MEN i MC szykują cyfrową rewolucję w placówkach oświatowych. Ma się opierać na prywatnych operatorach.
Reklama
Ministerstwa Cyfryzacji i Edukacji Narodowej prześcigają się w pomysłach na informatyzację szkół. W toku są już dwa duże projekty: podłączanie szkół do szerokopasmowego internetu oraz budowa Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej. MEN zapowiada też trzeci: bieżące aktualizacje szkolnego oprogramowania.
Resort cyfryzacji ogłosił właśnie drugi konkurs z osi 1 Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa o łącznej wartości 3 mld zł. To pieniądze na doprowadzenie internetu do miejscowości cyfrowo wykluczonych oraz do 10,3 tys. szkół czy raczej, jak to nazywa resort, „punktów adresowych placówek oświatowych” (czasem jeden punkt obejmuje kilka szkół w ramach zespołu). Z danych Systemu Informacji Oświatowej wynika, że w Polsce jest ok. 30 tys. szkół. Bez dostępu do internetu o przepustowości powyżej 100 Mb/s jest 25 tys. z nich.
Konkurs na ten szybki internet dla szkół ma potrwać do końca stycznia 2017 r., a sama sieć zostanie doprowadzona przed początkiem roku szkolnego 2017/2018. 5,8 tys. placówek będzie podłączonych na podstawie inwestycji prywatnych operatorów komercyjnych. Jak dowiedział się DGP, Ministerstwo Cyfryzacji rozmawia obecnie z trzema firmami.
Ale sam internet szerokopasmowy to według MC wciąż za mało, by szkoły faktycznie zaczęły odnosić korzyści z cyfryzacji. – Tak jak na tysiąclecie państwa polskiego oddawane były szkoły „tysiąclatki”, tak na stulecie niepodległości chcielibyśmy uruchomić specjalną Ogólnopolską Sieć Edukacyjną, czyli swoisty intranet dla szkół, dzięki któremu wszystkie placówki będą ze sobą spojone, mając bezpieczne, wygodne łącze do dzielenia się wiedzą – mówi Piotr Woźny, podsekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji. Koszt tej inwestycji MC przewiduje na kwotę między 130 a 160 mln zł. Co więcej, już obecny konkurs na budowę internetu przewiduje takie jego warunki, by – jak tłumaczy Woźny – „operator OSE mógł uzyskać hurtowy dostęp do wybudowanych łączy dla potrzeb zestawienia transmisji do szkół”.
Szczegóły, jak ma funkcjonować OSE, mają być znane do końca tego roku, bo wtedy też powstaną gotowe założenia do specjalnej, poświęconej systemowi ustawy. Praca nad treścią regulacji ruszy, gdy będzie już jasne, ile szkół podłączą operatorzy w wyniku konkursu z POPC. – Wcześniej projekt OSE zostanie zgłoszony do wpisania do Strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju – zapewnia Woźny.
Swoje trzy grosze do infrastrukturalnych planów chce także dołożyć resort edukacji. – Ogłosimy przetarg na firmę zarządzającą oprogramowaniem w szkołach – zapowiedziała minister edukacji w czasie spotkania z mazowieckimi samorządowcami. – W tej chwili jest tak, że placówki pracują na oprogramowaniu nawet z 2006 r. – diagnozowała Anna Zalewska i przekonywała, że aby udała się cyfrowa rewolucja, trzeba zadbać nie tylko o dostęp do internetu, ale także narzędzia pracy. Jakie konkretnie będą zadania wyłonionej w ten sposób firmy? Nie wiadomo. MEN na razie nie zdradza żadnych szczegółów. Już wcześniej resort zapowiadał, że szkoły mają także być doposażane w sprzęt elektroniczny. – W każdej sali powinna być tablica multimedialna – przekonywała Anna Zalewska.
Cyfryzacja szkół to duże wyzwanie dla resortów. Mimo wpompowanych w nią milionów złotych nie udała się poprzedniej ekipie. Instytut Badań Edukacyjnych w ubiegłym roku zmierzył efekty pilotażu programu „Cyfrowa szkoła”. Okazało się, że w żaden sposób nie wpłynęła ona na umiejętności i osiągnięcia uczniów. Na tę porażkę każdy ma inne wytłumaczenie. MEN, że było to spowodowane niedoborami e-zasobów. Dyrektorzy szkół narzekają na braki sprzętowe (jeden komputer przypada na ok. 11 uczniów, z czego duża część to urządzenia z lat 2006–2008). A międzynarodowe badania ICILS pokazały, że pedagodzy niechętnie korzystają z nowych technologii na lekcjach. Jedynie 41 proc. nauczycieli wykorzystuje komputery do nauczania co najmniej raz w tygodniu. To daje nam najniższe miejsce wśród wszystkich badanych w ICILS krajów. Wynik o tyle ciekawy, że jednocześnie 98 proc. nauczycieli deklaruje używanie komputera po szkole do celów prywatnych. Pedagodzy przekonują, że na nowe technologie po prostu nie mają w szkole czasu.
Nastawienie do technologii ma zmienić przyzwyczajanie uczniów do multimediów – właśnie trwa pilotaż wprowadzonego przez MEN i MC programu nauki kodowania. Efekty mogą jednak nie utrzymać się przez całą szkołę – w nowych ramowych planach nauczania MEN przewidziało na całe czteroletnie liceum jedną godzinę informatyki, co w praktyce oznacza zajęcia raz w tygodniu jedynie w jednej z czterech klas (np. w pierwszej).