Topniejące lodowce, osłabienie prądów morskich, wymieranie lasów równikowych – to procesy, które mogą uruchomić reakcję łańcuchową.
W ubiegłym tygodniu Europejska Agencja Kosmiczna poinformowała o oderwaniu się od lodowca Pine Island na Antarktydzie góry lodowej o powierzchni 300 km kw., wielkości porównywalnej z Maltą czy Krakowem. Kilka dni wcześniej na kontynencie zanotowano najwyższą temperaturę w historii pomiarów – 18,3 st. C. Dotychczasowy rekord wynosił 17,5 st. i został zanotowany w 2015 r.
W piątek padł kolejny. Na jednej z wysp Antarktydy odnotowano 20,75 st. C. Według Międzynarodowej Organizacji Meteorologicznej (WMO) w ciągu ostatnich 50 lat przeciętna temperatura na Antarktydzie wzrosła o 3 st. Procesy odrywania się gór lodowych od lodowca, a także topienia pokrywy lodowej Antarktyki postępują coraz szybciej. Jak mówi rzeczniczka WMO Clare Nullis, od końca lat 70. jego tempo zwiększyło się co najmniej sześciokrotnie, a według wyliczeń naukowców opublikowanych parę lat temu w „Nature” w latach 2012–2017 rocznie ubywało trzykrotnie więcej pokrywy lodowej kontynentu niż w poprzedniej dekadzie.