Konkursy na dyrektorów szkół i przedszkoli ciągle budzą wiele emocji i kontrowersji. Wygrywają je najczęściej osoby namaszczone przez samorządowców, bowiem to ich przedstawiciele w komisjach konkursowych mają większość. W efekcie zdarza się, że szefem placówki niekoniecznie zostaje najlepszy kandydat, ale ten wskazany przez wójta, burmistrza lub prezydenta. Zdaniem ekspertów i samych zainteresowanych osoby kierujące szkołami czy przedszkolami powinny być bardziej uniezależnione od samorządu. Na spotkaniach z przedstawicielami kuratoriów wskazują na potrzebę zmian w składzie komisji konkursowej. Ci popierają ich propozycje, do których może dojść jeszcze w tym miesiącu.

Ustawiane konkursy

Zgodnie z art. 36a ust. 6 ustawy z 7 września 1991 r. (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 2156 ze zm.) organ prowadzący szkołę (najczęściej gmina) przy wyborze szefa placówki oświatowej jest zobowiązany do powołania komisji konkursowej. – Dyrektorzy na spotkaniach z nami mówią o konieczności zrównoważenia głosów w postępowaniu konkursowym na dyrektora placówki. Dziś trzy osoby w komisji konkursowej reprezentują samorząd, a tylko dwie kuratorium. Pojawiają się propozycje, aby w komisji konkursowej znalazło się też trzech reprezentantów kuratora – potwierdza Aurelia Michałowska, mazowiecki kurator oświaty.

Jak obsadzane jest stanowisko dyrektora szkoły

Jak obsadzane jest stanowisko dyrektora szkoły

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Jednostki samorządowe, w których większość mają partie będące w opozycji do obecnego rządu, są zaniepokojone takim obrotem sprawy. Powód? Obawiają się, że w przypadku dodania dodatkowego głosu kuratorium konkursy będą wygrywać osoby związane z PiS. – Wystarczy, że przedstawiciel kuratorium porozumie się z organizacjami związkowymi. To będą zwykłe ustawki – sugeruje jeden z włodarzy.

– Z ustawkami mieliśmy do czynienia za poprzedniego rządu. Najczęściej zanim został przeprowadzony konkurs na dyrektora, dochodziło do porozumienia gminy z kuratorium, które podlegało resortowi edukacji – ripostuje Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Branży Nauki, Oświaty i Kultury Forum Związków Zawodowych. – W naszym środowisku o dyrektorach przyniesionych w teczce przez wójta, burmistrza i prezydenta mówi się, że w trakcie konkursu muszą się pięć minut wstydzić, ale później przez pięć lat mają spokój, bo tyle trwa ich kadencja.

Propozycja kompromisu

Samorządy nie łudzą się, że ich sprzeciw wobec pomysłu kuratorów zostanie wysłuchany. Dlatego już teraz niektóre z nich proponują kompromisowe wyjście. Chcą mieć przynajmniej możliwość odmówienia powierzenia stanowiska osobie, która im nie będzie odpowiadała.

– Samorząd musi mieć istotny, a nie symboliczny wpływ na obsadę stanowiska dyrektora. A osoby wybrane w konkursie muszą współpracować z samorządami, które dokładają miliardy złotych do oświaty – przekonuje Marek Olszewski, wójt gminy Lubicz i przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP.

Jego zdaniem dyrektor musi być dla gminy partnerem, który łączy szkołę z organem prowadzącym. – Pomysł dodawania jednego przedstawiciela do komisji stronie kuratorium jest zwykłym sabotażem i będzie miał szkodliwe skutki dla edukacji, bo skłóci całe środowisko – dodaje Olszewski.

Wyrównać szanse

Samorządowcy podkreślają także, że pracownicy kuratoriów powinni skupić się na swojej pracy, czyli nadzorze nad jakością nauczania, a nie przesiadywać w komisjach.

– Nie wydaje mi się, aby niezależność komisji konkursowej zależała od składu – uważa Irena Koszyk, naczelnik wydziału oświaty w Urzędzie Miasta w Opolu. – Wyłoniony kandydat musi mieć też na względzie, że od Karty nauczyciela uzależniona jest tylko jego pensja zasadnicza, natomiast pozostałe składniki, tj. motywacyjny i funkcyjny, już od gminy. Dlatego to samorządy powinny mieć główny wpływ na wybór szefa placówki oświatowej – dodaje.

Z kolei ZNP twierdzi, że zarówno samorząd, jak i kuratorium powinny mieć po jednym przedstawicielu w komisji.

– Można się zastanowić nad niezależnym ekspertem, który oceniałby predyspozycje kandydatów – proponuje Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. – W obecnym modelu konkursowym obowiązuje zasada „mierny, bierny, ale wierny”. To jest idealny kandydat dla samorządów. A my chcemy, aby szef placówki oświatowej nie był uzależniony od gminy czy też kuratorium – podkreśla Sławomir Broniarz.

Dodaje, że rząd powinien się przede wszystkim skupić na wynagrodzeniach dyrektorów. – Powinni zarabiać najwięcej ze wszystkich pracowników szkoły, a nie być gdzieś w środku – uważa Broniarz.

Chore konkursy

Z kolei część dyrektorów placówek oświatowych jest zdania, że dotychczasowy model może nie jest doskonały, ale zmiana liczby członków komisji również nie.

– Oczywiście, że dyrektor jest uzależniony od organu prowadzącego. Kandydat, którego nie chce samorząd, po wygraniu konkursu byłby w trudnej sytuacji. Uważam, że samorząd powinien brać pełną odpowiedzialność za wybór szefa placówki oświatowej – przekonuje Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.

Jego zdaniem konkursy już dawno się skompromitowały. Proponuje, by dyrektora powoływał organ założycielski placówki po uprzednim zebraniu opinii na temat kandydatów w środowisku nauczycielskim.

– Zgadzam się, aby samorządy brały pełną odpowiedzialność za wybór dyrektora. Muszą mieć jednak możliwość odwołania takiej osoby, jeśli nie sprawdzi się na stanowisku – stwierdza Sławomir Wittkowicz. Dodaje, że sądy przywracały do pracy nawet tych dyrektorów, którym zarzucano niegospodarność i złe traktowanie nauczycieli.