– Naszym głównym celem jest stworzenie w Polsce kształcenia dualnego – mówi minister edukacji Anna Zalewska. Razem z wicepremierem Mateuszem Morawieckim zaprezentowała w piątek pomysły na reformę szkolnictwa zawodowego. To oznacza wiele zmian głównie dla samorządów powiatowych, które prowadzą szkoły zawodowe.

Od września 2017–2018 uczniowie mają iść do szkoły branżowej I stopnia. Po jej ukończeniu będą mieć kwalifikacje pozwalające podjąć pracę. Ale będą mogli też wybrać kontynuowanie nauki w szkole branżowej II stopnia. Ta z kolei zakończy się zawodową maturą. Egzamin ten – według pomysłu MEN – powinien obejmować język polski, obcy i matematykę. Po szkole branżowej uczniowie mogą rozpocząć pracę albo podjąć dalszą edukację w wyższej szkole zawodowej kończącej się uzyskaniem licencjatu. Aby trafić na inne studia, trzeba będzie przejść przez liceum dla dorosłych oraz klasyczną maturę.

Kręta ścieżka

W jakim wieku uczeń będzie wybierać między liceum a edukacją zawodową oraz które szkoły staną się bazą dla branżówek I i II stopnia – tego jeszcze nie wiemy. To martwi ekspertów. – Ustrój szkolny pozostaje kluczową kwestią, bez wiedzy o nim nie da się oceniać pomysłu – mówi Sławomir Broniarz, szef Związku Nauczycielstwa Polskiego. – Niepokoić może też to, że osoba kończąca szkołę branżową będzie mogła iść na studia tylko po liceum dla dorosłych. To będzie dużą barierą dla najzdolniejszej młodzieży – dodaje.

Na ten sam problem zwraca uwagę prof. Tadeusz Lewandowski, prodziekan Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. – Czekamy na szczegóły dotyczące m.in. tego, jaką ścieżkę będzie należało pokonać, by dostać się na uczelnię techniczną – mówi prodziekan. Podkreśla, że szkoły wyższe potrzebują lepiej przygotowanych absolwentów. – Dzisiaj sami staramy się szukać najzdolniejszych już w gimnazjum – dodaje.

Jak zapowiada minister Zalewska, wybór ścieżki kształcenia ma być poprzedzony obowiązkowym badaniem predyspozycji uczniów w poradni psychologiczno-pedagogicznej. W szkołach mają być także wprowadzone obligatoryjnie programy doradztwa zawodowego, a z tematyką tą uczniowie mają się stykać już w początkowej fazie edukacji (trafi do podstawy programowej).

Obowiązek dla firm

Kolejna zmiana to powiązanie szkolnictwa zawodowego z pracodawcami. – Oni także muszą wziąć odpowiedzialność za kształcenie. To musi być wspólne ryzyko – mówi wicepremier Mateusz Morawiecki. Jak to zrobić? MEN i MR planują w tym celu rozwój centrów kształcenia praktycznego. Mają one działać w każdym powiecie (obecnie takich placówek jest 151). Przejmą na siebie część kształcenia praktycznego, doskonalenie nauczycieli zawodowych, a także prowadzenie egzaminów zawodowych. MEN utrzyma egzaminy z poszczególnych kwalifikacji, nie chce jednak, by dezorganizowały one pracę szkół. Obecnie łączny czas trwania egzaminów to 120 dni. Jest jeszcze inna przyczyna. – Ograniczymy możliwość konstruowania sztucznych miejsc egzaminowania. Dla kucharzy w jednej z miejscowości na Śląsku wybudowano za 700 tys. zł kuchnię, która służy do prowadzenia egzaminów zawodowych. Nie stać nas na to – przekonuje Anna Zalewska.

Zmienić ma się również sposób subwencjonowania edukacji. Do tej pory na uczniów szkół zawodowych MEN wypłacał jednakową subwencję. Teraz stanie się ona instrumentem moderowania rynku – resort będzie wypłacać wyższe kwoty na kształcenie w tych zawodach, które są w danym województwie potrzebne. Niższe zaś na takie, na które zapotrzebowania nie ma. Opinie o tym, jakie zawody są potrzebne, mają wydawać okresowo wojewódzkie urzędy pracy na podstawie badań rynku i diagnoz w zakresie popytu na pracowników w określonych zawodach.

