Resort edukacji zapewnia, że zmniejszenie o 40 procent subwencji na uczniów objętych edukacją domową nie zaszkodzi tej formie nauczania. Zgodnie z nowym rozporządzeniem, do szkół trafi na każde takie dziecko znacznie mniej pieniędzy. Rodzice i edukatorzy alarmują, że uderzy to w dzieci. MEN przekonuje, że nie ma potrzeby finansowania takich uczniów w pełnej wysokości.

Rzeczniczka MEN Joanna Dębek zapewnia, że resortowi chodzi o "urealnienie" obecnych kwot, płynących do szkół. Przekonuje, że dziś placówki ponoszą znacznie mniejsze koszty w związku z pieczą nad uczniami edukowanymi w domu niż wynosi subwencja, a pieniądze z niej nie są wykorzystywane na ich rzecz. "Te kwoty są urealnione, to nie są kwoty, które bezpośrednio trafiały do rodziców i uczniów. Ta zmiana nie będzie odczuwalna przez rodziców, którzy edukują swoje dzieci w domu" - zapewnia rzeczniczka.

Joanna Dębek informuje, że MEN, po zmniejszeniu subwencji na uczniów objętych edukacją domową, nie przewiduje dodatkowych form wsparcia tego sposobu nauczania. "Edukacja domowa finansowana jest z subwencji. Środki, które gwarantujemy poprzez rozporządzenie, są w tym momencie wystarczającymi, aby finansować ten rodzaj edukacji" - dodaje rzeczniczka MEN.

Pionierka edukacji domowej Izabela Budajczak podkreśla, że sugestie o małej roli szkoły w uczeniu takich dzieci są błędne. Dodaje, że jest wiele szkół - zarówno publicznych, jak i niepublicznych - które nie ograniczają się do przeprowadzania egzaminów dla dzieci uczących się w domach. Podkreśla, że nauczyciele potrafią przez cały rok angażować się we współpracę z rodzicami, przygotowują dla nich wskazówki czy wymagania dla nich. "W wypadku solidnych szkół, solidnych dyrektorów, to jest bardzo solidna współpraca" - zaznacza Izabela Budajczak. Ma ona nadzieję, że MEN wyjdzie z pomysłem, jak w nowych warunkach finansowych wesprzeć edukację domową. Dodaje, że nie można dyskryminować dzieci, których rodzice decydują się na alternatywny wobec powszechnego sposób uczenia. "Ich rodzice płacą podatki, tak jak rodzice dzieci chodzących do szkoły" - podkreśla pionierka edukacji domowej. Dodaje, że w przeszłości samorządy próbowały odbierać szkołom pieniądze, przeznaczone na dzieci z klas zerowych, które uczyły się w domu.

Reklama

W uzasadnieniu do rozporządzenia dotyczącego zmniejszenia subwencji, MEN podkreśla że "zasadność tej zmiany wynika ze znacznie niższych kosztów kształcenia uczniów spełniających obowiązek szkolny poza szkołą w stosunku do pozostałych uczniów". Resort dodaje, że "szkoły ponoszą tylko niewielkie koszty związane z ich klasyfikacją, a w przypadku uczniów kształcących się w tak zwanej 'edukacji domowej' dodatkowo koszty związane z zapewnieniem ewentualnych dodatkowych zajęć. Nie ma więc potrzeby finansowania uczniów spełniających obowiązek szkolny poza szkołą w wysokości kwoty subwencji przeznaczonej na uczniów kształcących się w szkołach".

Według danych MEN z marca tego roku, z nauczania domowego korzystało w roku szkolnym 2014/2015 3020 dzieci.

Zezwolenie na spełnianie przez dziecko obowiązku szkolnego poza szkołą wydaje dyrektor szkoły na wniosek rodzica. Rodzice muszą przedstawić dyrektorowi opinię poradni psychologiczno-pedagogicznej, oświadczenie o zapewnieniu warunków umożliwiających realizację podstawy programowej i zobowiązanie, że dziecko corocznie przystąpi do egzaminu klasyfikacyjnego.