapie prac senackich pomyślimy o poprawce co do redakcji przywołanego przepisu. Za istotne uważam próbę doprecyzowania przepisu o obowiązek informowania klientów o ich uprawnieniach w zakresie zdawania sklepowi zużytego sprzętu.