MEN i MR planują także powołanie Funduszu Rozwoju Edukacji Zawodowej, którego celem ma być finansowanie doposażania szkół i centrów kształcenia praktycznego w nowoczesny sprzęt, rozbudowa sieci tych centrów, kosztów nauki u pracodawcy, a także kształcenia nauczycieli. FREZ miałby być finansowany z Funduszu Pracy, spółek Skarbu Państwa i składek przedsiębiorców.

MEN i MR chcą też powołać 25 zespołów, które będą pracować nad dostosowaniem szkolnictwa zawodowego do rynku pracy. Zespoły te mają zmodernizować treści i metody kształcenia. Dodatkowo we współpracy z przedsiębiorcami mają być doskonalone egzaminy zawodowe. Z regionalnych programów operacyjnych ma być finansowane wyposażanie placówek w nowoczesny sprzęt. Programy mają też wspierać uczestników kształcenia zawodowego m.in. poprzez pomoc stypendialną dla najzdolniejszych, dodatkowe zajęcia specjalistyczne i realizację praktycznej nauki zawodu.

– Reforma to opisanie w koncepcji tego, co u nas w mieście dzieje się od lat. Nasze technika i licea współpracują z firmami znajdującymi się w specjalnej strefie ekonomicznej – komentuje prezydent Wałbrzycha Roman Szełemej. Jego zdaniem reforma to krok w dobrą stronę. – Kształcenie zawodowe od lat jest w zapaści – dodaje. Potwierdzają to liczby. Jak wynika z danych zgromadzonych w Systemie Informacji Oświatowej MEN, co 10. uczeń technikum nie zamierza przystąpić do matury, co czwarty ten zamiar realizuje, a co drugi przystępujący do niej egzaminu nie zdaje. Co trzeci uczeń technikum nie zdaje natomiast egzaminu zawodowego.

Jak zwracają uwagę przedsiębiorcy, słabym punktem reformy jest struktura naszej gospodarki – większość stanowią małe i średnie przedsiębiorstwa. Wicepremier Morawiecki liczy jednak, że w działania włączą się nie tyle same firmy, ile samorządy gospodarcze przedsiębiorców.

Przebudowa szkolnictwa zawodowego ma być także sfinansowana ze środków unijnych. Łącznie na szkolnictwo zawodowe ma zostać przeznaczone 1,59 mld euro. 89 mln euro ma rozdysponować Warszawa, reszta ma być w dyspozycji wojewodów. 

Co z podstawówką, liceum i gimnazjum?

Dziś minister odkryje resztę kart dotyczących zmian w systemie edukacji. Resort pracował nad tą koncepcją pół roku, ale wciąż jest wiele niewiadomych.

– Czteroletnie liceum to pewnik, ustrój szkolny będzie do niego dostosowany – zapewnia Anna Zalewska w rozmowie z DGP. Niepewny jest za to los gimnazjów. W środę podczas posiedzenia Narodowej Rady Rozwoju mówił o nich prezydent Andrzej Duda. – Gimnazjum powinno zostać zlikwidowane albo wydłużone – przekonywał. W programie wyborczym PiS znalazł się zapis o ich likwidacji. Minister edukacji po protestach środowisk oświatowych wycofała się jednak z tej propozycji. Ważne pytanie dotyczy też szkół podstawowych. W dotychczas przeciekających do mediów scenariuszach edukacja w nich miała obejmować cztery lub wręcz tylko dwa lata – czyli jedynie nauczanie wczesnoszkolne.

Kluczowe jest nie tylko to, jak podzieli się edukacja pomiędzy różne typy placówek, ale też czego będą uczyć polskie szkoły. Zgodnie z programem wyborczym PiS w szkołach powinno być więcej godzin języka polskiego i historii. Matura natomiast powinna być zdecydowanie trudniejszym egzaminem.