Projekt nowelizacji ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym jeszcze nie trafił do Sejmu, a już wokół niego zbierają się ciemne chmury. Wszystko za sprawą projektowanego przepisu, zgodnie z którym przy udzielaniu kredytu nie będzie już brana pod uwagę sytuacja materialna studenta. Tej propozycji Jarosława Gowina sprzeciwia się m.in. Ministerstwo Finansów.

W tle budżet

– Dziś pierwszeństwo w otrzymaniu kredytu mają studenci o niskich dochodach na osobę w rodzinie (w roku akademickim 2015/2016 nie mogą one przekroczyć 2,5 tys. zł miesięcznie na członka rodziny – red.). Uchylenie tego warunku spowoduje, że minister nauki i szkolnictwa wyższego nie będzie miał podstawy prawnej do ustalenia progu dochodowego uprawniającego do uzyskania kredytu – wskazuje w uwagach do projektu Hanna Majszczyk, wiceminister finansów.

Dodaje, że preferencyjne kredyty studenckie powinny być skierowane głównie do osób, które z uwagi na sytuację materialną mają problemy z kontynuowaniem kształcenia na poziomie wyższym. I dodaje, że „rezygnacja z kryterium pierwszeństwa może spowodować koszty dla budżetu państwa”.

Wątpliwości co do projektowanej regulacji ma także Kancelaria Prezesa Rady Ministrów. Zastanawia się, czy uchylenie przepisu nie spowoduje, że wśród otrzymujących pożyczkę będzie mniej studentów o niskich dochodach.

Skończmy z biurokracją

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie zważa jednak na głosy krytyki. – Ustanowienie pierwszeństwa przy uzyskiwaniu pożyczki dla osób o niskich dochodach skutkuje wprowadzeniem bariery biurokratycznej powodującej znaczne wydłużenie okresu oczekiwania na otrzymanie kredytu (ok. 6 miesięcy od złożenia wniosku) – przekonuje Jarosław Gowin, wicepremier minister nauki i szkolnictwa wyższego, w odpowiedzi do MF.

Wyjaśnia, że coroczne ustalenie progu dochodu uprawniającego do otrzymania kredytu wymusza konieczność zebrania wniosków w określonym terminie oraz ich analizę, co znacząco przedłuża procedurę. Zmiana przepisów w tym zakresie pozwoliłaby skrócić ją nawet o 30 dni.

Pieniądze na studja

Pieniądze na studja

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Kolejnym argumentem są dane statystyczne. Obowiązujący próg dochodowy jest na tyle wysoki, że kryterium to spełnia ok. 95–97 proc. wnioskujących. Resort nauki uważa też, że nie występuje zagrożenie, iż zaproponowane w projekcie rozwiązanie znacznie zwiększy liczbę składanych wniosków – pomimo stopniowego podwyższania progu dochodu uprawniającego do kredytu liczba ubiegających się o niego spada.

– Argument, że likwidacja kryterium dochodu spowoduje, że kredyt uzyskają osoby, które nie będą przeznaczały otrzymanych środków na kształcenie, a potraktują je jako źródło finansowania innych, wydatków jest niezasadny – uważa Jarosław Gowin. Zaznacza, że obowiązujące teraz przepisy również nie określają sposobu wykorzystania kredytu.

Młodzi z ministrem

Zaproponowane przez MNiSW rozwiązanie popierają studenci. – Każda zmiana, która przyspieszy przyznanie kredytu, jest korzystna – twierdzi Justyna Rokita, rzecznik praw studenta. – Obecnie jest tak, że student pierwszego roku, który rozpoczyna naukę na uczelni i ubiega się o pomoc finansową w formie kredytu studenckiego, otrzymuje go dopiero w drugim semestrze. To utrudnia podjęcie decyzji o rozpoczęciu studiów przez osoby, których na to nie stać – uważa Justyna Rokita.

Dodaje, że nie obawa się, że pożyczki będą wykorzystywane do innych celów niż pokrycie kosztów studiowania. – Coraz rzadziej zdarzają się sytuacje, kiedy studenci pobierają kredyt na preferencyjnych warunkach tylko po to, aby odkładać go na lokatę i czerpać korzyści z odsetek. Taki sposób oszczędzania jest coraz mniej pewny. Przecież pieniądze będą musieli zwrócić – dodaje Rokita.

– Obecna czasochłonna i kosztowna procedura zniechęca też niektóre komercyjne banki do udzielania tych pożyczek. Ponadto dzięki zniesieniu progu będzie można występować o kredyt kilka razy w roku – mówi Piotr Müller, doradca Jarosława Gowina.

Trzy grosze kultury

Do projektu nowelizacja prawa o szkolnictwie wyższym uwagi ma też Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Zastrzeżenia dotyczą proponowanego wymogu, aby liczba uczestników stacjonarnych (dziennych) studiów doktoranckich nie była mniejsza od liczby doktorantów niestacjonarnych. Co więcej, wedle propozycji resortu nauki co najmniej połowie osób na studiach dziennych przysługiwałoby stypendium doktoranckie.

– Zgodnie z obowiązującymi przepisami uczelnia może prowadzić studia w formie stacjonarnej lub niestacjonarnej. Spójnik „lub” stanowi, że szkoła może prowadzić studia wyłącznie w jednej z tych form. Przy zdecydowaniu się tylko na jedną z nich realizacja zmiany, którą proponuje resort, jest niemożliwa – wskazuje Jarosław Sellin, wiceminister kultury, w opinii do projektu.

Jego zdaniem planowana zmiana szczególnie uderzy w uczelnie artystyczne. – Możliwość prowadzenia w jednostkach uczelni artystycznych studiów niestacjonarnych w szerszym zakresie niż stacjonarnych, a w niektórych przypadkach wyłącznie takich, może mieć niezwykle ważne znaczenie zarówno dla kultury narodowej, jak i rozwoju tych szkół wyższych – zauważa Sellin.

Jednak resort nauki nie przewiduje wyjątków. – Istotą zmiany jest poprawa jakości kształcenia na studiach doktoranckich we wszystkich uczelniach, na których są one prowadzone, a także wprowadzenie mechanizmów przyczyniających się do poprawy ich efektywności. W tym znaczeniu regulacja ma charakter uniwersalny i powszechny. Dla jej skuteczności niezbędne jest zachowanie systemowej kompletności. Dlatego nie jest zasadne wprowadzanie odstępstw od projektowanego unormowania – odpowiada resortowi kultury Jarosław Gowin. 

Etap legislacyjny

Projekt w trakcie konsultacji