Szkoły wyższe mnożą kierunki o egzotycznych nazwach. W tym roku do oferty dołączą m.in. wojskoznawstwo i agrochemia.
Reklama
Według prognoz Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego w przyszłym roku akademickim kandydatów na studia będzie o 51 tys. mniej niż obecnie – łącznie 1,45 mln. Wiele wskazuje, że będzie jeszcze gorzej, bo przez ostatnie dwa lata okazywało się, iż studentów było mniej, niż wynikało z wyliczeń urzędników. W roku akademickim 2015/2016 różnica między przewidywaniami a rzeczywistością wyniosła 15 tys. osób. Aby przetrwać, uczelnie walczą o każdego studenta. Od lat prześcigają się w tworzeniu kierunków o egzotycznych, atrakcyjnych nazwach. Wielu nowych fakultetów mogą spodziewać się także tegoroczni maturzyści.
Na Uniwersytecie Łódzkim na studiach stacjonarnych pierwszego stopnia pojawią się m.in. ekonomia miasta zrównoważonego, wojskoznawstwo i niemcoznawstwo. „Nacisk położony jest na znajomość współczesnych problemów związanych z kulturą, w tym mediami oraz rozwojem politycznym i społecznym Republiki Federalnej Niemiec, Austrii i Szwajcarii” – czytamy w opisie ostatniego z wymienionych kierunków.
W tym samym mieście lokalna politechnika przeprowadzi nabór na kierunku rewitalizacja miast. Z kolei na Uniwersytecie Opolskim kształcić się będą specjaliści od coachingu filozoficznego. – Kierunek jest odpowiedzią na zapotrzebowanie współczesnego rynku pracy. Nowoczesne przedsiębiorstwa coraz więcej czasu i środków przeznaczają na rozwój osobisty pracowników oraz relacje interpersonalne. Rośnie zapotrzebowanie na coachów, psychologów biznesu czy trenerów relacji interpersonalnych. Studiowanie coachingu to wyjście naprzeciw wyzwaniom współczesności – tłumaczy Marcin Miga, rzecznik opolskiej uczelni. Jego zdaniem absolwent coachingu może znaleźć zatrudnienie jako mediator, opiekun społeczny czy doradca biznesowy.
Z dystansem na powstawanie nowych kierunków patrzy prof. Ireneusz Białecki, socjolog edukacji z Uniwersytetu Warszawskiego. – Podstawowy problem jest taki, że uczelnie zawsze są o krok za rynkiem pracy. Coaching jest teraz bardzo modny i na rynku pracy jest popyt na specjalistów tego typu, ale nie wiemy, czy za 3–4 lata będzie tak samo. Lepsze perspektywy dają wąskie specjalizacje w kierunkach inżynieryjnych, ekonomicznych i prawniczych. Z wymienionych powodów nie mogą być one jednak zbyt wąskie. Każdy student potrzebuje trochę wiedzy ogólnej – mówi prof. Białecki.
Wąskich specjalizacji będzie znacznie więcej. Na Uniwersytecie Wrocławskim do standardowej socjologii dołączy socjologia ekonomiczna, Uniwersytet Jagielloński uruchomi jednolite studia magisterskie na kierunku neuropsychologia i neurokognitywistyka, a lubelski UMCS wystartuje z agrochemią. – Agrochemia to kierunek unikatowy w południowo-wschodniej Polsce, a z punktu widzenia zasobów kadrowych, lokalowych i materialnych Wydział Zamiejscowy UMCS w Puławach to idealne miejsce do prowadzenia tych studiów. Agrochemia łączy w sobie wiedzę przyrodniczą z rolniczymi aspektami działalności człowieka – przekonuje Aneta Adamska, rzeczniczka UMCS. W jeszcze inną niszę celuje Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, który do swojego programu zamierza włączyć m.in. zarządzanie kryzysowe w środowisku i zarządzanie przyrodą.
Znacznie mniej dzieje się na uczelniach technicznych. Politechnika Krakowska, Białostocka i Gdańska nie otworzą nowych kierunków. Zaledwie jeden dodatkowy przedmiot może uruchomić Akademia Górniczo-Hutnicza. – Nie wiemy jeszcze, czy ruszy informatyka społeczna na wydziale humanistycznym – projekt jest gotowy, program i kadra również. Czekamy na informację z MNiSW – wyjaśnia Bartosz Dembiński z AGH.
Nowe, atrakcyjne kierunki mogą dać uczelni chwilowy napływ studentów, ale nie powstrzymają zmian demograficznych. Do 2020 r. ma ubyć 200 tys. studentów. Już w tej chwili w stanie likwidacji jest 35 uczelni niepublicznych. Nad zmianami, które dostosowałyby sytuację w nauce do tych procesów, pracuje MNiSW. Nie należy jednak spodziewać się ich szybko. Co prawda resort zapowiedział prace nad nową ustawą o szkolnictwie wyższym, ale minister Jarosław Gowin chce, by napisały ją zespoły ekspertów. Właściwy projekt ma zostać wyłoniony w konkursie, a potem skonsultowany. Rozwiązania mają być gotowe za trzy lata. Głównym celem ustawy ma być odbiurokratyzowanie uczelni i podniesienie jakości kształcenia. Według Gowina, choć dzisiaj już połowa młodych Polaków podejmuje i kończy studia, to w ślad za tym nie poszedł rozwój jakościowy.
Do 2020 r. ma ubyć 200 tys. studentów. W stanie likwidacji jest już 35 uczelni