Jeden z nich, Wuhan 2019-nCoV, którym do wczoraj zaraziło się ponad 20 tys. osób, a zmarło ponad 400, to przyczyna kolejnej w ostatnich latach epidemii. Wskutek zakażenia pokrewnym wirusem SARS w latach 2002–2003 zmarło prawie 800 osób, przy zaledwie 8 tys. zachorowań. Ponad 800 osób – niemal jedną trzecią zarażonych – zabił też pochodzący z Bliskiego Wschodu koronawirus MERS. W tysiącach liczone były ofiary pandemii wirusa eboli oraz świńskiej grypy. Czy w najbliższych latach można obawiać się częstych epidemii? To niewykluczone, także ze względu na zmiany klimatyczne.

„Kryzys klimatyczny to także kryzys zdrowotny” – podkreśliła Światowa Organizacja Zdrowia, umieszczając zmiany klimatyczne na pierwszym miejscu opublikowanej przez siebie w styczniu listy najpilniejszych wyzwań dla zdrowia na najbliższą dekadę. WHO przywołuje w tym kontekście m.in. szacunki mówiące o nawet 7 mln zgonów spowodowanych zanieczyszczeniami powietrza, a także zagrożenia związane z ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi i niedożywieniem. Z ustaleń naukowców wynika, że skutki zmian klimatycznych związane z samym tylko dostępem do żywności wiązać się będą z ponad 500 tys. zgonów do 2050 r. Ale głód, kataklizmy i skażenie powietrza to niejedyne następstwa zmian klimatu, które mogą zagrozić naszemu zdrowiu.

O tym, że przyszłość może nieść nowe wyzwania epidemiologiczne, napisał ostatnio Arturo Casadevall, kierownik katedry mikrobiologii molekularnej i immunologii na Uniwersytecie Johna Hopkinsa w Baltimore. W swoim artykule zwraca uwagę na to, że jednym z kluczowych elementów systemu immunologicznego człowieka jest nieprzekraczalna dla wielu mikroorganizmów bariera cieplna (dotyczy to m.in. nawet 95 proc. gatunków grzybów). Tymczasem efektem ocieplania się klimatu może być adaptacja drobnoustrojów do wyższych temperatur i pojawienie się chorób zdolnych do sforsowania tej termalnej osłony. Casadevall uważa, że prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest wysokie i zaleca w związku z tym wzmocnienie mechanizmów wczesnego ostrzegania i monitoringu nowych chorób.

Już obecnie można mówić o zwiększeniu częstotliwości i zasięgu występowania niektórych chorób. Dane amerykańskie mówią o podwojeniu na przestrzeni kilkunastu lat liczby przypadków zakażeń chorobami przenoszonymi przez kleszcze, co spowodowane jest m.in. krótszymi zimami. W Wielkiej Brytanii po raz pierwszy odnotowano w zeszłym roku owady przenoszące wirus kleszczowego zapalenia mózgu. Równocześnie, jak podaje Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób, na terenach stałego występowania wirusa liczba wykrytych zachorowań wzrosła w ciągu ostatnich 30 lat o prawie 400 proc. Liczba przypadków chorób odkleszczowych rośnie także w Polsce. Najczęściej występująca u nas borelioza rocznie wykrywana była w ostatnich latach ponad 20 tys. razy. Jeszcze w 2015 r. było to ok. 13,6 tys. zarejestrowanych przypadków, a do 2012 r. liczba ta nie przekraczała 10 tys.

Według portalu Daily Beast do pojawienia się nowych chorób zakaźnych przyczyniać się będzie też przemieszczanie się dzikich zwierząt związane z utratą przez nie dotychczasowych naturalnych środowisk. Zwierzęce migracje, które nastąpią wskutek zmian klimatycznych, oznaczać będą bowiem niestandardowe kontakty między gatunkami, będące jednym z najczęstszych początków nowych chorób. Dotyczy to m.in. koronawirusów czy eboli, których rozsiewanie przypisywane jest nietoperzom (prawdopodobnie to one są też pierwotnymi nosicielami wirusa z Wuhanu), pochodzącego od małp wirusa HIV, a także ptasiej i świńskiej grypy. Jak podaje Daily Beast, w ramach programu zapobiegania ryzyku epidemiologicznemu amerykańskiej Agencji ds. Rozwoju Międzynarodowego w ciągu ostatniej dekady tylko w Azji i Afryce wykryto prawie tysiąc potencjalnie groźnych dla człowieka nowych wirusów odzwierzęcych, w tym ponad 90 koronawirusów, do których należy chiński drobnoustrój, który wywołał obecną epidemię.

Zmiany klimatu oznaczają również rozszerzenie zasięgu przenoszących tropikalne choroby gatunków komarów, a co za tym idzie – występowania malarii czy dengi. W zeszłym roku po raz pierwszy odnotowano w Europie przypadki lokalnego zakażenia tropikalnym wirusem Zika. W związku ze zmianami klimatycznymi należy się też liczyć z upowszechnieniem występowania niektórych typów chorób biegunkowych, w tym cholery.

Światowe media i społeczność naukowa od lat dywagują też nad możliwymi konsekwencjami topnienia lodowców i wiecznej zmarzliny. Wiele mikroorganizmów jest w stanie przeżyć w „zamrażarce” tysiące, a nawet miliony lat. Badania wskazują, że wizja spływającego wraz z topniejącym lodem zagrożenia epidemiologicznego nie jest całkiem nieprawdopodobna.

33 wirusy, w tym 28 nieznanych dotąd nauce, odkryto niedawno w próbkach pobranych z wnętrza znajdującego się na Wyżynie Tybetańskiej lodowca Guliya. Wiek przebadanych próbek lodu szacowany jest na 15 tys. lat. To przykład pokazujący, że topnienie lodowców może wiązać się z uwolnieniem długo uśpionych patogenów, na które człowiek nie jest odporny – uważają badacze z Ohio State University i kilku innych amerykańskich uczelni, którzy w styczniu opisali to odkrycie. Liczą na to, że dalsze badania pomogą przygotować się na ewentualne skutki uaktywnienia wirusów.

To nie pierwszy eksperyment pokazujący, że drzemiące w lodzie mikroorganizmy mogą stanowić wyzwanie dla człowieka. Jak przypomina BBC, jeszcze w latach 90. rosyjscy naukowcy przebadali m.in. odnalezione w południowej Syberii szczątki ofiar epidemii i znaleźli w nich fragmenty DNA wirusa czarnej ospy. W kolejnych latach badaczom kilkakrotnie udawało się „przywracać do życia” zahibernowane drobnoustroje. W 2014 r. zespół francuskich mikrobiologów przebadał uwięziony przez 30 tys. lat w syberyjskiej zmarzlinie wirus atakujący jednokomórkowe ameby, który – jak się okazało – wkrótce po aktywowaniu stał się zaraźliwy. To sygnał, że proces rozmrażania wiecznej zmarzliny nie jest wolny od zagrożeń dla zdrowia ludzi i zwierząt – ocenili.

W 2016 r. światowe media obiegła informacja o uwolnieniu bakterii wąglika na Syberii. Prawdopodobnie do zakażenia doszło po tym, jak spod topniejącej w upalnym słońcu zmarzliny wyłoniły się miejsca pochówku zwierząt zakażonych w epidemii 70 lat wcześniej. W wyniku infekcji zmarł 12-letni chłopiec, a kilkadziesiąt osób trafiło do szpitali. Ostatecznie epidemię udało się opanować, a w syberyjskiej tundrze wznowiono program szczepionek antywąglikowych.