Szkoły wyższe będą mogły zaoferować dodatkowe miejsca na kierunkach lekarskich. Lekarzy chcą też kształcić uczelnie niemedyczne oraz prywatne.
W roku akademickim 2016/2017 limit przyjęć na kierunek lekarski w stosunku do roku akademickiego 2015/2016 ma wzrosnąć o 20 proc. – informuje Ministerstwo Zdrowia. W efekcie podczas tegorocznej rekrutacji uczelnie na jednolite studia magisterskie prowadzone w formie stacjonarnej w języku polskim będą mogły przyjąć ok. 4300 osób.
Wykorzystać potencjał
– Szczegółowe dane dotyczące liczby miejsc na poszczególnych uczelniach będą dostępne na późniejszym etapie prac legislacyjnych nad rozporządzeniem, w którym minister zdrowia w porozumieniu z ministrem nauki i szkolnictwa wyższego określa limity – wyjaśnia Milena Kruszewska, rzecznik prasowy ministra zdrowia.
Reklama
I dodaje, że corocznie na początkowym etapie prac nad projektem tego rozporządzenia minister zdrowia zwraca się do uczelni posiadających uprawnienia do prowadzenia studiów na kierunku lekarskim lub lekarsko-dentystycznym o przedstawienie propozycji limitu przyjęć. Przy czym propozycje te są opracowywane na podstawie możliwości dydaktycznych uczelni, po analizie zarówno bazy kadrowej, jak możliwości finansowych danej placówki.

Reklama
Milena Kruszewska zapowiada też, że limit przyjęć na kierunek lekarski będzie stopniowo zwiększany w kolejnych latach. – Jednak zwiększenie przyjęć na studia medyczne będzie uzależnione nie tylko od możliwości dydaktycznych uczelni, ale i kondycji budżetu państwa – dodaje.
W kolejce po uprawnienia
Zapowiedź rządu chwalą uczelnie medyczne. Ich przedstawiciele wskazują, że są w stanie kształcić lekarzy ponad limity, które do tej pory wskazywał minister zdrowia. – Niestety dotacja, którą otrzymujemy na ich kształcenie, zapokaja jedynie 60-70 proc. kosztów. Aby zrównoważyć budżet, musimy szukać środków w działalności komercyjnej. Zatem budżet państwa powinien przeznaczyć więcej środków na ten cel – uważa prof. Janusz Moryś, rektor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.
Jego zdaniem rząd powinien stawiać przede wszystkim na rozwój uczelni medycznych, zamiast zgadzać się na przyznawanie uprawnień do kształcenia na kierunkach lekarskich uczelniom niemedycznym czy prywatnym. – Chodzi o jakość kształcenia, przecież absolwenci tych szkół będą leczyć ludzi – przekonuje prof. Janusz Moryś.
Tymczasem w ostatnich latach uprawnienia uzyskała Krakowska Akademia im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego w Krakowie, Uniwersytet Zielonogórski, Uniwersytet Rzeszowski oraz Uniwesytet Jana Kochnowskiejgo w Kielcach. W kolejce czekają Uczelnia Warszawska im. Marii Skłodowskiej-Curie, Wyższa Szkoła Techniczna w Katowicach czy Uniwersytet Opolski.
Te nie jest łatwo otrzmać. Przekonały się o tym m.in. Uniwersytet Technologiczno-Humanistyczny im. Kazimierza Pułaskiego w Radomiu czy Uczelnia Łazarskiego w Warszawie, które już kolejny raz starają się o ich przynanie.
– Wniosek o uruchomienie kierunku lekarskiego Uczelni Łazarskiego otrzymał pozytywną ocenę Państwowej Komisji Akredytacyjnej oraz ministra zdrowia. Tym samym uczelnia spełniła rygorystyczne wymagania dotyczące, obok programu nauczania, zapewnienia odpowiedniego zaplecza dydaktycznego i klinicznego. Naszym partnerem strategicznym jest Centralny Szpital Kliniczny MSWiA w Warszawie, w którym planujemy prowadzenie większości zajęć na kierunku lekarskim. Obecnie czekamy na zgodę ministra nauki i szkolnictwa wyższego na prowadzenie kierunku lekarskiego. Jeżeli ten fakt nastąpi, to z rekrutacją ruszymy w 2017 r. – zapowiada Maria Libura, wiceprezydent Uczelni Łazarskiego.
Emigracyjny problem
Tymczasem eksperci zwracają uwagę, że problemem nie jest tylko mała liczba miejsc na kierunkach medycznych.
– Pytanie, ile osób ukończy te trudne studia oraz ile zdecyduje się potem pracować w Polsce. Trzeba się starać, aby dla absolwentów medycyny zatrudnienie w Polsce było atrakcyjne – mówi prof. Janusz Moryś. Dodaje, że zniechęcające są nie tylko zarobki. – To dopiero trzeci powód, który zniechęca młodych medyków do pozostania w Polsce. Na pierwszym miejscu wskazują oni biurokrację, a na drugim utrudnienia związane z dostaniem się na specjalizację – wylicza.