Już ponad miesiąc trwa prawny impas, który blokuje wypłatę środków w programie Czyste Powietrze. Dziś osoby, które teoretycznie mogłyby załapać się na podwyższony poziom dofinansowania (do 37 tys. zł), odchodzą z kwitkiem od okienek w gminnych urzędach, bo nie uchwalono przepisów pozwalających samorządom potwierdzić niski dochód potencjalnego beneficjenta. A dopiero po wydaniu takiego zaświadczenia można składać wnioski o dofinansowanie w wojewódzkich funduszach ochrony środowiska i gospodarki wodnej, które obsługują program.

Kłopotliwa dziura

Zdaniem ekspertów to duże niedopatrzenie. Zaznaczają, że jest to o tyle niefortunne, że nowe, obowiązujące od 15 maja zasady programu są dużo korzystniejsze, a cały proces ubiegania się o wsparcie znacząco uproszczono. – To dobry kierunek i niezbędny krok, by przyspieszyć wypłatę środków. Dlatego szkoda, że tak późno zorientowano się o dziurze w przepisach i wynikających z niej problemach – słyszymy.

Z informacji, do których dotarł DGP, wynika, że rządzący są świadomi błędu i chcą go naprawić możliwie jak najszybciej. Projekt zmian, dzięki którym gminy uzyskają delegację ustawową do wydawania spornych zaświadczeń, ma być przedmiotem prac na jutrzejszym posiedzeniu Komitetu Stałego Rady Ministrów. Chodzi o nowelizację ustawy o wspieraniu termomodernizacji i remontów i innych ustaw (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 22 ze zm.), nad którą wspólnie pracują ministerstwa Klimatu i Rozwoju. Rządzący liczą, że pakiet naprawczy uda się skierować do pierwszego czytania w Sejmie w dniach 22–24 lipca i szybko uchwalić, by przepisy zaczęły obowiązywać bez dalszej zwłoki.

W najbardziej optymistycznym scenariuszu legislacyjny zator zniknąłby jeszcze w sierpniu. Na taki obrót spraw bardzo liczy Andrzej Guła z Polskiego Alarmu Smogowego. – W przeciwnym razie walka ze smogiem znowu utknie w martwym punkcie, a na zmiany przyjdzie nam czekać do najbliższego sezonu grzewczego – ostrzega. Byłby to najgorszy wariant. Oznaczałoby to, że dopiero co uaktualniony i usprawniony program przez kilka miesięcy działałby na pół gwizdka, a wprowadzony podwyższony poziom dofinansowania okazałby się fikcją.

Problemy z liczeniem

Nie zmienia to faktu, że w tej chwili ze wsparcia wykluczona jest duża grupa ludzi, którzy mogliby najbardziej potrzebować pomocy. Według szacunków Banku Światowego aż 52 proc. potencjalnych beneficjentów programu Czyste Powietrze to gospodarstwa domowe, w których miesięczny dochód na osobę nie przekracza 1400 zł. I taki właśnie próg (1400 zł w wieloosobowym lub 1960 zł w jednoosobowym gospodarstwie) ustalono w aktualnej wersji programu jako ten, od którego przysługuje podwyższone wsparcie.

Z naszych ustaleń wynika, że na tempo prac wpłynął spór o to, kto ma odpowiadać i jak ma w praktyce wyglądać weryfikacja dochodów mieszkańców. Jedną z propozycji było zaangażowanie w ten proces pracowników pomocy społecznej, ale pomysł ten się nie przyjął. Jednym z argumentów przeciwko było to, że grupa osób, które kwalifikują się do podwyższonego wsparcia, tylko w części pokrywa się z grupą obsługiwaną przez miejskie ośrodki pomocy społecznej. Jest po prostu dużo większa, co oznaczałoby, że pracownicy MOPS zostaliby obciążeni dodatkowymi zadaniami. A to mogłoby pociągnąć konieczność zwiększenia wynagrodzeń, czego chciano uniknąć.

Dlatego ostatecznie postanowiono zrezygnować z najbardziej absorbującego etapu weryfikacji, czyli wywiadu środowiskowego, który pozwoliłby określić, ile osób zamieszkuje gospodarstwo domowe. Rządzący zdecydowali się wprowadzić ułatwienie i odbiurokratyzowanie polegające na składaniu oświadczeń pod rygorem karnym. Kontrole urzędników i wizyty pracowników MOPS-u mają być więc wyrywkowe i prowadzone wyłącznie w „uzasadnionych” przypadkach.

Krok w przód, krok w tył

To jedno z kilku usprawnień w programie Czyste Powietrze, o które eksperci Polskiego Alarmu Smogowego zabiegali od dawna. Kolejnym jest skrócenie czasu obsługi wniosków, który potrafił wynosić niekiedy blisko 200 dni, do 30. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie uproszczenie samych wniosków, a także zmiana kryteriów udzielania wsparcia. Zamiast kilku grup i „widełek” dochodowych dziś mamy dwie grupy: podstawową, dostępną dla wszystkich, których roczny dochód nie przekracza 100 tys. zł, oraz podwyższoną dla najuboższych.

Wciąż nierozwiązana jest jednak problematyczna kwestia współpracy z bankami, które – zgodnie z zaleceniami Komisji Europejskiej – powinny być włączone w proces dystrybucji środków, by dotrzeć z ofertą do szerszego beneficjenta. Mimo miesięcy prac i rozmów wciąż nie widać, by w tym temacie miał nastąpić widoczny przełom.

W obsługę programu zaangażowanych jest też niewiele gmin – na 2,5 tys. jednostek do pomocy zgłosiło się ok. 660 samorządów. A to za mało, by program, którego celem jest poddać termomodernizacji i wymienić źródła ciepła w 3 mln domów do 2029 r., ruszył na masową skalę. Dziś, prawie dwa lata po jego uruchomieniu, rozpatrzono ok. 150 tys. wniosków i wypłacono ok. 2 mld z 103 mld zaplanowanych na nadchodzącą dekadę.