Ministerstwo zdrowia twierdzi, że prace nad rozporządzeniem dobiegają końca i wejdzie ono w życie 1 września. Ajenci prowadzący stołówki i sklepiki już powinni podpisać umowy i organizować swoją pracę ale nie znają obowiązującego ich prawa.

W jednej z mazowieckich szkół dyrektor mówi, że cały czas ajenci czekają na rozporządzenie. "Rozmowy z ajentem prowadzone są przez całe wakacje, ale nic nie można zrobić dopóki nie ukaże się rozporządzenie w tej sprawie" - tłumaczy pani dyrektor, pragnąca zachować anonimowość. Przyznaje, że to duży problem, bo rok szkolny za pasem.
Za naruszenie przepisów dotyczących bezpieczeństwa żywności i żywienia grozi kara 5 tysięcy złotych.

Tymczasem Konfederacja Lewiatan alarmuje, że szkolne sklepiki i stołówki będą zamykane. Dobrawa Biadun,  radca prawny Konfederacji Lewiatan mówi, że już teraz dyrektorzy szkół powinni podpisywać umowy na prowadzenie sklepików i stołówek, ale nie można tego robić nie znając obowiązującego prawa. Chodzi o to, że osoby prowadzące taką działalność nie chcą podpisywać umów, bo nie wiedzą, czy będzie im się to opłacało. "Większość z nich zapowiada, że będą zamykać swój biznes, gdyż przy tak rygorystycznym podejściu ministerstwa zdrowia stało się to nierentowne" - podkreśla Biadun.

Tłumaczy, że prawdopodobnie w sklepikach i stołówkach nie będzie można sprzedawać białego pieczywa czy drożdżówek, ale wytycznych w tej sprawie nie ma. Podkreśla, że prowadzenie działalności gospodarczej też ma określone zasady i prawa. "Już dziś podmioty współpracujące ze szkołami powinny podpisywać umowy z piekarniami i innymi kontrahentami, ale muszą wiedzieć, co będzie można od nich kupić" - mówi Biadun.

Nowelizacja ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia została uchwalona w listopadzie, a prezydent podpisał ją w grudniu ubiegłego roku.